Chirurgia bez skalpela

opublikowano: 22-02-2018, 22:00

Młodzieżowy, półbardotka, bardotka, angielski, półbalowy, balowy… fason biustonosza może eksponować atuty, ukryć to, co zbędne, poprawić komfort życia, a nawet zdrowie. Doświadczonych gorseciarek jest coraz mniej. Zakład Marii Jarewicz, jeden z ostatnich w Polsce, od ponad pół wieku działa przy ulicy Zachodniej w Łodzi.

Dzieciństwo Marii Jarewicz upłynęło w rytmie turkotu maszyny do szycia. Gorseciarka wspomina, że zawód wyssała z mlekiem matki, która uczyła się go podczas okupacji u Niemki, pani Koenig, która przyjęła wówczas kilka uczennic. — Mama, Jadwiga Jankowska, zaczęła pracować jako gorseciarka w 1956 r. Początkowo zakład był w mieszkaniu w centrum Łodzi, potem przeniosła się do brata, który był modystą — miał sklep z kapeluszami. Wreszcie udało się zdobyć lokal w kamienicy na rogu Zachodniej i Legionów — opowiada Maria Jarewicz.

Młodzieżowy, półbardotka,bardotka, angielski, półbalowy,balowy… fason biustonoszamoże eksponować atuty,ukryć to, co zbędne, poprawićkomfort życia, a nawet zdrowie.Doświadczonych gorseciarekjest coraz mniej.Na zdjęciu Maria Jarewicz.
Wyświetl galerię [1/6]

Młodzieżowy, półbardotka,bardotka, angielski, półbalowy,balowy… fason biustonoszamoże eksponować atuty,ukryć to, co zbędne, poprawićkomfort życia, a nawet zdrowie.Doświadczonych gorseciarekjest coraz mniej.Na zdjęciu Maria Jarewicz. Fot. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

Gorseciarski klan
To był rok 1960 i od tego czasu zakład działa pod tym samym adresem. Z czasem Jadwiga Jankowska przyjęła jako uczennice swoje dwie córki, które później zdały egzamin w cechu rzemiosł włókienniczych — takie wtedy było prawo, jeśli chciało się prowadzić działalność.

— Mama przygotowała do zawodu mnie i moją siostrę Grażynę Owczarek, która nadal prowadzi zakład w Łodzi przy ulicy Jaracza. Mamy przyjaciółka, z którą uczyły się w czasie okupacji, jest w Warszawie, przekazała już warsztat córce. Mama wyuczyła jeszcze swoje dwie siostry — jedna prowadziła zakład we Wrocławiu, druga w Szczecinie. Nadal pracuje, mimo że zbliża się do dziewięćdziesiątki — wylicza Maria Jarewicz. Można powiedzieć, że wiedza gorseciarska jest przekazywana rodzinnie. Było to korzystne, bo panie wymieniały się doświadczeniami, przesyłały sobie materiały — czasem w jednym mieście był do kupienia asortyment niedostępny w innym.

— W tym zawodzie trzeba połączyć umiejętności krawieckie z wiedzą z zakresu anatomii, fizjologii i psychologii, mieć dużo wyczucia z powodu bliskiego, intymnego kontaktu z klientką. Uczennice zaczynają od podstaw — pętelki, ramiączka, proste szwy, powoli wdrażają się w arkana gorseciarstwa. Choć o narybek jest trudno — przychodziły dwie, trzy dziewczyny, ale nie nadawały się, były niepunktualne, niesłowne, zanim rozpoczęła się nauka, rozstałyśmy się — rozkłada ręce właścicielka zakładu. Od 25 lat ma sprawdzoną pracownicę Ewę Chrząszczewską.

Stanik spod lady
Gorseciarka wspomina, że za komuny największym problemem było zaopatrzenie. Nie było z czego szyć. Używało się wtedy dwóch magicznych słów, dziś niezrozumiałych dla młodszego pokolenia: „załatwić” i „zorganizować”.

— No i załatwiałyśmy na przykład tzw. kilówki, czyli resztki z zakładów, które produkowały taśmy. Ale problemy z zaopatrzeniem są i dziś. Nie ma już dostępu do typowo gorseciarskich materiałów: adamaszków, rypsów, atłasów. Mocne gorseciarskie haftki i metalowe fiszbiny trzeba sprowadzać z Niemiec — twierdzi Maria Jarewicz.

Braki w dobie socjalizmu zderzały się z zapotrzebowaniem na rozmaity towar. Obok gorseciarni od końca wojny działa najstarszy łódzki sklep spożywczy Leonard. W okresie „kartkowym” można tam było kupić wszystko bez kartek, ale trzeba było po różne dobra odstać swoje w kolejce. — Do Leonarda stał ogonek po kurczaki i chleb wiejski. Do nas — po biustonosze. Obie kolejki wdzięcznie się mieszały. My

Nie tylko praca.
Gorseciarki z pracowni przy ul. Zachodniej w Łodzi mają dobry kontakt z klientkami — kobiety przychodzą, posiedzą, dzielą się historiami, przepisami. Panuje prawdziwie rodzinna atmosfera. Wtedy sprzedawałyśmy po jednym staniku na osobę, bo nie dawałyśmy rady szyć więcej. Kiedy jednak przyjeżdżała klientka spoza Łodzi, chowałam jej dodatkowy biustonosz pod ladę, żeby mogła kupić dwa. Dziś taka reglamentacja wydaje się nieprawdopodobna... — opowiada gorseciarka. Piętnaście lat temu kamienica, w której mieści się zakład, trafiła w prywatne ręce.

