Chińczycy chcą mieć szesnastkę w komplecie

Chiński prezydent przyjechał wprawdzie do Warszawy, ale nie tylko do Polaków — celem wyprawy jest region

Zwykły globus powie o chińskich priorytetach więcej niż liczby. Ile miejsca zajmują Chiny, a ile poszatkowana granicami Europa? No właśnie. Dodajmy do tego europejską trudną historię i mnogość języków, a przestaniemy się dziwić, że w 2012 r. w Warszawie ruszył projekt 16+1. Pod takim hasłem Chiny współpracują dziś, zbiorczo, z 16 państwami Europy Środkowej i Wschodniej. Polska jest w tym gronie mocarzem — wyróżnia nas populacja, siła gospodarki i niezłe otoczenie biznesowe. Mimo to granie solo ani nam się nie uda, ani nie opłaci. Z Chinami grajmy regionalnie.

Nowy turysta w Pradze

Szesnastkę tworzą kraje zza dawnej żelaznej kurtyny, czyli państwa bałtyckie — Litwa, Łotwa i Estonia, grupa Wyszehradzka: Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, oraz szeroko rozumiane Bałkany — Bułgaria, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Macedonia, Czarnogóra i Albania. Rzut oka na chińskie przedsięwzięcia w tych krajach wystarczy, by stwierdzić, że dla Chińczyków to po prostu region. Weźmy Czechy. Chiński prezydent został tam w marcu przyjęty z fanfarami, a wizycie towarzyszyło podpisanie 30 porozumień o współpracy.

Najaktywniejszym z chińskich inwestorów jest dziś CEFC, który wchodzi m.in. w turystykę (linie lotnicze, biuro podróży, hotele). Efekt? Od dziennikarza z Czech dostałam dane: Chińczycy mają już ósme miejsce na liście najchętniej przyjeżdżających turystów, a ich liczba wzrosła w minionym roku o 35 proc. Szykowane są też bezpośrednie połączenia lotnicze — poza Pekinem będzie to Szanghaj i Czengdu. Małe Czechy wyrastają więc na pierwszy przystanek Chińczyka lecącego do Europy Środkowej. To nie koniec. Chińskie plany w Czechach obejmują też energetykę

— Chińczycy zawarli partnerstwo z lokalnym funduszem J&T i interesują się atomem (w Temelinie), a także… aktywami sprzedawanymi przez EDF w Polsce. Litwa? Dziennikarz z tego kraju poleca mi przyjrzeć się China Merchants Group (CMG), która otworzyła biuro w Wilnie, by stąd prowadzić ekspansję w regionie. CMG chce zbudować centrum logistyczne w Kłajpedzie, kupić jeden z terminali w tym porcie, a litewskie koleje zaangażować do wożenia towarów. To nie koniec. W kuluarach w Pekinie słyszę o zainteresowaniu CMG inwestycjami w Gdańsku.

Szał na wschodnią medycynę

Transgranicznych przykładów jest więcej. W maleńkiej i biednej Albanii chińscy inwestorzy kupili lotnisko w Tiranie, a także port i złoża ropy naftowej. Bez wizji regionalnej te inwestycje nie miałyby wielkiego sensu. W Bośni i Hercegowinie Chińczycy na potęgę budują elektrownie. Przydadzą im się kiedyś referencje z projektów realizowanych w Europie. Przykładem mniej oczywistym jest medycyna chińska. Pierwsza taka klinika w Czechach została już otwarta, ma ich być więcej, a chiński oddział szykowany jest też w jednym z czeskich państwowych szpitali. Na kolejny kraj nie trzeba było długo czekać — o budowie chińskiej kliniki mówi się już na Litwie.

— Bo my patrzymy na mapę — mówi Huo Yuzhen, specjalna przedstawicielka chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych ds. współpracy z szesnastką, a także była ambasadorka Chin w Pradze i Bukareszcie. Ze spojrzenia na mapę wynika np. chińskie zainteresowanie infrastrukturą. — Podoba nam się szeroka koncepcja połączenia trzech mórz waszego regionu: Adriatyckiego, Czarnego i Bałtyckiego. W ramach tej koncepcji chcielibyśmy współpracować przy inwestycjach portowych, kolejowych i autostradowych — tłumaczy Huo Yuzhen.

Stąd też zainteresowanie Gdańskiem. Od chińskich oficjeli słyszę o pomyśle zorganizowania tam specjalnej strefy dla chińskich firm. — Słyszałam o pomyśle takiej strefy koło Gdańska. Wiem nawet, że w lipcu delegacja chińskich firm przyjeżdża do Polski na rozmowy w tej sprawie — mówi Huo Yuzhen.

Z kurczakiem do Azji

Skoro i tak biorą nas za region, to może grajmy jak region? Chińczyków by to ucieszyło. — Niektóre kraje szesnastki są małe. Na tyle małe, że gdyby Chiny chciały coś od nich kupować, to mocy produkcyjnych by nie starczyło. Może moglibyście sprzedawać nam coś wspólnie? — zastanawia się Wang Wengang, doradca sekretariatu ds. współpracy Chin z szesnastką. Dziennikarka z Bułgarii podsunęła mi od razu przykład własnego kraju, który marzy o eksporcie kurczaków do Chin. Cóż, skoro oferowane wolumeny wydają się klientowi małe. Kolega z Węgier wspomina zaś o winie.

— Mój przyjaciel ma winnicę, której wyroby zainteresowały Chińczyków. Kiedy spytali o możliwe dostawy, podał liczbę. „Dziennie?”, dopytywali. „Nie, rocznie”, odpowiedział. Umowy nie zawarli — tłumaczy Węgier. — Wiem, że chińskie delegacje interesowały się też winem ze Słowenii. Uznały jednak, że wolumen produkcji jest zbyt mały — przyznaje Wang Wengang. Regionalnej współpracy przy eksporcie na razie jednak nie ma. Jest natomiast nierównowaga w handlu pomiędzy Chinami a szesnastką.

Jej skalę trudno oszacować ze względu na rozbieżność danych (chińskich, OECD oraz poszczególnych krajów — porównywać je próbował Ośrodek Studiów Wschodnich). Jeśli zdecydujemy się na OECD, zobaczymy, że w 2014 r. Polska miała ponad 20 mld USD zł deficytu w obrotach z Chinami, a Czechy — 15 mld USD. — Chcemy większej równowagi w handlu zagranicznym — podkreśla jednak Wang Wengang.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Chińczycy chcą mieć szesnastkę w komplecie