Certyfikaty ISO drażnią menedżerów
Polskie kadry kierownicze hamują rozwój zarządzania jakością
DUMA PRZEDSIĘBIORSTWA: Powodem do chluby powinien być system udokumentowany minimalistycznie, a nie przepastne szafy, wypełnione segregatorami z procedurami — podkreśla Szymon Kamiński, certification manager Det Norske Veritas. fot. Borys Skrzyński
Bardzo często tematy związane z certyfikacją nie są interesujące dla zarządów firm, w których funkcjonuje ISO. Bywa też, że pomiędzy nimi a osobami odpowiedzialnymi w przedsiębiorstwie za zarządzanie jakością dochodzi do poważnych konfliktów. Przyczyną tego typu zjawisk jest jeszcze słaba świadomość zarządzania systemami jakości wśród krajowych menedżerów.
Przedstawiciele firm certyfikujących twierdzą, że polscy menedżerowie w większości są rozdrażnieni, kiedy tylko dotykają tematów związanych z certyfikacją przedsiębiorstw.
Brak ducha
Pierwszym z wielu powodów jest potwornie nudny sposób mówienia i pisania o systemach zapewnienia jakości. Najczęstszym tematem wielu wystąpień na ten temat jest problem biurokracji, czyli wszelkich procedur, ksiąg i instrukcji. Zdaniem Szymona Kamińskiego, certification managera Det Norske Veritas (DNV), są to drugorzędne elementy systemu zarządzania. Jak mówi, tak często przywoływane procedury same z siebie nic nie zdziałają. Powszechnie przyjęło się, że cecha przywództwa wśród polskiej kadry menedżerskiej jest najbardziej zaniedbywana właśnie w dziedzinie zarządzania jakością. W tych strukturach nie generuje się bowiem bodźców do niezbędnego zorganizowanego działania wśród ludzi odpowiedzialnych w firmie za certyfikację.
— Wiele zarządów jest niestety zbyt znużonych i znudzonych ISO, by rzetelnie zapoznać się z opasłymi tomiskami opisującymi system jakości — komentuje Szymon Kamiński.
— Rzeczywiście, takie zjawisko występuje w wielu polskich przedsiębiorstwach. W większości są to jednak firmy, które nie mają żadnego kontaktu z zagranicą. Normy ISO są tam traktowane jako kolejny wymóg rynku bądź modny element strategii marketingowej — twierdzi Monika Bryczkowska, pełnomocnik ds. systemów jakości ABB Centrum.
Decyzyjne konflikty
Kolejnym z powodów rozdrażnienia rodzimego managementu normami ISO jest fakt, że systemami jakości zajmują się w wielu firmach ludzie, mimo wszystko, nie związani z zasadniczymi problemami firmy. Nie mają z tymi ostatnimi kontaktu ze względu na odgórne ograniczenia zwierzchników. Poza tym bieżące decyzje zarządu nie mają związku z systemem zarządzania jakością w firmie.
— Trudno się nie dziwić temu, że większość tzw. pełnomocników zarządów ds. systemu jakości nie może się skutecznie porozumieć z członkami zarządów. Jedni i drudzy są przekonani, że to właśnie oni mówią o sprawach fundamentalnych, a mimo to najczęściej poruszają się na zupełnie innych poziomach abstrakcji lub — jak kto woli —- konkretu — przekonuje certification manager DNV.
— Często zarząd wdraża ISO tylko po to, aby mieć „glejt” na wejście na zachodnie rynki. Gdy już to osiągnie, spoczywa na laurach. Wtedy certyfikat jest jedynie opisem bałaganu panującego w firmie, a uwagi i ostrzeżenia pełnomocników ds. jakości są przez ich zwierzchników ignorowane. To prowadzi do konfliktów między nimi — relacjonuje Paweł Siedlecki, pełnomocnik dyrektora Instytutu Organizacji i Zarządzania w Przemyśle ORGMASZ.
Zwykle wynikiem takich nieporozumień jest to, że systemy jakości danej firmy koncentrują się często na obszarach marginalnych z punktu widzenia biznesu. Natomiast w rozumieniu zarządu są one jednak bardzo istotne.
Niezrozumienie
Opisy procesu zarządzania są zwykle biurokratyczne i niezrozumiałe. Po kilkunastu analizach procesu tworzenia i poprawiania dokumentacji systemu, większość ludzi w firmach jest gotowa uwierzyć, że posiadany opis systemu jest w porządku. Zdaniem Szymona Kamińskiego, polega to na tym, że ludzie ci zdążyli się nauczyć tego opisu, ale wcale go nie zaakceptowali, a nawet nie zrozumieli.
— Nie można tego, rzecz jasna, usłyszeć np. podczas auditu certyfikacyjnego, ale podczas nieformalnych rozmów wychodzi to zbyt często, żeby można to było nazwać przypadkowym zjawiskiem — zaznacza.
— Jest to bardzo istotny element zarządzania jakością, który wciąż szwankuje w krajowych firmach. Mimo dużej liczby organizowanych szkoleń, daje się zaobserwować stały brak informacji z zakresu tej tematyki w naszym kraju — dodaje Monika Bryczkowska.