Cersanit pracuje pełną parą

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 21-07-2009, 00:00

Cersanit miał udaną wiosnę i początek lata. Niedawno pochwalił się rekordową sprzedażą w czerwcu.

Pod koniec I kw. 2010 r. grupa podwoi moce na Ukrainie. Z Rosją poczeka na rozwój sytuacji.

Cersanit miał udaną wiosnę i początek lata. Niedawno pochwalił się rekordową sprzedażą w czerwcu.

W ciągu pięciu sesji akcje zyskały na wartości ponad 10 proc., pojawił się zakup insidera na sporą kwotę. Czy najgorsze producent płytek, ceramiki i innych elementów wyposażenia łazienek ma już za sobą?

— Sprzedaż jest obiecująca — przyznaje Artur Kłoczko, przewodniczący rady nadzorczej Cersanitu.

Spółka nieźle czuje się na wszystkich swoich "rodzimych" rynkach, czyli tam, gdzie ma zakłady produkcyjne. Wprawdzie kilka miesięcy temu opóźniła podwojenie mocy wytwórczych na Ukrainie, ale nie bezterminowo.

— Prace budowlane właściwie już zakończyliśmy. Na koniec roku zaplanowane są dostawy maszyn — ich montaż potrwa 3-4 miesiące. Produkcja rozpocznie się pod koniec marca — mówi Artur Kłoczko.

Obecne moce na Ukrainie (7 mln mkw. płytek ceramicznych i 1 mln szt. ceramiki) są w pełni wykorzystane. Po podwojeniu zdolności część produkcji trafiać będzie na rynek rosyjski.

— W tej chwili w Rosji również wykorzystujemy sto procent mocy. Należy jednak pamiętać, że mamy sezon i… właśnie perspektywę uruchomienia drugiego zakładu na Ukrainie — podkreśla Artur Kłoczko.

Cersanit rozwija sieć dystrybucji na rynku rosyjskim. Na razie nie zdecyduje się więc na zwiększenie tam mocy.

— Nie ma o tym mowy, dopóki moce nie będą tam w pełni wykorzystywane w sposób trwały — mówi Artur Kłoczko.

Spółka wstrzymała też plany rozwoju w Rumunii. Na razie nie wiadomo, do kiedy.

— Patrzymy na ten rynek z optymizmem. Po uporaniu się z pewnymi kłopotami technicznymi [zakład wymagał restrukturyzacji — red.], notujemy tam rekordy sprzedaży. Skupiamy się teraz na budowaniu sieci sprzedaży na tym rynku — informuje Artur Kłoczko.

W Polsce pełną parą pracują zakłady w Wałbrzychu i Starachowicach. W Opocznie i Krasnymstawie są rezerwy na poziomie od 15 do 30 proc. w zależności od produkowanego asortymentu.

— Fakt jest taki, że znacznie lepiej sprzedają się teraz tańsze produkty — mówi Artur Kłoczko.

Tymczasem marka Opoczno pozycjonowana jest w wyższym segmencie rynku. Stąd zapewne niższe wykorzystanie mocy. We znaki daje się kryzys i wojna cenowa. Niedawno za symboliczną kwotę sprzedano Dvarcioniu Keramikę — litewski zakład, który do grupy trafił po przejęciu Opoczna.

Cersanit jest w trakcie podliczania wyników z II kwartału.

— Na poziomie operacyjnym jest optymistycznie — informuje Artur Kłoczko.

Na szczegóły każe jednak rynkowi czekać do publikacji raportu, czyli do końca sierpnia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu