Nastroje były tak złe, że nie popsuł ich zbytnio nawet fatalny początek sesji na Wall Street, gdzie indeksy traciły po ponad 2 proc. Nie pomogły im dobre przecież dane o przepływie kapitałów do USA i o mocno rosnącej aktywności gospodarczej w rejonie Nowego Jorku. Strach przed chińską grypą okazał się silniejszy. Spadek tamtejszego indeksu o prawie 7 proc. zrobił piorunujące wrażenie. Obawa udzieliła się bardzo wyraźnie także Amerykanom. Czyżby przewodnik giełdowego stada poczuł respekt przed Szanghajem?
Polska GPW
Tydzień na warszawskim parkiecie zaczął się od 2 proc. spadku indeksu
największych spółek. Pozostałe wskaźniki traciły znacznie mniej, ale z czasem i
one podążyły śladem większego kolegi. Jeszcze przed południem WIG20 pogłębił
zniżkę do ponad 3 proc., a WIG tracił 2,5 proc. Najgorzej wyglądała sytuacja
banków. Ich akcje traciły „solidarnie” po ponad 4 proc. Tym razem największym
ciężarem dla indeksów nie były papiery KGHM, które zniżkowały „tylko” o około 3
proc. Po pewnym czasie się „rozkręciły” i doszlusowały do 4 proc. Na tym tle
„mocno” zachowywały się walory Telekomunikacji Polskiej, które traciły zaledwie
0,2-0,5 proc. O tym, że przysłowie „siła złego na jednego” sprawdza się także na
giełdzie, mogliśmy się przekonać właśnie po zachowaniu akcji naszego
telekomunikacyjnego pupilka. One również w ciągu dnia dobiły do poziomu
banków.
Charakterystyczny był
dziś brak reakcji na przekraczające 2 proc. spadki na początku sesji na Wall
Street. Ostatecznie indeks naszych największych firm stracił dziś 3,17 proc., a
WIG zniżkował o 2,4 proc. Wskaźniki małych i średnich firm tradycyjnie
demonstrowały swoją moc, spadając jedynie o 1,65 proc. w przypadku „średniaków”
i o 1,06 proc. w przypadku spółek najmniejszych. Pocieszające jest to, że obroty
w czasie dzisiejszej zdecydowanie spadkowej sesji sięgnęły zaledwie 1,1 mld zł i
były najniższe od ponad miesiąca. To świadczy, że wyprzedaż nie jest paniczna i
chętnych do pozbywania się papierów po obecnych cenach nie jest zbyt wielu.
Giełdy zagraniczne
Piątkowa sesja za oceanem nie należała do najprzyjemniejszych. S&P500
stracił 0,85 proc., utrzymując się jednak 4 punkty nad poziomem 1000 pkt. Dow
Jones zniżkował o 0,82 proc. Jednak tak naprawdę jeszcze nie stało się nic, co
mogłoby poważniej zaniepokoić inwestorów. Od dwunastu sesji S&P przebywa w
okolicy 1000 punktów i wcale nie ma chęci spadać niżej. Poziom niepokoju wciąż
jest jednak wysoki. O wiele wyższy na giełdach światowych, niż na samym Wall
Street.
Widać to było u nas
doskonale w piątek, a dziś w Azji. Na wszystkich parkietach tego regionu
zagościły spore spadki. Nawet Nikkei zniżkował o 3,1 proc., mimo pojawienia się
bardzo optymistycznej przecież informacji o wzroście japońskiego PKB o 0,9 proc.
Coraz groźniej zaczyna wyglądać sytuacja na giełdzie w Chinach. Tamtejszy indeks
Shanghai B-Share zniżkował aż o 6,7 proc. Wskaźnik Shanghai Composite, na
którego wartość większy wpływ mają decyzje rodzimych inwestorów, zniżkował
nieco mniej, o 5,8 proc. To wskazuje, że z tamtejszego rynku akcji zaczyna
wycofywać się kapitał zagraniczny. Ta trwająca od Początku sierpnia korekta
przybiera na sile, a dynamika spadków w trakcie niektórych sesji pokazuje, jak
niebezpieczny może być tego typu
rynek.
