Ceny paliw są dla fiskusa kołem ratunkowym

Andrzej Szczęśniak
opublikowano: 1999-04-27 00:00

Andrzej Szczęśniak: ceny paliw są dla fiskusa kołem ratunkowym

ŁAPCZYWOŚĆ FISKUSA: Kasa stacji benzynowej coraz bardziej przekształca się w punkt poboru podatków — zauważa Andrzej Szczęśniak. fot. ARC

Szok klientów stacji benzynowych od początku 1999 roku osiągnął wartość 24 groszy na litrze. Niewiele? Bardzo dużo! Każdy grosz drożej to około 10 mln zł miesięcznie mniej w zbiorowej kieszeni wszystkich konsumentów. Tylko z tego powodu w kwietniu (jeśli do końca miesiąca nic wielkiego już się nie zdarzy) polskie społeczeństwo wyda na paliwa 240 mln PLN więcej niż w styczniu. A jeśli uwzględnimy wiosenne ożywienie popytu, to wyjdzie jeszcze więcej.

ZMOWA producentów ropy naftowej, którą tym razem skutecznie zorganizował najpotężniejszy kartel w historii — czyli OPEC — z pewnością uderzyła nas po kieszeniach. Państwa wydobywające ropę oraz wielkie koncerny straciły w 1998 roku ponad 110 mld USD! Tylko dlatego, że wskutek konkurencji zwiększono podaż o 3 proc., gdy tymczasem globalny kryzys finansowy znacznie osłabił popyt. Ale ta lekcja wystarczyła, by producenci zwarli szeregi i zaczęli odrabiać straty. Płacimy za to przy dystrybutorach. Ale nie tylko za to.

PALIWA to sektor strategiczny, lecz nie w tym sensie, w jakim używają tego terminu hamulcowi prywatyzacji. Strategiczny dla fiskusa. Wydawałoby się — bardzo prosty w poborze, nie wymagający odbierania części zarobków statystycznemu Kowalskiemu. W 1997 roku sektor paliwowy dał budżetowi państwa 8 proc. dochodów podatkowych. W 1998 roku dzięki sprzyjającej okoliczności — gwałtownie spadającym cenom ropy — wysokość podatków w paliwach zwiększono nawet o 70 proc. Ceny detaliczne nie rosły, ale tylko dzięki taniemu surowcowi. Jednak również nie spadały! W cenie każdego litra benzyny czy oleju napędowego kurczyła się wartość samego produktu, pęczniał natomiast podatek.

TA NIEBEZPIECZNA gra zakończyła się porażką konsumentów, gdy OPEC poszedł po rozum do głowy. I teraz cena detaliczna, nasączona podatkami jak gąbka wodą, ruszyła ostro do góry. Ta polityka, zwana fiskalizmem, jest modelem europejskim, który obkłada paliwa podatkami w sposób niewiarygodny. Na przykład w Wielkiej Brytanii jeszcze niedawno nabywca płacił przy pompie (w przeliczeniu) 0,70 zł za benzynę i aż 3,15 zł podatków. Gdy w marcu podatków jeszcze dołożono — wywołało to manifestacje transportowców, którzy przestali być konkurencyjni.

NIE SIĘGAJMY jednak do tak dalekich absurdów — dziś w cenie jednego litra naszej bezołowiowej, która zdecydowanie wypiera benzyny z ołowiem, konsument płaci za paliwo jedynie 0,73 zł, natomiast 1,34 zł to podatki (akcyza i VAT). Jeszcze w styczniu 1998 roku było tych podatków jedynie 0,94 zł. Dodatkowe 40 groszy na litrze to 400 mln PLN miesięcznie mniej w zbiorowej kieszeni konsumenta, w stosunku do stycznia ubiegłego roku. Kasa stacji benzynowej coraz bardziej przekształca się w punkt poboru podatków.

KTO BIERZE te nasze pieniądze? Kupujemy benzynę drogo czy tanio? Z 24 groszy tegorocznej podwyżki, o których wspomniałem na początku, 14 groszy wchłonęło do budżetu Ministerstwo Finansów (podwyższona akcyza i większy VAT od wyższych cen detalicznych), natomiast 10 groszy to robota OPEC. Widzimy więc, komu tankujący paliwo dodatkowo płacą przy dystrybutorze.

NA TYM nie koniec — już 1 czerwca i 1 września czekają nas powtórki z akcyzy. Scenariusz podwyższania podatków jest rozpisany na cały rok i zatwierdzony. Potrzeby budżetu państwa w okresie wprowadzania czterech reform są przeogromne i nie do nasycenia. Jeszcze w tym roku o 0,14 zł wzrosną ceny benzyny Eurosuper tylko z powodu podwyżek akcyzy (a za nią VAT). Jaki będzie kurs dolara czy cena baryłki — nie sposób przewidzieć. Ale może Ministerstwo Finansów skorygowałoby swój scenariusz? Warto wziąć pod uwagę, że narasta obciążenie podatkowe zarówno pojedynczego konsumenta, jak i całej gospodarki narodowej, czyniąc ją mniej konkurencyjną w konfrontacji z zagranicą.

Andrzej Szczęśniak jest prezesem Polskiej Izby Paliw Płynnych