Certyfikaty są niezbędne

opublikowano: 18-11-2022, 06:30
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Edukację kadr do polskich elektrowni atomowych na poziomie wyższym, średnim i zawodowym trzeba rozpocząć natychmiast —uważa Piotr Szewczyk, prezes APS Energia.

PB: Czy to, że Polska będzie budować elektrownie atomowe, to dla pana dobra wiadomość?

Piotr Szewczyk, prezes APS Energia: To wyśmienita wiadomość. Mam nadzieję, że w Polsce powstaną co najmniej dwie lub trzy duże elektrownie. Podpisaliśmy dwa listy intencyjne z dwoma potencjalnymi ich wykonawcami.

Czyli państwo jesteście w uprzywilejowanej pozycji? Jak wygląda pozostały polski biznes pod tym względem?

Nie uważam, że jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji. Mamy po prostu ponaddziesięcioletnie doświadczenie w dostawach dla elektrowni atomowych, a nasza spółka wyposażała w systemy zasilania awaryjnego różne strefy bezpieczeństwa elektrowni. To już ponad 15 obiektów w wielu krajach na świecie. Stąd zainteresowanie przyszłych wykonawców elektrowni korzystaniem z naszych usług, sprzętu i dostaw.

Jeśli chodzi o inne polskie firmy, to owszem, jest kilka takich, które również mają doświadczenie w tej dziedzinie. Byłoby bardzo dobrze, gdyby jak największa liczba polskich podmiotów uczestniczyła w tych budowach, w serwisowaniu urządzeń czy linii technologicznych, zarządzaniu obiektami, dbaniu o ciągłość procesów technologicznych itd. To jednak jest związane z bardzo uciążliwymi, długimi procesami certyfikacji. Ci, którzy działają w energetyce atomowej, zdają sobie z tego sprawę, ale ci, którzy nie dostarczali elementów do energetyki atomowej, powinni zwrócić na to uwagę, by za chwilę nie okazało się, że jest za późno.

Polskie przedsiębiorstwa mają mieć co najmniej 40-procentowy udział w tych projektach. Czy to już zagwarantowane?

To są ustne gwarancje przedstawicieli rządu i rządowych agend, ale nie podpisano jeszcze umów z wykonawcami, więc faktycznie o żadnych gwarancjach na papierze nie może być mowy. Jednak moim zdaniem jest jak najbardziej naturalne, aby polskie firmy, które mają doświadczenie albo mogą wykorzystywać swój sprzęt przy budowie tych obiektów, uczestniczyły w tych projektach. Ta kwestia powinna być ustalona nie tylko na poziomie umów z potencjalnymi wykonawcami, lecz w specjalnej ustawie, bo tak wielkie obiekty mają strategiczne znaczenie dla polskiego systemu energetycznego. Ponadto miałoby to ogromny wpływ na rozwój kompetencji oraz rozwój finansowy polskich spółek. Należy bowiem założyć, że w przyszłości będziemy budować kolejne obiekty.

W jakich obszarach, związanych z budową elektrowni atomowych, widziałby pan udział polskich firm?

Na listach polskich firm, które podpisały listy intencyjne z Westinghouse czy z koreańskimi koncernami, są podmioty z różnych obszarów, związanych tak jak my z elektrotechniką — my akurat zajmujemy się przetwarzaniem energii elektrycznej i dostawami bezprzerwowymi energii dla ciągów technologicznych — ale także związane z klimatyzacją czy wentylacją. To także firmy zajmujące się np. wylewaniem betonu, bo to bardzo istotny i trudny proces. Fundamenty elektrowni muszą być odporne na wiele różnego rodzaju zjawisk i muszą wytrzymać w bardzo dobrym stanie zakładany czas życia elektrowni.

Widzę około 20, może 30 firm aspirujących do tego, aby dostarczać urządzenia do elektrowni atomowych, a pięć, sześć polskich firm już współpracowało z energetyką atomową na całym świecie.

To nie jest jakaś powalająca liczba. Czy pojawienie się takich projektów w Polsce może być stymulantem silnego rozwoju firm z tej branży?

Zdecydowanie tak. Wybudowanie elektrowni to pierwszy krok, natomiast utrzymanie jej w ruchu to zupełnie inne zagadnienie. Wymaga uczestnictwa wielu firm. W czasie życia bloków atomowych odbywa się wiele rewitalizacji różnych ciągów technologicznych. Niektóre urządzenia się psują i trzeba je wymienić albo naprawić. To ogromna szansa dla polskich firm, które znajdą swoją specjalizację w tej dziedzinie.

Na ile jako kraj jesteśmy przygotowani do takich przedsięwzięć pod względem kadrowym?

Nie można powiedzieć, że nie mamy specjalistów, ale od wielu lat, a właściwie od momentu zamknięcia pomysłu budowania elektrowni w Żarnowcu, czyli od końca lat 80., kształcenie specjalistów na poziomie studiów wyższych, ale też techników czy szkół zawodowych zostało przerwane. W rezultacie mamy ogromną, już trzydziestoletnią, lukę w kształceniu kierunkowym, a jest ono niezbędne, aby takie obiekty jak elektrownie atomowe w przyszłości utrzymywać. Jest to zadanie dla odpowiednich ministerstw, zadanie dla uczelni, które w tempie ekspresowym powinny tworzyć kierunki związane z energetyką jądrową. Jest tylko pytanie, kto tych nowych specjalistów ma uczyć i wychowywać. W Polsce nie mamy elektrowni jądrowych. Owszem, mamy dwa reaktory w Świerku, ale sama fizyka rdzenia i zjawiska tam zachodzące oraz cały ciąg technologiczny w elektrowniach jądrowych to dwie zupełnie różne kwestie.

Kiedy takie technika czy szkoły zawodowe oraz nowe kierunki na wyższych uczelniach powinny powstać?

Powinny powstać natychmiast. Od następnego roku akademickiego. A jeśli chodzi o szkoły zawodowe i technika, one muszą powstawać w pobliżu lokalizacji, w których te elektrownie mają być budowane. Inżynierom — jak wynika z praktyki — trochę łatwiej się przemieszczać niż ludziom o niższym wykształceniu.

Słyszał pan o takich inicjatywach ministerstwa edukacji czy jakichkolwiek innych ministerstw?

Znam dyskusję na ten temat, natomiast o konkretnych inicjatywach nie słyszałem.

Rozmawiał: Bartłomiej Mayer

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji

dziś: „Podcast atomowy”

goście: Paweł Gajda — Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Maciej Lipka — Narodowe Centrum Badań Jądrowych, Tomasz Nowacki — Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Piotr Szewczyk — APS Energia

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane