Chińszczyzna tania i nielubiana

Małgorzata Grzegorczyk
12-09-2011, 10:43

Co drugi Polak deklaruje, że stara się nie kupować produktów "made in PRC"

Kowalski kiepsko postrzega towary z Chin. Ale cena musi czynić cuda, bo nasz import rośnie jak na drożdżach.

Zobacz także

Przed jedną z dolnośląskich galerii handlowych znajduje się reklama, w której najemca chwali się tym, że nie sprzedaje wyrobów z Chin. Czyżby miał marketingowego nosa? Z wrześniowego badania Grupy IQS przeprowadzonego dla "PB" wśród 500 Polaków, wynika, że ponad połowa obywateli naszego kraju stara się nie kupować chińskich produktów. Niechęć rośnie z wiekiem — wśród osób, które mają 25-39 i 40-54 lat to odpowiednio 66 i 64 proc. respondentów, podczas gdy tylko 27 proc. z najmłodszych zapytanych (15-24 lata) unika chińszczyzny. A jeśli Kowalski już kupuje produkt "made in China" (lub coraz częściej "made in PRC"), kieruje się ceną. To podstawa decyzji co trzeciego konsumenta. I właśnie zmiana ceny mogłaby — zdaniem 41 proc. badanych — spowodować, że polskie produkty skutecznie wygrałyby z chińskimi. Rodzimym producentom pomogłaby także wyższa jakość — 24 proc. badanych uważa, że to recepta na sukces w konkurencji z chińszczyzną.

Importujemy na potęgę

Wyniki badania IQS mogą zaskoczyć w zestawieniu z twardymi danymi. Chiny to trzeci najważniejszy dla Polski importer, od którego w 2010 r. pochodziło 9,4 proc. całego importu. Jego wartość sięgnęła 12,6 mld EUR i była o 26 proc. wyższa niż rok wcześniej. Dowodem ogromnego zainteresowania są zakończone w sobotę pierwsze targi China Expo. Na seminarium pt. "Jak importować z Chin" zgłosiło się 1500 firm, kilkukrotnie więcej, niż było miejsc na sali konferencyjnej. Działające w Polsce spółki nie mają bowiem oporów przed chińszczyzną. Huawei i ZTE czy telefony HTC są powszechnie szanowane w telekomunikacji.

— Chińczycy zaczynają się kojarzyć z kapitałem, a dostęp do kapitału oznacza dostęp do wysokich technologii. Przecież to Chińczycy kupili niedawno Volvo i teraz będą mogli produkować znacznie lepsze samochody. Lenovo, które kupiło dział produkcji komputerów od IBM, produkuje bardzo dobry sprzęt — uważa Marcin Kubielski z Sinco, firmy doradzającej polskim importerom.

Branża elektroniczna sprowadza z Chin komponenty.

— Oczywiście można kupić podzespoły klasy A albo klasy D. Dotąd elektronika chińska nie cieszyła się renomą. To dlatego, że na początku lat 90. sprowadzano dużo taniego i awaryjnego sprzętu. Ale teraz jakość bardzo się poprawiła — uważa Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Producenci odzieży nie mają zastrzeżeń do chińskich towarów.

— Większość odzieży, w tym wiele znanych marek, produkowana jest w Chinach i jest to akceptowane przez konsumentów. Nie mamy powodu — patrząc na to z technicznego, krawieckiego czy konstrukcyjnego punktu widzenia — aby stwierdzić, że towary z Dalekiego Wschodu są niższej jakości. W ciągu ostatnich 20 lat średni poziom jakości producentów z Dalekiego Wschodu — przynajmniej w odzieży — polepszył się i dziś nie odbiega od europejskiego — mówi Bogusz Kruszyński, prezes giełdowego Redanu.

Japońska ścieżka

Chińscy producenci coraz bardziej dbają o jakość.

— Chiny idą drogą, którą kiedyś przeszły Japonia, a potem Tajwan. Przechodzą naturalny proces od masowej taniej produkcji do produkcji towarów dobrej jakości i stabilności dostaw. Za kilkanaście lat chińszczyzna już nie będzie synonimem kiepskiej jakości. Będą dobre chińskie produkty i kiepskie chińskie produkty — przewiduje Mariusz Tomaka, szef polskiego oddziału technologicznej firmy DisplayLink.

Za złą jakość sprzedawanych w Polsce chińskich produktów odpowiadają sami importerzy, którzy stawiają tylko na niską cenę.

— Warto dopłacić przysłowiowe parę groszy za jakość. Przecież dziś wszyscy światowi giganci, czy to firmy elektroniczne czy technologiczne, produkują lub zlecają produkcję do Chin. X-Box 360 Microsoftu, PlayStation Sony czy iPhone powstają w Shenzen w Chinach — mówi Dominik Błędzki z Polsko-Chińskiej Izby Gospodarczej.

— Są rynki, np. USA, Niemcy czy Francja, na których Chińczycy nie mogą sobie pozwolić na niską jakość — wtóruje mu Marcin Kubielski.

Oby tak za kilka lat też było w Polsce.

Współpraca

A. Pronińska, W. Szczepaniak

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Chińszczyzna tania i nielubiana