Europejscy inwestorzy aż
tak nerwowi nie byli. Indeks we Frankfurcie zaczął od spadku o zaledwie 0,6
proc., w Paryżu zniżka sięgała 0,8 proc., a w Londynie 0,4 proc. Na głównych
parkietach sytuacja szybko się pogorszyła i spadki przekraczały 2 proc. Na
giełdach naszego regionu było jeszcze gorzej. Przed południem rosyjski RTS
tracił prawie 5 proc., o 4 proc. zniżkował wskaźnik w Bukareszcie, o ponad 3
proc. w Pradze. Do końca dnia niewiele się zmieniło. W Rumunii skala spadków
wzrosła do ponad 5 proc., w Sofii do ponad 4 proc. Najsilniejszy był parkiet w
Istambule, gdzie tamtejszy indeks tracił o godzinie 16.00 jedynie 0,03 proc.
Waluty
Pogarszająca się sytuacja na giełdach sprzyja amerykańskiej walucie.
Umocnienie się euro pod koniec ubiegłego tygodnia do poziomu 1,43 dolara okazało
się przejściowe. Już w piątek wieczorem dolar dominował nad wspólną walutą, a
dziś rano tę tendencję kontynuował. Przed południem euro wyceniano na 1,41
dolara. Atmosfera robi się więc coraz bardziej nerwowa. Dalsze pogorszenie się
nastrojów na rynkach akcji może doprowadzić do mocniejszego osłabienia
euro.
Naszej walucie na pewno
to nie pomoże. Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia trzymała się całkiem
nieźle. Nawet w piątek wieczorem nie ucierpiała zbyt mocno, ale dziś nie miała
szans. Za dolara trzeba było przed południem płacić nawet 2,97 zł, o 10 groszy
drożej niż w czwartek. Jest bardzo prawdopodobne, że zostanie przekroczony
poziom 3 zł za „zielonego”. Bardzo podobnie wyglądała sytuacja w przypadku euro.
Wspólną walutę wyceniano na 4,19 zł, o 9 groszy drożej niż w czwartek. Frank
zdrożał z 2,68 zł do 2,75 zł. Choć zmiany wydają się spore, to gdy spojrzeć z
nieco dłuższej perspektywy, nasza waluta wciąż pozostaje mocna i większych
zagrożeń przed niż nie
widać.
Wczesnym popołudniem
euro staniało do 1,4 dolara w reakcji na spadki na Wall Street, sygnalizowane
przez zniżkujące notowania kontraktów na amerykańskie indeksy. Nasza waluta na
te zmiany reagowała jednak dość spokojnie.
Podsumowanie
Korekta się rozkręca. Spora dynamika zmian może być jednak sygnałem, że nie potrwa ona zbyt długo. Rynkowi „należało” się ochłodzenie nastrojów, ale nie będzie dobrze, gdy będzie ono zbyt mocne. Tymczasem mamy na horyzoncie kilka zagrożeń. Indeks naszych największych spółek „przeżywa” korektę od dziesięciu sesji i stracił w jej wyniku 5,6 proc. S&P500 wciąż trzyma się mocno i jeśli można w jego przypadku mówić o korekcie, to albo się jeszcze nie zaczęła, albo ma zdecydowanie łagodny charakter. Gdyby miała ulec przyspieszeniu, nasz rynek z pewnością odczułby to bardzo negatywnie i jego obraz mocno by się pogorszył. Drugim najpoważniejszym zagrożeniem jest to, co dzieje się na giełdzie w Szanghaju. Zdecydowane spadki tamtejszych indeksów mogą zmienić nastawienie inwestorów do wszystkich bardziej ryzykownych rynków, w tym polskiego. Po trzecie złe wrażenie robią reakcje giełd na pojawiające się wreszcie konkretne sygnały świadczące o poprawie sytuacji w gospodarkach wielu krajów. Opublikowane w ubiegłym tygodniu informacje o PKB w strefie euro i dzisiejsze informacje o wzroście japońskiej gospodarki nie skłoniły inwestorów do zakupów akcji. To nie rokuje zbyt dobrze na najbliższą przyszłość. Obawiano się, że rozczarowanie brakiem sygnałów poprawy w gospodarkach może zniechęcić inwestorów. Tymczasem nastroje zdecydowanie się pogorszyły, gdy poprawa jest wyraźnie widoczna.
Roman Przasnyski, Główny Analityk Gold Finance