Ceny w sklepach zaczęły spadać

  • Jacek Kowalczyk
14-08-2014, 00:00

Wchodzimy w nieznane — gospodarka doświadczyła deflacji. Chwilowo czy wchodzimy na drogę Japonii?

Lipiec 2014 r. na stałe wejdzie do historii gospodarczej Polski. Był pierwszym miesiącem od początków transformacji, w którym nasza gospodarka doświadczyła zjawiska zwanego deflacją, czyli spadku cen w sklepach. Jak podał GUS, wskaźnik inflacji spadł w minionym miesiącu z 0,3 do -0,2 proc. Ostatnio ujemną dynamikę cen odnotowano w 1972 r., czyli kiedy jeszcze ceny towarów i usług były centralnie sterowane przez komunistyczny rząd.

„Taniej” może boleć

Deflacja to nie żadna polska specjalność. Europa z presją na obniżki cen zmaga się już od prawie roku i Polska jest siódmym krajem UE, który doznał ujemnej inflacji. Właśnie obawami o wpadnięcie w spiralę deflacji motywowane były niedawne obniżki stóp i interwencje walutowe wielu europejskich banków centralnych, np. Czech, Węgier i Europejskiego Banku Centralnego.

Czy mamy się czego bać? Sprawa nie jest jednoznaczna. Z jednej strony, niewielka i przejściowa deflacja może pomóc gospodarce. Realna siła nabywcza wynagrodzeń pracowników rośnie, co podbija konsumpcję i PKB.

Z drugiej jednak strony, jeśli deflacja się nasila i utrwala, jest niebezpieczna dla gospodarki. Konsumenci, widząc spadające ceny, wstrzymują się z zakupami, a firmy z inwestycjami (licząc, że za kilka miesięcy będzie taniej), co dodatkowo nasila deflację i gospodarka wpada w błędne koło dekoniunktury. Doświadczyła tego np. Japonia. Deflacja wpędziła tamtejszą gospodarkę w dwie dekady stagnacji i podwyższonego bezrobocia. Dopiero ostatnio Japonii udaje się wyrwać z tego zaklętego kręgu.

Spokojnie, zaraz wracamy

Wydaje się, że Polska na razie w tę spiralę nie wpada. Analitycy szacują, że obecna deflacja będzie płytka i krótkotrwała. — Wskaźnik inflacji do września będzie dalej spadał i utrzyma się poniżej zera jeszcze w październiku. Później jednak wyjdzie na plus — mówi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ.

Obecny spadek cen nie jest bowiem skutkiem — jak w klasycznych przypadkach deflacji — słabości gospodarki. To nie jest tak, że popyt się w Polsce załamał i zmusił firmy do cięcia cen. Wręcz przeciwnie, w ostatnich kwartałach gospodarka przyspieszała i konsumpcja się odradzała. Spadek cen ma u nas zupełnie inną przyczynę: statystyczno-regulacyjną.

— Lipcowa deflacja w głównej mierze wynika ze statystycznego efektu wysokiej bazy sprzed roku, kiedy to wzrost cen skokowo przyspieszył na skutek wzrostu cen wywozu śmieci i dokonanej przez GUS zmiany sposobu obliczania cen ziemniaków — tłumaczy Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Te czynniki będą stopniowo wygasać i wskaźnik inflacji powinien rosnąć.

Ryzyko pozostaje

Niektórzy na deflacji mogą wręcz zarobić. To przede wszystkim dobra wiadomość dla kredytobiorców zadłużonych w złotych. Spadek wskaźnika inflacji poniżej zera może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do kolejnych obniżek stóp procentowych (główna jest obecnie na rekordowo niskim poziomie 2,5 proc.).

Taki scenariusz obstawia coraz więcej analityków.

— Mamy szansę nie tylko na pojedynczą obniżkę stóp, ale wręcz na całą serię cięć. Możliwy spadek głównej stopy o 0,5-1 pkt proc. — twierdzi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

— Spodziewam się dwóch obniżek stóp po 0,25 pkt proc., w październiku i listopadzie — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Według części ekspertów, nie powinniśmy jednak zupełnie lekceważyć początków deflacji. Istnieje bowiem ryzyko, że deflacja się nasili i stanie się bardziej uporczywa, kiedy na dobre polską gospodarkę obejmie embargo z Rosji na niektóre produkty rolne.

— Deflacja pojawiła się już w lipcu, czyli przed rosyjskimi sankcjami, a te w kolejnych miesiącach z pewnością w jakiś stopniu będą obniżały ceny żywności i cały wskaźnik inflacji w Polsce. Może się więc okazać, że deflacja się pogłębi i ludzie rzeczywiście zaczną oczekiwać od firm niższych cen. Ryzyko deflacyjnej spirali więc istnieje, a czy ten scenariusz się spełni, to zależy przede wszystkim od rozwoju wydarzeń wokół Ukrainy — mówi Maciej Jędrzejak, prezes Saxo Banku w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ceny w sklepach zaczęły spadać