Chemii pozostaną konsolidacja i giełda

Anna Bytniewska
opublikowano: 04-10-2010, 00:00

Papierkiem lakmusowym będzie sprzedaż Puław. Jeśli ona nie wypali, przyjdzie poczekać na... tańszy gaz.

Decydenci tracą wiarę w udaną prywatyzację

Papierkiem lakmusowym będzie sprzedaż Puław. Jeśli ona nie wypali, przyjdzie poczekać na... tańszy gaz.

Po kolejnej nieudanej próbie prywatyzacji firm wielkiej syntezy chemicznej rząd traci wiarę w możliwość znalezienia inwestora branżowego. Coś jednak z polską chemią zrobić trzeba, bo konkurencja ucieka. Tym bardziej że sprawa dotyczy tak dużych firm, jak Azoty Tarnów, Ciech, Puławy, Kędzierzyn czy Police.

Palący problem

— Musimy zastanowić się poważnie nad tym, czy te spółki w ogóle mają szansę na inwestora branżowego. To ostatecznie rozstrzygnie prywatyzacja Puław. Jeśli nie uda się sprzedać tej firmy, to znaczy, że w obecnej sytuacji na inwestora branżowego dla chemii nie mamy co liczyć — mówił podczas piątkowego Plastics Congress of Central Europe Wiesław Skwarko, likwidator Nafty Polskiej (NP), która jest właścicielem Kędzierzyna i Azotów Tarnów.

Jego zdaniem, kluczowym problemem jest złożona struktura naszych firm, w których produkcja nawozowa jest połączona z produkcją innych chemikaliów.

— Trzeba ponieść duży wysiłek, by zrestrukturyzować zakłady, a to zniechęca inwestorów. Problemem jest też brak dostępu do tańszych źródeł gazu, m.in. za sprawą braku liberalizacji tego rynku — wyliczał trudności Wiesław Skwarko.

Liczą na wezwanie

Jego zdaniem, chemię trzeba skonsolidować.

— Wówczas możliwa byłaby pełna prywatyzacja skonsolidowanych spółek przez giełdę w ciągu roku lub dwóch lat — mówi Wiesław Skwarko.

Proces już się rozpoczął. Dzisiaj akcjonariusze Azotów Tarnów będą głosować nad uchwałą dotyczącą wyrażenia zgody na przejęcie Kędzierzyna. Tarnów bada też możliwości kupna od Ciechu gdańskich Fosforów. Aktywne są też Puławy, które złożyły ofertę zakupu Polic. Problem w tym, że resort skarbu prowadzi prywatyzację obu zakładów, a do 11 października inwestorzy mają czas na składanie ofert wiążących.

— To skomplikowana sytuacja. Sądzę, że rozstrzygnie ją treść ofert. Jeśli np. zainteresowany zakupem Puław oświadczy, że chce je kupić bez Polic, wówczas minister skarbu będzie musiał wybrać, czy Puławy mają kupić Police, czy też firma z Lubelszczyzny ma zostać samodzielnie sprywatyzowana — mówi Wiesław Skwarko.

Podkreśla, że kondycja spółek chemicznych się poprawia.

— Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ktoś ogłosił wezwanie i kupił Puławy czy Ciech na giełdzie — mówi Wiesław Skwarko.

Przyjdą ze Wschodu

Jarosław Michniuk, wiceprezes Styrenics Europe BASF, stawia sprawę bardzo jasno — firmy trzeba szybko sprywatyzować.

— Nie o to chodzi, żeby firmy trwały i przynosiły niewielkie zyski. One muszą się rozwijać — podkreśla Jarosław Michniuk.

Nie spodziewa się jednak, by zapukały do nas firmy niemieckie.

— Polska nie jest predysponowana do inwestycji, bo jej rynek można zaopatrywać z Niemiec. Jeśli inwestować, to tam, gdzie jest dostęp do surowców chemicznych — podkreśla Jarosław Michniuk.

A te w naszym regionie ma Rosja.

Zdaniem Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Energetycznych, dużą nadzieję na tańszy gaz dają negocjacje rosyjsko-chińskie dotyczące dostaw błękitnego paliwa.

— Chińczycy próbują wynegocjować cenę za gaz w wysokości 150 USD za m sześc. Cena rosyjskiego gazu dla Polski jest znacznie wyższa. Jeśli Chinom się uda, będzie możliwy dostęp do tańszego gazu w ramach kontraktów swap — twierdzi Andrzej Sikora.

Jego zdaniem wtedy pojawi się kupiec, który szybko pogodzi flirtujących z polską chemią inwestorów.

— Będą to chińskie firmy lub Gazprom — przewiduje Andrzej Sikora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu