359,2 mln obsłużonych przesyłek i 3,86 mld zł przychodów — to liczby opisujące skalę działalności InPostu w pierwszym kwartale tego roku. Oznacza to wzrost odpowiednio o 32 i 30,8 proc. Spółka najszybciej rosła w Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie liczba obsłużonych przesyłek urosła ponadtrzykrotnie, a przychody ponaddwukrotnie.
— Nie jesteśmy spółką, która zamierza się zatrzymywać. Każde zarobione euro będziemy wydawać na dalszy wzrost. Zamierzamy wydawać jeszcze więcej, ponieważ tego wymaga rynek i tego oczekują od nas klienci. Chcemy wygrywać, a nie gonić konkurencję — mówi Rafał Brzoska, twórca, prezes i znaczący akcjonariusz InPostu.
Zagranica rośnie, ale Wielka Brytania przynosi straty
Biznes na Wyspach urósł mocno po przejęciu brytyjskiej spółki Yodel. Jej włączenie do grupy ma jednak swoją cenę. W pierwszym kwartale InPost miał na tamtym rynku 48,9 mln zł straty na poziomie EBITDA (po korektach o zdarzenia jednorazowe), podczas gdy rok wcześniej wykazał zysk. W efekcie mimo stałego poziomu marży na rynkach strefy euro i małego jej spadku w Polsce na poziomie całej grupy marża EBITDA spadła z 31,9 proc. przed rokiem do 23,4 proc. Zysk na tym poziomie obniżył się o 4 proc., do 902,2 mln zł.
— Od początku wiedzieliśmy, że przepływy pieniężne na rynkach zagranicznych będą negatywne, ponieważ inwestujemy. Gdybyśmy czekali, aż te rynki będą cash flow positive i dopiero wtedy zaczęli rozwijać sieć, nie bylibyśmy już pierwsi. Tymczasem jesteśmy liderem — komentuje Rafał Brzoska.
Na poziomie netto spadek jest jeszcze wyraźniejszy. Grupa w pierwszym kwartale zarobiła na czysto 71,9 mln zł, czyli o prawie 80 proc. mniej niż rok wcześniej. Rentowność jest jednak wyższa od oczekiwanej przez analityków ankietowanych przez PAP — na poziomie netto oczekiwali niewielkiej straty, a na poziomie EBITDA zysku niższego o 6 proc. niż zaraportowany.
— Rok 2026 rozpoczął się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a w kilku obszarach rośliśmy nawet szybciej, niż planowaliśmy. Rynki międzynarodowe generują już 53 proc. przychodów grupy. Na wszystkich zagranicznych rynkach rośniemy powyżej wzrostu sektora e-commerce, umacniając pozycję na rynku europejskiej logistyki Out-Of-Home. Szczególnie wyróżnia się Wielka Brytania. InPost jest już największą siecią out-of-home w tym kraju. Transformacja spółki Yodel, którą wznowiliśmy w styczniu, już przekłada się na wyższą jakość usług dla brytyjskich klientów — szybszą, bardziej niezawodną oraz zorientowaną na dostawy poza domem, choć nadal wymagającą nakładów inwestycyjnych — podkreśla prezes InPostu.
Marketplace’y promują dostawy pod drzwi
Rafał Brzoska zwraca uwagę, że InPost mierzy się obecnie ze zmianą miksu dostaw. Coraz szybciej rośnie segment door-to-door, który jest dla firmy mniej rentowny niż dostawy do paczkomatów. Według prezesa częściowo wynika to z polityki platform marketplace.
— Nie my decydujemy o tym, jaka forma dostawy jest promowana w checkoutach platform e-commerce. Widzimy, że część marketplace’ów mocniej promuje dostawy door-to-door, ingerując algorytmami w wybory klientów — mówi szef InPostu.
Zaznacza jednak, że grupa nadal szybko rośnie także w tym segmencie.
— Jeżeli rośniemy w dostawach door-to-door cztery razy szybciej niż rynek, to również jest dla nas satysfakcjonujące — podkreśla menedżer.
Przyznaje też, że jego spojrzenie na działania platform się zmieniło.
— Na początku mnie to irytowało. Dzisiaj patrzę na to z dużym spokojem, ponieważ jest to strategia, która obraca się przeciwko tym, którzy tak robią. Konsumenci często reagują odwrotnie do tego, co jest im na siłę proponowane — zauważa Rafał Brzoska.
Coraz większa sieć paczkomatów
W pierwszym kwartale InPost przeznaczył na inwestycje 360 mln zł, rozstawiając w trzy miesiące prawie 3,5 tys. paczkomatów i zwiększając sieć do 64,7 tys. maszyn. To prawie o 20 mln zł więcej niż rok wcześniej. Rok do roku sieć maszyn zwiększyła się prawie o 15 tys. sztuk, z czego ponad 4,5 tys. rozstawiono w Wielkiej Brytanii, a po ponad 3 tys. w Polsce i Francji. Reszta przypadła na pozostałe rynki grupy, w tym Włochy, Hiszpanię, Portugalię i kraje Beneluksu.
— Liczba maszyn nie tylko rośnie, ale tempo wzrostu przyspiesza rok do roku. Tylko w tym roku rozlokujemy ponad 20 tys. paczkomatów — zapowiada Rafał Brzoska.
Podkreśla, że InPost jest numerem jeden w Polsce, Wielkiej Brytanii i Francji oraz że szybko goni Amazona we Włoszech i na Półwyspie Iberyjskim.
W drugim kwartale grupa spodziewa się wzrostu liczby przesyłek o kilkanaście procent. W Polsce, uwzględniając wysoką bazę, wzrost ma być jednocyfrowy. Na rynkach zagranicznych spółka prognozuje natomiast dynamikę wyraźnie przekraczającą 20 proc.
— Wiele zagranicznych platform e-commerce dopiero zaczyna wierzyć w model dostaw out-of-home. W kolejnych kwartałach będzie widać, jak InPost staje się domyślną opcją dostawy także na platformach azjatyckich działających w Europie — przewiduje Rafał Brzoska.
Zapytany o wpływ nowych regulacji dotyczących ceł na przesyłki spoza Unii Europejskiej, które mają wejść w życie od lipca, prezes InPostu odpowiada, że zmiany nie powinny istotnie ograniczyć aktywności azjatyckich platform e-commerce.
— Platformy już się dostosowały. Paczki są dziś wysyłane z Europy, a nie bezpośrednio z Azji — tłumaczy menedżer.
Według niego nowe regulacje mogą okazać się mało skuteczne.
— To kolejny przykład regulacji, które rynek bardzo szybko neutralizuje — uważa Rafał Brzoska.
Czekanie na transakcję
InPost jest obecnie wyceniany na giełdzie w Amsterdamie na 7,64 mld EUR. Od lutego kurs utrzymuje się w przedziale 15-15,3 EUR. Powód to wezwanie na akcje, które zapowiedziało konsorcjum czterech inwestorów: Rafała Brzoski, funduszu Advent, czeskiej grupy PPF i amerykańskiego FedExu. Jego formalne ogłoszenie ma nastąpić jeszcze w drugim kwartale.
— Zainteresowanie spółką ze strony całego konsorcjum pozostaje aktualne — podkreśla Rafał Brzoska.
