Chata pani Nity

Mój dom, moja twierdza — mawiają na mieście. Pewien bajecznie bogaty Hindus i jego pomysłowa żona trawestują to powiedzenie po swojemu.

Co?

Dom państwa Ambanich z Indii kosztuje miliard dolarów (FOT. ARC)
Zobacz więcej

Dom państwa Ambanich z Indii kosztuje miliard dolarów (FOT. ARC)

Rezydencja Antilia

Za ile?

1 mld USD (słownie: jeden miliard dolarów)

Mój dom, moja 27-piętrowa bursztynowa komnata — mawiają więc państwo Mukesh i Nita Ambani. Petrochemiczny potentat i jego partnerka uwili sobie rodzinne gniazdko w Bombaju, jednym z największych skupisk biedoty na świecie. Że paradoks, okropność, skandal? Być może. Ale kto bogatemu zabroni? Zapraszamy do środka.

Na dole jest po prostu błyszczący drogimi materiałami hall i dziewięć wind. Co robić? Pogapić się na misterne kryształowe żyrandole lub popatrzeć na schody do ogromnej sali balowej, do której idzie się, trzymając poręcze pokryte grubą warstwą srebra (złota nie, bo i tak jest wszędzie dookoła). W windzie możemy spokojnie pomyśleć o tym, czy dziwaczna bryła wieżowca rzeczywiście dobrze oddaje ducha Vaastu, hinduskiej recepty na ład i harmonię.

Aaa, państwo samochodem? To zapraszamy na sześciopiętrowy parking u podnóża budynku, skąd od razu śmigamy w górę. Jako opcję zaproponować należy wówczas przegląd zaparkowanych aut, przy których pospolite czerwone ferrari wygląda jak dacia na Nowym Świecie. Czyli słabo.

Ze zdjęć i relacji osób, które zdołały obejrzeć domowe zacisze 19. najbogatszego Ziemianina, nie tracąc przy tym wzroku, wynika, że co piętro, to obyczaj. Jak to w życiu bywa, zabiegany Mukesh kupił działkę i obiecał zapłacić za resztę, dając wolną rękę żonie. Rzutka gospodyni stwierdziła, że trójka dzieci to nie przelewki, potrzeba przestrzeni i pomysłu.

Inspiracja przyszła niespodziewanie w 2005 r. Pani Nita zażywała właśnie zabiegów w nowojorskim spa Mandarin Oriental z widokiem na Central Park. Wnętrza i pomysł na rozplanowanie budynku tak ją urzekły, że nie omieszkała spytać o nazwiska projektantów. Pięć lat później jej dom, nazwany Antilia, stanął przy ulicy Altamount, a projekt przygotowało nobliwe biuro Perkins & Will z Chicago. Łatwego życia Amerykanie nie mieli, bo pani Nita wydawała 500 mln dolarów, więc i wymagania miała. Każde piętro jest inne. Skoro na dwunastym sufity i ściany uginają się od zdobień rodem z bollywoodzkich hitów, to na trzynastym damy europejską prostotę. A na czternastym kominek w amerykańskim stylu i ogród angielski.

Dziś ten kogel-mogel jest wyceniany na miliard dolarów i oferuje ekstrawygody, np. pomieszczenie z ujemną temperaturą i efektem padającego śniegu, studio jogi czy czterokondygnacyjny ogródek i kilka basenów, kino oraz inne drobiazgi. Całość ma powierzchnię mieszkalną 37 tys. mkw., obsługą rezydencji zajmuje się 600 osób. Goście proszeni są o przynoszenie własnych kapci.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Chata pani Nity