Nie zdziwiło nas specjalnie, że na wczorajszej konferencji prasowej Ministerstwo Finansów nie ustosunkowało się do zarzutów, postawionych przez nas w artykule „Rząd daje marchewkę, ale się tym nie chwali” („PB” z 3 października). Nie dziwi nas dlatego, że jedyną odpowiedzią na problem ze strony resortu finansów jest konsekwentne milczenie — od wtorku (1 października) bezskutecznie czekamy na odpowiedź na skierowane na piśmie do biura prasowego resortu pytania w sprawie nowelizacji ustawy o podatku VAT.
W środę napisaliśmy więc, że małe firmy nie będą mogły w tym roku skorzystać z obowiązujących od 1 października przepisów, dających im możliwość kwartalnego rozliczania podatku VAT, z zastosowaniem metody kasowej (podatek płaci się nie po wystawieniu faktury, jak to było dotychczas, ale po otrzymaniu zapłaty). Pisaliśmy również, że by skorzystać z nowelizacji jeszcze w tym roku, mali przedsiębiorcy, których obroty w poprzednim roku podatkowym nie przekroczyły 800 tys. EUR, musieli złożyć specjalny wniosek w urzędach skarbowych przed końcem trzeciego kwartału, czyli jeszcze przed wejściem w życie ustawy. Mogli to zrobić, gdyż ustawa była już podpisana przez prezydenta i opublikowana. Jednak nie robili tego, gdyż po prostu nie wiedzieli o nowelizacji.
Główny zarzut, jaki postawiliśmy resortowi finansów, dotyczył tego, że nie informował podatników o nowościach. Jedna z teorii głosi, że gdyby mali przedsiębiorcy skorzystali już w tym roku z ułatwień, wpływy budżetu 2002 byłyby mniejsze. Według naszych informacji, resort finansów wyliczył, że straciłby w tym roku 1,5 mld zł. Dlatego przypuszczalnie podjęto decyzję o „przemilczeniu” całej sprawy.
Ministerstwo nie odpowiada na pytania w sprawie nowelizacji VAT, które zresztą zadajemy już nie tylko my. Na wczorajszej konferencji prasowej resort był natomiast uprzejmy zająć się sprawą krążących po Internecie „dokumentów”, będących jakoby dowodem na celowość milczenia w tej sprawie. „Dokument” taki dotarł także do nas, a ponieważ wszystko, co wędruje w globalnej sieci komputerowej, jest powszechnie dostępne, postanowiliśmy go opublikować (patrz obok). Zaznaczając jednak, że autentyczność tego „dokumentu” nie została potwierdzona, ale sam fakt jego pojawienia się jest dowodem na to, że coś w tej sprawie wyjaśnić należy. Milczenie resortu finansów powoduje zaś, że podejrzenia nabierają mocy. Dlatego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i odpowiednie służby w Ministerstwie Finansów, badające podobno sprawę opisanych wyżej „dokumentów”, powinny nie tylko stwierdzić ich autentyczność. Liczymy również, że przy okazji spowodują, iż stawiane ministerstwu zarzuty zostaną publicznie wyjaśnione. Choćby z szacunku dla opodatkowanych.