Chińskie akcje już w twoim portfelu

Chińczyków, szczególnie chętnie konsumującej klasy średniej, pozwalają wierzyć w ekspansję chińskich firm. © Ⓟ Maciej Kalwasiński
04-06-2018, 22:00

Niektóre fundusze inwestujące w akcje z rynków wschodzących poszerzyły obszar inwestycji o walory z giełd w Państwie Środka.

Przed rokiem firma MSCI, wiodący dostawca globalnych indeksów akcji, poinformowała, że od 1 czerwca 2018 r. włączy do flagowego indeksu rynków wchodzących walory ponad 200 chińskich spółek notowanych na giełdach w Szanghaju i Shenzhen. W efekcie do portfeli osób inwestujących w akcje z rynków wschodzących za pośrednictwem funduszy trafiły chińskie akcje. Indeks MSCI Emerging Markets jest punktem odniesienia dla wielu aktywnie i pasywnie zarządzanych funduszy, w tym tych, które pośrednio (poprzez inwestycje w jednostki innych funduszy) lokują kapitał w Chinach.

DO
CZTERECH RAZY SZTUKA:
Zobacz więcej

DO CZTERECH RAZY SZTUKA:

Konsultacje o włączeniu walorów notowanych za Wielkim Murem do indeksu trwały od 2013 r. i trzykrotnie zakończyły się niepowodzeniem. Fot. Bloomberg

Na razie do indeksu włączono akcje stanowiące zaledwie 2,5 proc. kapitalizacji 234 spółek z listy A wybranych spośród 3 tys. notowanych na obu parkietach. Kolejne 2,5 proc. zostanie dołączone od 1 września. Udział walorów z Chin kontynentalnych w indeksie sięgnie wówczas zaledwie 0,8 proc. Analitycy szacują, że w efekcie za Mur trafi około 20 mld USD, co nie powinno mieć większego wpływu na zniżkujące ostatnio notowania — dzienne obroty na obu giełdach sięgają łącznie 60-70 mld USD.

MSCI będzie zapewne stopniowo rozszerzał udział chińskich firm — gdy do indeksu rynków wschodzących zostanie włączone 100 proc. akcji 234 spółek, ich udział w indeksie przekroczy 16 proc. Wciąż nie wiadomo, jak długo potrwa ten proces. Z pewnością jednak otwarcie i integracja chińskich rynków (nie tylko akcji) z globalnymi będzie jedną z najważniejszych zmian zachodzących w światowych finansach.

Sukces Pekinu

Konsultacje o włączeniu walorów notowanych za Wielkim Murem do indeksu trwały od 2013 r. i trzykrotnie zakończyły się niepowodzeniem. Inwestorzy docenili chiński rynek kapitałowy dopiero za czwartym razem. Przełom przyniosło umożliwienie zagranicznym inwestorom zakupu akcji notowanych na parkietach Chin kontynentalnych poprzez giełdę w Hongkongu.

Decyzję przyjęto jako kolejny znaczący sukces Pekinu, stopniowego otwierającego chiński rynek finansowy na zagranicę, ale również wyraz oczekiwań globalnej finansjery wobec gospodarczych reformatorów. Podobnie jak w przypadku przystąpienia Chin do WTO i dołączenia juana do koszyka SDR, Państwo Środka nie do końca spełnia wymagane warunki. Jednak międzynarodowe instytucje, czy to skuszone wizją wielkich zysków, czy to w dowodzie uznania dla roli Chin w globalnej gospodarce, idą na pewne ustępstwa wobec komunistycznych władz, licząc na rychłą dobrą zmianę.

Akurat w przypadku chińskich giełd rzeczywiście jest co zmieniać. Giełdy w Szanghaju i Shenzhen należą co prawda do największych na świecie — ich łączna kapitalizacja sięga obecnie 8,4 bln USD — jednak wciąż rządzą się swoimi, nietypowymi jak na symbol kapitalizmu, prawami. Tak jak o modelu gospodarczym Państwa Środka mówi się, że jest to „socjalizm z chińską charakterystyką”, tak i giełda jest przykładem „rynku z chińską charakterystyką”. I nie chodzi o kolor czerwony, który za Wielkim Murem oznacza nie spadek, ale wzrost.