— Musiałyśmy się przenieść do lokalu na podwórku, co odbiło się na funkcjonowaniu firmy. Mimo reklamy, Facebooka, trochę nikniemy… Rynek się zmienił. Są starsze stałe klientki, które polecają nas córkom, wnuczkom. Przychodzą panny młode ze zdjęciami sukien ślubnych i zamawiają gorsety. W marcu zaczyna się sezon letni — szyjemy kostiumy kąpielowe. Mamy dobry kontakt z klientkami, przychodzą, posiedzą, dzielą się historiami, przepisami. Panuje prawdziwie rodzina atmosfera — mówi Maria Jarewicz.

Rzemiosło na miarę
Kobiety różnią się rozstawem piersi, rozmiarem, tuszą. Biustonosz kupowany w sklepie ma haftki, regulowane ramiączka i jest elastyczny,by pasował na różne figury. Gorseciarstwo natomiast to szycie na miarę.

— Robimy osobną formę dla każdej pani, dobieramy szerokość i długość ramiączek. Szyjemy z bawełny i płótna, używamy koronek, dekatyzowanych taśm — to szczególnie ważne dla alergiczek, taka bielizna nie uczula, nie uciska, nie obciera. Szyjemy dla pań po mastektomii, dla osób z wadami kręgosłupa, korygując krzywiznę pleców czy łopatek. Przy dużych różnicach w wielkości piersi szyty na miarę biustonosz je wyrównuje — twierdzi Maria Jarewicz. Praca nad stanikiem zaczyna się od precyzyjnego pobrania miary, wykonania formy, wyboru materiału.

— Klientka przychodzi, rozbiera się, przyglądamy się biustowi, przynosimy różne fasony do miary, omawiamy szczegóły: materiał, kolor, koronki, hafty, gipiury. Mamy analogowe archiwum z formami, czyli pudełko, w którym są papierowe formy każdej z pań. Jeżeli figura się nie zmienia, wysyłamy biustonosze poza Łódź i zagranicę bez miary — wszystko mamy zarchiwizowane, zapisane — zapewnia gorseciarka.

Powstają biustonosze dla małych biustów, które je powiększają, i dla dużych, by były podniesione i odpowiednio podtrzymane czy optycznie zmniejszone. Taka bielizna cechuje się dużą wytrzymałością i wystarcza na dłużej.

— Za długo noszą się te biustonosze, a jeszcze klientki przynoszą je po latach do naprawy: tu wymienić haftkę, tam przyszyć ramiączko, żeby jeszcze poratować. Gdy szyłyśmy z niedostępnego dziś atłasu, to były rzeczy praktycznie niezniszczalne. To taki rzemieślniczy sposób myślenia — tworzyć rzeczy dobrej jakości i trwałe. Tylko że takie produkty, siłą rzeczy, sprzedaje się rzadziej — opowiada Maria Jarewicz.

Szyty na miarę biustonosz kosztuje 100- -200 zł, gorset 600-650, półgorset 400-500, pas ponad talię do 450, kostium kąpielowy 200-350 zł. Biustonosz trzeba umieć założyć: najpierw zapiąć z tyłu lub z przodu, potem założyć ramiączka, pochylić się do przodu i dokładnie umieścić piersi w miseczkach. Bardzo ważny jest pierwszy biustonosz dla dziewczynki — dorastająca panienka powinna trafić w ręce doświadczonej gorseciarki, która ją tego nauczy.

Gorset dla mężczyzny
Uszycie gorsetu wymaga większej liczby pomiarów niż uszycie płaszcza. — Gorset musi być sznurowany. Haftkami ani suwakiem nie wymodeluje się tak sylwetki. W dobrze uszytym jest wygodnie, swobodnie się oddycha, jednak sznurowanie wymaga pomocy drugiej osoby — samej się tego nie zrobi — zaznacza gorseciarka. Po gorsety i pasy wyszczuplające sięga również męska klientela.

— Przyznam, że byłyśmy zaskoczone, gdy kiedyś przyszedł pan z sumiastym wąsem, brodaty i zamówił gorset z wypełnionymi miseczkami i gąbką na biodra, uwypuklającą talię. Gorsety zamawia też pewien fryzjer, który prowadzi w nim pokazy na scenie. Mamy również klienta, który lubi mieć podkreśloną talię, przychodzi nawet, żeby go zasznurować — mówi Maria Jarewicz.

Gorsety i pasy wyszczuplające mogą dać spektakularne efekty — zdarzało się, że klientka przychodziła po pas wyszczuplający, a gdy wychodziła, gorseciarki musiały dać jej agrafkę, bo spódnica z niej spadała.

— Żartujemy, że jesteśmy chirurgami bez skalpela. To typowo kobiecy zawód, nie ma mężczyzn gorseciarzy — twierdzi Maria Jarewicz. Bo biustonosz kobiecie musi dopasować kobieta. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Chirurgia bez skalpela