Potężna fala pandemii COVID-19 wywołała ogromne opóźnienia w dużych portach morskich w Chinach, szczególnie w Szanghaju. Może to pogłębić problemy w łańcuchach dostaw na świecie i ograniczyć dostępność towarów. Czy oznacza to jeszcze większą inflację? Niekoniecznie. W przeciwieństwie do sytuacji z lat 2020-21 tym razem brakom w dostawach nie będzie już towarzyszył nieograniczony popyt konsumentów w USA i Europie. Zamiast potężnego wzrostu cen towarów możemy zobaczyć raczej zmianę struktury konsumpcji.

Chiny padły ofiarą swojego dotychczasowego sukcesu w zwalczaniu pandemii. Mają bardzo niski odsetek populacji, która przeszła covid lub jest zaszczepiona skuteczną szczepionką. Dlatego wirus omikron — wariant koronawirusa o bardzo wysokim wskaźniku reprodukcji — rozprzestrzenia się tam w wyjątkowo szybkim tempie. Dotyczy to kolejnych dużych miast — ostatnio Szanghaju i Kantonu.
Z wielu danych wynika, że restrykcyjność lockdownów wprowadzanych w Chinach przekracza dotychczasowe praktyki przeciwepidemiczne. Ruch w metrze w Szanghaju spadł do zera, co nie zdarzyło się wcześniej ani w tym mieście, ani w krajach zachodnich. Mieszkańcy mają problem, by zakupić żywność, czego nie widziano na przykład na początku pandemii w Wuhan. Korki w porcie w tym mieście osiągnęły poziom wielokrotnie przekraczający wszystko, co widziano w ostatnich dwóch latach. To ostatnie zjawisko szybko przełoży się na dostępność towarów na świecie, ponieważ Szanghaj jest największym portem świata, obsługującym gros chińskiego eksportu.
Restrykcje są już widoczne w indeksach koniunktury PMI dla całych Chin, które w marcu spadły do najniższego poziomu od marca 2020 r. Indeks PMI dla przetwórstwa spadł w marcu do 48,1 pkt, a dla usług do 42 pkt, podczas gdy poziom 50 pkt oddziela ekspansję od recesji. Chińska gospodarka wyraźnie zatem zwalnia, a może nawet wchodzi w przejściową recesję. Problem jest o tyle duży, że całkowite wstrzymanie wirusa omikron może być niemożliwe, więc ta fala pandemii może być dla China bardziej dotkliwa niż w poprzednich dwóch latach.
Jakie będą implikacje dla świata? Na pewno opóźnią się dostawy towarów z Chin, a więc wzrośnie problem zaburzeń w przemysłowych łańcuchach dostaw. Jednocześnie słabszy będzie popyt na towary w samych Chinach, co już widać po obniżeniu się cen surowców.
Mamy więc do czynienia z dwoma impulsami — proinflacyjnym oraz antyinflacyjnym. Który będzie mocniejszy? Wielu analityków myśli według schematów z ostatnich dwóch lat: zaburzenia dostaw oznaczają wyższą inflację. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tym roku otoczenie makroekonomiczne znacząco się zmieniło w porównaniu z poprzednimi dwoma latami. Z powodu obaw o inflację kraje rozwinięte już nie stymulują dochodów ludności i tym samym popytu. Dlatego braki w dostępie do towarów mogą bardziej skutkować zmianą struktury konsumpcji niż znaczącym wzmożeniem presji inflacyjnej.
W latach 2020-21 dwa procesy sprawiły, że popyt na towary był tak potężny, że zaburzenia w dostawach przekładały się tylko na wzrost cen, a nie obniżenie zakupów. Pierwszym procesem była stymulacja fiskalna i monetarna. Drugim przesunięcie popytu konsumentów w Europie i USA z usług w kierunku towarów. Teraz żaden z tych efektów nie będzie obecny, dlatego firmy przemysłowe zależne od dostaw z Azji mogą mieć dużo większy problem.