Regulator ma stały wgląd w bieżące transakcje, włącznie z informacjami o indywidualnych kontach, i może momentalnie zamrozić aktywność inwestora — donosi „The Wall Street Journal”, powołując się na nieoficjalne informacje od uczestników rynku. Władze oficjalnie przyznają za to, że dbają o stabilizację rynku. Bardzo aktywna jest „drużyna narodowa”, czyli grupa funduszy działających pod egidą Pekinu,

gotowa do „skupu interwencyjnego” zniżkujących akcji. Do zakupów w sytuacjach kryzysowych zachęcane są również podmioty prywatne. Podczas ostatnich głębokich spadków w lutym o spełnieniu patriotycznego obowiązku poinformowało ponad 100 firm.

Zawieszanie to codzienność

Chiński rynek akcji na tle świata wyróżnia również niezwykle wysoki udział inwestorów indywidualnych w obrotach — odpowiadają oni za około 80 proc. handlu. Do inwestycji na krajowych parkietach przez lata zachęcały władze, m.in. gwarantując dostęp do kredytu pod zakup udziałów czy przekonując o gwarantowanej opłacalności takiej inwestycji. Dlatego spadki boleśnie odbijają się na ich wiarygodności i prestiżu. Szczególnie że obywatele nie boją się otwarcie atakować urzędników za brak interwencji na rynku. Poza tym taka struktura rynku sprzyja powstawaniu baniek spekulacyjnych — inwestorzy indywidualni, często niezbyt dobrze wykształceni i nieposiadający odpowiedniej wiedzy, przywiązują mniejszą wagę do fundamentów, a większą do rynkowych nastrojów. Stąd np. silne zwyżki cen akcji firm zawierających w nazwie słowo „cesarz”, gdy na rynek dotarła informacja o zniesieniu limitu kadencji przewodniczącego ChRL.

Typową reakcją na silne spadki jest zawieszenie notowań spółki — jak podaje „South China Morning Post”, wartość zamrożonych akcji sięgnęła w marcu 456 mld USD, czyli ponad 3 tys. razy więcej niż na rynku amerykańskim. Podczas krachu w 2015 r. zawieszono handel walorami ponad 1400 spółek, czyli niemal połowy notowanych na giełdach w Murem. Do tego dochodzą problemy typowe dla rynków wschodzących — wątpliwości budzą standardy sprawozdawczości finansowej czy zarządzania spółkami publicznymi, m.in. ich transparentność. Ocena kondycji i perspektyw chińskich spółek nastręcza zatem poważnych trudności. Inwestorów może również niepokoić sytuacja w realnej gospodarce — chińskie firmy pozostają mocno zakredytowane, mimo trwającej za Wielkim Murem kampanii delewarowania i rosnących stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Rolowanie długu może zatem okazać się dla wielu spółek zbyt drogie, co może je skłonić do kolejnych emisji akcji, prowadząc do spadku zysku na akcję. Jak podaje „Financial Times”, w Chinach rozwodnienie akcji już teraz występuje najczęściej wśród rynków wschodzących.

Ponadto władze coraz częściej wtrącają się w zarządzanie firmami uważanymi za prywatne, nadając kierunek ich rozwojowi i zmuszając do realizacji polityki partii, zamiast maksymalizacji zysku.

Wielu inwestorom mających większy apetyt na ryzyko nie powinno to jednak przeszkadzać. Mimo że dane z chińskiej gospodarki są często kwestionowane, rozwój Państwa Środka jest niepodważalny, a wsparcie partii dla niektórych sektorów, przede wszystkim realizujących strategię Made in China 2025, i puchnące portfele

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Chińczyków, szczególnie chętnie konsumującej klasy średniej, pozwalają wierzyć w ekspansję chińskich firm. © Ⓟ Maciej Kalwasiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Chińskie akcje już w twoim portfelu