Chiny wychodzą z dołka, ale bez szalonego wzrostu popytu. Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna rosną w umiarkowanym tempie, ożywienie jest w dużej mierze skoncentrowane na usługach, które nie są materiałochłonne.
W pierwszym kwartale chiński PKB zwiększył się o 4,5 proc. rok do roku, po wzroście o 2,9 proc. kwartał wcześniej – podał urząd statystyczny tego kraju. Tym samym osiągnięcie wzrostu na poziomie 5 proc. w tym roku – jak założył rząd w Pekinie – jest osiągalne. Oczywiście na te statystyki trzeba patrzeć z pewnym dystansem, chińskie PKB często wygląda jak odrysowane od linijki. Ale pewne wnioski da się zawsze wyciągnąć, jeżeli są one potwierdzane przez więcej niż jeden zestaw danych.

Ożywienie jest mechaniczną reakcją na lockdown, jaki został wprowadzony pod koniec zeszłego roku z powodu dużej fali koronawirusa. Poziom chińskiego PKB wciąż znajduje się 2,5-3 proc. poniżej trendu sprzed pandemii. Roczny wzrost PKB na poziomie 4,5 proc. jest zbieżny z długookresowym trendem, pomimo, że efekty niskiej bazy statystycznej powinny sprzyjać wysokim wynikom. Wniosek jest więc taki, że ożywienie po lockdownie jest stopniowe. Chiny prawdopodobnie nie chcą powtarzać doświadczeń krajów rozwiniętych, które starając się jak najszybciej wyjść z dołka wygenerowały dużą inflację. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że Chiny rosną w dużej mierze dzięki krajom rozwiniętym, ponieważ tam w dużej mierze kierują swój eksport, utrzymując jednocześnie przytłumiony popyt wewnętrzny.
Patrząc na poziomy produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które są podawane w częstotliwości miesięcznej i pozwalają na szybsze wyłapywanie zmian trendów, również widać tylko umiarkowane ożywienie po lockdownie. Pokazuję to na wykresie. Wprawdzie w ujęciu rocznym produkcja i sprzedaż zanotowały wzrost odpowiednio o 3,9 i 10,2 proc., ale ze względu na efekty niskiej bazy statystycznej lepiej patrzeć na zmiany miesięczne. I tak produkcja jest zaledwie 2 proc. wyższa niż w grudniu, a sprzedaż 1,5 proc. wyższa niż w grudniu. To są oczywiście niezłe dynamiki, ale w normalnych czasach, a nie w okresie wychodzenia z zamknięcia kraju. To też potwierdza, że ożywienie jest umiarkowane.
Brak szału popytowego ze strony Chin widać też po cenach surowców. Warto spojrzeć na zmiany cen najważniejszych towarów od momentu ogłoszenia przez Pekin zniesienia restrykcji antycovidowych na początku grudnia 2022 roku. Cena ropy od tamtego momentu: zmiana o 0 proc.; cena miedzi: +9 proc.; cena aluminium: -1 proc.; cena rudy żelaza: +5 proc. Trudno orzec, że surowce znajdują się w hossie. Generalnie trend cen jest wzrostowy, ale jest to trend pełzający.
Z punktu widzenia Europu najważniejsze, że Chiny nie zgłaszają wielkiego popytu na gaz. Obecnie na światowych rynkach gazu występuje nadpodaż, co widać po systematycznie spadających cenach kontraktów krótkoterminowych. W Europie kontrakt na maj kosztuje dziś o 6 proc. mniej niż pod koniec marca, 12 proc. mniej niż pod koniec lutego i aż 50 proc. mniej niż pod koniec grudnia. Choć analitycy zgłaszają regularne obawy, że nadchodząca zima może być trudniejsza, to na razie nie widać tego w wycenach rynkowych – kontrakty na zimę 2023/24 są bardzo stabilne. Najważniejsze dla wycen gazu będzie pewnie to, jak szybko Europa będzie zapełniać magazyny w okresie między kwietniem a październikiem.
Zwykle ożywienie w Chinach było zjawiskiem proinflacyjnym dla świata. Teraz mamy miłą odmianę.
