Przez ostatnie 3 lata indeks giełdy z Szanghaju zanurkował o prawie 30 proc. W tym roku, mimo poprawy koniunktury na rynkach wschodzących, wskaźnik ten wciąż pozostaje w trendzie bocznym.



— Na złą koniunkturę największy wpływ miała słabnąca gospodarka oraz znikająca wiara w przyszłe zyski z inwestycji w Państwie Środka. Być może jesteśmy jednak blisko przełomu, który sprawi, że tamtejsza giełda zacznie nadrabiać dystans — przekonuje Marek Buczak, dyrektor ds. rynków zagranicznych Quercus TFI, który podkreśla, że globalni brokerzy coraz cieplej wypowiadają się o potencjale inwestycji w Chinach.
Rządowy ratunek
Chiny są najcięższym zawodnikiem w kategorii rynków rozwijających się — waga w indeksie MSCI Emerging Markets przekracza 18 proc. Dlatego, zdaniem Radosława Sosny z ING TFI, bez ekspozycji na ten rynek nie może się obejść żaden dobrze zdywersyfikowany portfel. Do inwestycji należy jednak podchodzić ostrożnie, bo wciąż największym zagrożeniem pozostaje stan gospodarki. Eksperci zwracają uwagę, że choć dynamika wzrostu PKB jest wysoka i sięga około 7 proc., to do potrzymania tego tempa niezbędne będą kolejne rządowe programy stymulacyjne.
— Gospodarka chińska wymaga serii strukturalnych reform. Przeszkodą może być konieczność rozwiązania nabrzmiałych od lat problemów z zadłużeniem i w sektorze nieruchomości. Ten ostatni, w poprzednich latach rozgrzany do czerwoności, dotknęła korekta — liczba transakcji w czerwcu spadła o 30 proc. Drugim wyzwaniem jest smoczej wielkości zadłużenie, które przez lata rosło szybciej od chińskiego PKB. Zakumulowana góra długu może odbić się niebawem czkawką wraz z rosnącym udziałem w bilansach banków kredytów niespłacanych w terminie — tłumaczy Radosław Sosna.
Jakub Banaszewski, analityk w departamencie inwestycji Investors TFI, przypomina jednak, że władze wzięły się już do pracy. Na początku kwietnia chiński rząd ogłosił plany cięcia podatków dla mikro- i małych przedsiębiorstw oraz utworzenia specjalnej komórki w Chińskim Banku Rozwoju, mającej zapewniać finansowanie budownictwa socjalnego, infrastruktury miejskiej oraz kolejowej.
— Rząd duży nacisk kładzie też na działania, które mogą pobudzić konsumpcję wewnętrzną, m.in. poprzez odejście od polityki jednego dziecka. W przyszłości wzrost gospodarczy Chin będzie się opierał w większym stopniu na rynku wewnętrznym, a nie ekspansji międzynarodowej. Perspektywy dla rozwoju Państwa Środka pozostają więc pozytywne, jednak struktura gospodarki w kolejnych latach może się znacząco zmienić — uważa Marek Buczak.
Zarobek dzięki selekcji
Mimo że chińska giełda pozostaje na razie na uboczu fali optymizmu na rynkach wschodzących, to jednak posiadacze jednostek uczestnictwa funduszy akcji azjatyckich nie mogą w tym roku narzekać.
Średni zysk w grupie wyniósł 6,7 proc., a najlepszy — MetLife Akcji Chińskich i Azjatyckich — zarobił 9,4 proc. Nie jest to jednak pochodna inwestycji wyłącznie w Chinach. Zarządzający z Metlife TFI postawił też m.in. na dynamicznie zwyżkujące walory z indyjskiej giełdy. Jeszcze szersze spektrum ma ING Nowej Azji. Na jego mapie inwestycyjnej, oprócz Chin i Indii, pojawiły się również Korea Południowa, Tajwan, Indonezja i Tajlandia. Dzięki takiej selekcji powiększył portfele o ponad 9 proc. Dużo trudniej mają zagraniczni powiernicy, którzy oferują fundusze dedykowane wyłącznie chińskiemu rynkowi. Nie oznacza to jednak, że nie radzą sobie w zarabianiu, choć ich wyniki są dużo bardziej zróżnicowane. Najlepszy — Schroder Greater China — zyskał od początku roku 6,7 proc., najgorszy — JPM China, stracił ponad 3 proc. Decydując się na zakup jednostek uczestnictwa, warto więc pamiętać o różnicach w strategiach oraz o ryzyku kursowym, towarzyszącym inwestycji w zagraniczne fundusze.