Cieszymy się z energii odnawialnej, np. tej pochodzącej z wiatru. Ale to, co służy naturze i gospodarce, niekoniecznie jest dobre dla ludzkiego zdrowia. Bo – jak pisze brytyjski „The Independent” – mieszkanie w pobliżu turbin wiatrowych może powodować choroby serca, zawroty głowy, napady paniki, migreny i kłopoty ze snem. Wymienione dolegliwości dr Nina Pierpont, znana nowojorska pediatra, nazywa zespołem turbin wiatrowych.
Amerykanka badała osoby, które przez więcej niż pięć lat mieszkały blisko farm wiatrowych w USA, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, Irlandii i Kanadzie. Jej zdaniem potężny hałas i wibracje emitowane przez elektrownie wiatrowe mogą być źródłem wielu chorób. Wywołują m.in. nerwowość, lęk, przymus ucieczki, ucisk w klatce piersiowej czy wzrost częstotliwości bicia serca. Pierpont zastrzega jednak, że nie wszyscy ludzie są podatni na negatywne skutki. Najbardziej zagrożone są dzieci, które często mają nocne koszmary i inne dolegliwości.
Tymczasem politycy i przedstawiciele firm wiatrowych nic sobie nie robią z ustaleń amerykańskiej lekarki. Jak zawsze twierdzą, że turbiny nie stanowią ryzyka dla naszego zdrowia. Powołują się przy tym na opinię uczonych z Salford University, wedle której analizy dr Pierpont oparte są na zbyt małej próbie, aby mogły być autorytatywne.
