Chocholi taniec jeszcze potrwa

opublikowano: 20-10-2019, 22:00

Brytyjska Izba Gmin pierwszy raz od 37 lat, czyli od wybuchu wojny z Argentyną o Falklandy/Malwiny, obradowała w sobotę.

Tym razem nadzwyczajność sytuacji miała powody nie militarne, lecz polityczno-kalendarzowe. Wszystkie strony decyzyjne procedury brexitu, który miałby dopełnić się w czwartek 31 października, działają już w ostrym niedoczasie. W szachach taka sytuacja powoduje nerwowość i podatność na popełnianie błędów nawet przez arcymistrzów.

Kilkaset tysięcy przeciwników brexitu demonstrowało dlatego, że są patriotami i z troską myślą o przyszłości kraju.
Zobacz więcej

Kilkaset tysięcy przeciwników brexitu demonstrowało dlatego, że są patriotami i z troską myślą o przyszłości kraju. David Cliff

Absolutnie nie tej klasy graczem jest premier Boris Johnson, co najwyżej we własnym mniemaniu. Mimo braku większości w Izbie Gmin zażądał ratyfikowania 19 października zmienionej wersji umowy rozwodowej, którą 17 października zaakceptował szczyt Rady Europejskiej (RE). Została ona skrytykowana z przeciwstawnych pozycji — uniożerca Nigel Farage żąda szybkiego wyjścia bez umowy, natomiast Jeremy Corbyn, przewodniczący Partii Pracy, dąży na czele opozycji do powtórnego referendum z pytaniem właśnie o warunki brexitu. Przeciwko premierowi opowiedziało się także 10 unionistów z Irlandii Północnej. Uznali oni, że nawet po poprawieniu umowy faktyczna granica przeniesie się na kanał rozdzielający wyspy, Wielką Brytanię i Irlandię, co nieuchronnie popchnie królewski Ulster ku republice Irlandii. Notabene podczas sobotniego posiedzenia na ulicach Londynu demonstrowało aż kilkaset tysięcy zdesperowanych przeciwników brexitu.

Finałem debaty było głosowanie, ale nie takie, jakiego żądał premier. Izba Gmin minimalną większością 322:306, przy 22 deputowanych nieobecnych, przyjęła poprawkę nakazującą, by ratyfikacja umowy rozwodowej została powiązana z przyjęciem przepisów wykonawczych. Boris Johnson przełknął porażkę i zapowiedział powtórzenie głosowania już w poniedziałek, razem z owymi ustawami dodatkowymi. Jednak przyjęta wcześniej specustawa wymusiła na nim natychmiastowe poproszenie Brukseli o przesunięcie daty brexitu z 31 października 2019 r. na 31 stycznia 2020 r.

fa44e31e-90f7-11e9-bc42-526af7764f64
Poza scenariuszem
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE
Poza scenariuszem
autor: Marek Wierciszewski
Wysyłany co dwa tygodnie
Marek Wierciszewski
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

W sobotę do północy premier nakaz wykonał, ale w sposób kuriozalny. Wysłał do RE nie formalny, czyli podpisany wniosek o zmianę terminu, lecz… jego pusty wzorzec załączony do wspomnianej specustawy. Z internetu mógł to ściągnąć sobie każdy, chociaż tu liczył się oczywiście adres nadawcy — Downing Street 10. W dołączonym osobistym liście potwierdził natomiast zamiar bezwzględnego dotrzymania terminu 31 października. Sytuacja jest politycznie i kalendarzowo paranoiczna. Parlament Europejski obraduje 21-24 października, głosowanie ratyfikacyjne poprawionej umowy rozwodowej może przeprowadzić nawet w czwartek w południe, ale tylko po wcześniejszym zatwierdzeniu jej przez Izbę Gmin. Z kolei jeśli umowa upadnie, to przesunięcie brexitu na 31 stycznia wymaga zebrania się choćby na godzinę szczytu RE. Kalendarz prezydentów/premierów jest tak napięty, że jedynym terminem wydaje się niedziela 27 października. Donald Tusk już raz taki awaryjny szczyt brexitowy zwoływał. Członkowie RE są jednak wyprowadzeni z równowagi i procedurą, i niedzielnymi zbiórkami, zatem któryś może odstresować się… zawetowaniem odłożenia brexitu, bo wymaga to jednomyślności. Największym zwolennikiem dotrzymania daty 31 października pozostaje prezydent Emmanuel Macron, zatem po sobotniej porażce i niepewności wyniku powtórki właśnie z nim wiąże swoje nadzieje Boris Johnson…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu