Na najgorętszej spółce ostatnich dni można już zarabiać na GPW. Nie na GlobalConnect, ale na rynku głównym. Wszystko za sprawą głównego emitenta certyfikatów strukturyzowanych obecnych na GPW, czyli holenderskiego ING Banku. 18 czerwca 2026 r. wprowadził on do obrotu pięć serii certyfikatów turbo powiązanych z kursem SpaceX. Są dostępne dla inwestorów za pośrednictwem dowolnego biura maklerskiego dającego dostęp do GPW. Handluje się nimi tak samo jak akcjami.
Certyfikaty turbo to jednak instrumenty z tzw. dźwignią. Oznacza to, że ich kurs zmienia się bardziej od kursu instrumentu bazowego – w tym przypadku akcji SpaceX. Zyski i straty korzystających z certyfikatów rosną więc szybciej niż tych, którzy inwestują w akcje spółki.
Wśród pięciu serii certyfikatów powiązanych z kursem SpaceX cztery pozwalają zarabiać na wzroście kursu. Ich dźwignia wynosi wyjściowo 3-5, co oznacza, że wzrost kursu akcji SpaceX generuje 3-5 razy większy wzrost wyceny certyfikatu (lub spadek, gdyby kurs zaczął spadać). Certyfikat, dzięki któremu można będzie zarobić, gdy kurs akcji kosmicznej spółki spadnie, ma dźwignię poniżej 2. Oznacza to że spadek kursu SpaceX o 1 proc. przyniesie nabywcom certyfikatu niespełna 2 proc. zysku. Jeśli jednak kurs będzie rósł, mniej więcej dwa razy szybciej będą rosnąć ich straty.
