Wojna cenowa i drogie surowce ze strefy euro osłabiły kondycję producentów farb. By złapać oddech, firmy szykują podwyżki.
Producenci farb i lakierów zaciskają pasa. Dekoniunktura na rynku i walka o klienta wywołały wojnę cenową. Sytuację firm pogorszył dodatkowo wysoki kurs euro. Pierwszy powiedział „pas” Nobiles.
— W 12 miesięcy euro podrożało o 15 proc. Tymczasem 70 proc. surowców pochodzi właśnie z Eurolandu. Jesteśmy zmuszeni do podwyższenia cen, by uzyskać akceptowaną rentowność — twierdzi Mariusz Witek, członek zarządu włocławskiej firmy Nobiles.
Inni już podnieśli ceny.
— Od 1 lutego zdecydowaliśmy się na podwyżkę o 1-2 proc. — dodaje Wojciech Solarski, wiceprezes Polifarbu Cieszyn-Wrocław.
Podobnej podwyżki dokonała Śnieżka. Nobiles pójdzie dalej.
— Minimum 5 proc. O tyle ceny powinny wzrosnąć — twierdzi Mariusz Witek.
Nie boi się reakcji klientów. Jego zdaniem, bardziej niebezpieczne jest ograniczenie wydatków na reklamę. Inni stopniowo są gotowi iść w jego ślady.
— Planujemy kolejną podwyżkę o jakieś 2 proc. — mówi Witold Waśko, dyrektor finansowy Śnieżki.
Giełdowy Polifarb CW niechętnie wypowiada się na ten temat.
— Jeżeli uznamy, że kolejne podwyższenie cen będzie niezbędne, to je zastosujemy. Istotny jest tu średnioroczny kurs euro — mówi Wojciech Solarski.
Producenci farb i lakierów rozglądają się za dostawcami surowców spoza eurostrefy. Rysuje się szansa dla Zakładów Chemicznych Police — jedynego w Polsce producenta bieli tytanowej, surowca do produkcji.
— Prowadzimy rozmowy także na Ukrainie, gdzie surowce są tańsze — twierdzi Mariusz Witek.