Chińczycy wyruszyli na spożywcze łowy

Rosnący popyt zaostrzył apetyt inwestorów z Państwa Środka na polskie mleko i sery. Naszym mleczarzom jednak świetnie się wiedzie, więc nie palą się do sprzedaży zakładów. Wolą sami inwestować w Azji

Aaaby pilnie kupić zakład mleczarski w Polsce — takie ogłoszenie mogłyby opublikować dwa chińskie koncerny spożywcze, które zapukały do Bank of China.

FOT. Bloomberg
Zobacz więcej

FOT. Bloomberg

— Nie możemy ujawnić ich nazw, ale to inwestorzy z pierwszej piątki największych firm mleczarskich w Chinach. Interesuje ich zakup polskiego zakładu albo stworzenie joint venture — mówi Bartosz Komasa, który reprezentuje w Polsce Bank of China. Tłumaczy, że Chińczyków najbardziej interesuje produkcja mleka UHT, w proszku i dla niemowląt.

— Jeden z inwestorów jest zainteresowany również produkcją serów w Polsce, a następnie ich eksportem do Chin. Kiedyś ser żółty nie był w Chinach popularny, ale ostatnio to się zmienia — zapewnia Bartosz Komasa.

Kwestia motywacji

Dariusz Zieliński, prezes Ceko, zaznacza, że joint-venture dla producenta serów nie byłoby dobrym rozwiązaniem, bo spółka należy do inwestora finansowego — Avallon MBO Fund. Lepszą opcją byłoby przejęcie.

— Wszystko zależy od ceny. Jeśli będzie dobra, fundusz z tej inwestycji wyjdzie — twierdzi Dariusz Zieliński. — Gdybym miał taką propozycję, na pewno bym jej nie zlekceważył, ale dokładnie rozważył — dodaje Edward Bajko, prezes Spomleku. Chiny kuszą też Polmlek, ale spółka chce tam budować zakład i do tej inwestycji szuka chińskiego partnera.

— Wolimy sami produkować i przejmować, ale bardzo interesuje nas eksport do Chin i produkcja na miejscu. Dzisiaj sprzedajemy już na rynek chiński mleko w proszku i UHT oraz niewielkie ilości serów — deklaruje Andrzej Grabowski, współwłaściciel grupy Polmlek. Marta Skrzypczyk, analityk z banku BGŻ, uważa, że o chińskie przejęcie w Polsce będzie trudno. Z kilku powodów.

— Gros sektora mleczarskiego tworzą spółdzielnie, które z kilkoma tysiącami właścicieli-spółdzielców są niechętne zagranicznym inwestorom. Ważne jest też postrzeganie chińskich firm. Wszyscy pamiętają problemy z budową dróg. Sytuacja na polskim rynku mleka jest bardzo dobra — ceny przetworów mleczarskich są wysokie, eksport nam rośnie, więc wskaźniki finansowe się poprawiają. Stopa zysku netto wynosiła w pierwszym półroczu 2013 r. 2,72 proc., wobec 1,61 proc. rok wcześniej. To powoduje, że krajowi producenci są mniej skłonni do sprzedaży aktywów — tłumaczy Marta Skrzypczyk. Potwierdza to Mlekovita.

— Nie widzę potrzeby chińskich inwestycji w przetwórstwo mleka w Polsce — nasze firmy same sobie z tym radzą i pieniędzy na rozwój im nie brakuje. Branża ma dziś więcej mocy produkcyjnych, niż jest w stanie wykorzystać. Jeśli przydałyby się u nas jakieś inwestycje, to raczej w rozwój hodowli bydła czy nowoczesne obory, by nie brakowało nam dobrego surowca — mówi Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity.

Z danych BGŻ wynika, że lepsze wskaźniki polskie mleczarstwo odnotowywało tylko w 2007 r., kiedy rosły ceny zbytu, bo spadła produkcja mleka w Australii i Nowej Zelandii, oraz w 2009 r., gdy ceny skupu spadły, więc rentowność wzrosła. Tegoroczne wyniki są związane z popytem z rynku chińskiego, który podbija ceny, oraz rosnącą sprzedażą do Rosji.

— Wejście w joint venture wydaje się łatwiejsze, ale zainteresowane będą nim raczej zakłady, które nie mają silnych marek na rynku polskim — tłumaczy analityk BGŻ.

Jej zdaniem, zainteresowanie Chińczyków polskimi produktami mleczarskimi nie powinno dziwić.

— Na tle Europy mamy tańszy surowiec, niższe koszty pracy, a spełniamy wszelkie europejskie standardy — tłumaczy analityk BGŻ. Mamy też rosnące serowarskie moce, dotychczas wykorzystywane głównie w eksporcie do Rosji i na rynki unijne. Serowe poruszenie widać również za Wielkim Murem.

— Na razie konsumpcja serów rośnie w związku z rozwojem fast foodów, hamburgerów, zapiekanek czy pizzy, ten segment nas jednak nie interesuje. Następnym krokiem będzie wzrost spożycia serów dojrzewających poza gastronomią. Ten rynek będzie dla nas interesujący — mówi Edward Bajko.

Więcej chętnych

Zdaniem Dariusza Zielińskiego, prędzej czy później Chiny będą produkować wszystko na miejscu.

— Widać to np. na rynku owoców. Były lata, w których chińskie truskawki dominowały na rynku unijnym. Na zainteresowaniu Chińczyków polskie mleczarnie powinny skorzystać. UE jeszcze nie wyszła z kryzysu, więc wejście zachodniego inwestora niesie ryzyko, że zlikwiduje on produkcję, bo będzie miał nadmiar mocy u siebie. Wzrost chińskiego popytu jest natomiast pewny, rynek jest ogromny, a przedsiębiorcy mają pieniądze — przekonuje prezes Ceko. Marta Skrzypczyk nie spodziewa się jednak, że Chińczycy zaleją europejski rynek.

— Konsumpcja rośnie u nich szybciej niż możliwości produkcyjne — dodaje analityk BGŻ. Nie tylko chińscy inwestorzy mają apetyt na polskie mleko i sery.

— Drugą grupą, która mocno będzie u nas inwestować, mogą być Ukraińcy. Przykładem jest Milkiland, który kupił niedziałającą fabrykę i stawia ją na nogi — mówi Dariusz Zieliński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, MZAT

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Chińczycy wyruszyli na spożywcze łowy