Chiny nie dźwigną świata z kryzysu

Globalna gospodarka stała się sierotą. Prysły nadzieje, że jej motorem zostanie Państwo Środka

Kolejny z silników światowej gospodarki coraz mocniej się krztusi. Po spektakularnych kraksach, jakie w ostatnich latach przydarzyły się Stanom Zjednoczonym i strefie euro, paliwa zaczyna brakować Chinom. Trudno o optymizm, kiedy kłopoty ma największa po USA gospodarka i drugi co wielkości rynek akcji na świecie.

Eksport staje w miejscu

Tempo wzrostu gospodarczego w Państwie Środka spadło najniżej od trzech lat. W lipcu eksport zwiększył się rok do roku o symboliczne 1 proc., choć jeszcze miesiąc wcześniej rósł w tempie dwucyfrowym. Aktywność w przemyśle? Najniższa od dziewięciu miesięcy. Mimo to władze w Pekinie wcale się nie spieszą, by wesprzeć kulejącą koniunkturę. Ten brak działań tylko wzmaga obawy inwestorów, zaniepokojonych widmem twardego lądowania chińskiego smoka. Podczas gdy główne indeksy Wall Street wciąż są o krok od nowych czteroletnich maksimów, wskaźnik giełdy w Szanghaju zamknął sierpień notowaniami najniższymi od marca 2009. Jak oblicza bank HSBC, w ubiegłym miesiącu zamówienia eksportowe spadały w najszybszym tempie od trzech lat.

Zwolnienia na horyzoncie

Produkujące na potrzeby zagranicznych rynków fabryki toną w zapasach niesprzedanych towarów. Choć produkcja odzieży czy zabawek już dawno nie jest podstawą chińskiej gospodarki, to jednak tego typu fabryki wciąż zatrudniają miliony ludzi.

Jak donosi stowarzyszenie przedsiębiorców w nastawionym na eksport regionie portowego miasta Wenzhou, niewypłacalność ogłosiła co dziesiąta należąca do niego firma. Kłopoty ma kolejne 20 proc. Władze obawiają się więc fali zwolnień podobnej do tej, która przetoczyła się przez region w 2008 r. Aby nie dopuścić do fali protestów, zapowiedziały pomoc dla nastawionych na eksport gałęzi gospodarki. Mimo to spowolnienie zatacza coraz szersze kręgi. Przykład? Krajowe stowarzyszenie przemysłu stoczniowego alarmuje, że zamówienia na nowe statki były w pierwszych sześciu miesiącach tego roku aż o połowę niższe niż w tym samym okresie 2011 r. Skalę problemu obrazuje fakt, że przestoje grożą zamknięciem blisko pięćdziesięciu stoczni.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wydawało się, że Chiny są w stanie pochłonąć każdą ilość surowców i towarów. Dziś niesprzedane samochody stoją w salonach dealerów, hałdy węgla piętrzą się w portach, a zapotrzebowanie na stal spada na łeb na szyję. Efekt? Zyski chińskich producentów stali zanurkowały o 96 proc. Notowania używanej do wytopu stali rudy żelaza na światowych rynkach są już o połowę niższe niż rok temu. Słaba koniunktura nie omija bawełny i miedzi, których Chiny są największym importerem na świecie. Prognozy na przyszłość nie są optymistyczne.

— Chiński popyt na dobra i należące do wrażliwych na koniunkturę surowce nie odbije z dnia na dzień. Nawet jeśli kondycja gospodarki zacznie się poprawiać, najpierw będzie konieczne zużycie nagromadzonych zapasów — twierdzi Jing Ulrich, odpowiedzialna za analizy chińskiego rynku akcji w banku JP Morgan.

Rząd nie pomoże

Mimo ciągłych zapowiedzi pobudzenia spowalniającego wzrostu chińskie władze niewiele robią, by ożywić koniunkturę czymś więcej niż tylko słownymi wezwaniami. W czerwcu bank centralny dwukrotnie obniżył stopy procentowe, a rząd zwiększył wydatki na roboty publiczne. Jednak skala tych działań jest nieporównywalna z wielkością programów wprowadzonych w życie zaraz po kryzysie finansowym. Zawodowi inwestorów nie ma się co dziwić. Marzyła im się powtórka sytuacji z 2009 r. Wart 630 mld USD pakiet stymulacyjny sprawił wtedy, że chiński wzrost wystrzelił jak z procy. Do spółki z drukującym dolary Fedem Chińczycy zdołali — przynajmniej na jakiś czas — ożywić światową gospodarkę.

Niestety, tym razem pomoc dla gospodarki może nie wyjść poza etap zapowiedzi polityków. Wszystko dlatego, że poprzednie programy stymulacyjne obudziły hydrę inflacji, z którą Chiny zmagają się do dziś. Opłakane skutki miał zwłaszcza nadmiar gotówki na rynku mieszkaniowym. Marnotrawczy boom inwestycyjny pozostawił po sobie miasta duchy, portfele złych długów w rękach banków i opłakany stan budżetów lokalnych władz. Bez rządowej pomocy o ożywienie gospodarcze może być jednak trudno.

Świat bez przywództwa

— Chiny udowodniły, że są w stanie żyć kilka lat bez amerykańskich czy europejskich konsumentów, ale nie są w stanie żyć wiecznie — komentuje William Pesek, publicysta agencji Bloomberg. Jego zdaniem, w ostatniej dekadzie kierownictwu w Pekinie udało się utrzymać szybkie tempo wzrostu, jednak nie udało się wprowadzić reform, zmierzających do przesunięcia gospodarczego ciężaru Chin w stronę konsumpcji. Efekt to kierowanie surowców i siły roboczej do niewłaściwych sektorów gospodarki, a co za tym idzie, wiele mniejszych lub większych baniek spekulacyjnych. W takim stanie Chiny nie są gotowe, by wziąć na siebie zadanie wyprowadzenia świata z kryzysu. Złą wiadomością dla globalnych rynków jest fakt, że bałagan w Państwie Środka zapanował właśnie wtedy, gdy wagoniki w światowej gospodarce chińskiej lokomotywy potrzebują bardziej niż kiedykolwiek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Chiny nie dźwigną świata z kryzysu