O wspomnianą zadbać powinny bowiem dane makroekonomiczne, a także trendy wpływające na apetyt na ryzyko. W tym miejscu wyróżnić należy brytyjską walutę, która w zeszłym tygodniu zaliczyła spektakularny "comeback", jednak traci od pierwszych godzin dzisiejszego handlu. Wynika to z faktu, iż w weekend na rynek dotarły plotki o rozłamie w brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Zbliżające się referendum w sprawie wyjścia UK z Unii Europejskiej mają negatywny wpływ na funta, a kolejna polityczna niewiadoma to ostatnie, czego ta waluta obecnie potrzebuje. Co więcej, jutro oraz w czwartek opublikowane zostaną niezwykle istotne dane z Wielkiej Brytanii. Inflacja CPI w dalszym ciągu pozostaje daleko od celu Banku Anglii, dlatego też ciężko oczekiwać, by jutrzejsza publikacja miała nas znacząco przybliżyć do podwyżki stóp procentowych. Z kolei czwartkowa sprzedaż detaliczna może wspomóc brytyjską walutę, gdyż jak pokazują ostatnie publikacje z UK, wpływ "Brexitu" na sektor konsumencki w Wielkiej Brytanii nie jest tak duży, jak się wcześniej obawiano.
Amerykański dolar, w odróżnieniu od swojego brytyjskiego odpowiednika, zyskuje wraz z początkiem nowego tygodnia. Tego typu zachowanie należy uznać za korektę ostatnich spadków, gdyż nie pojawiły się żadne informacje, które mogłyby umocnić tą walutę. W dniu dzisiejszym warto będzie zwrócić uwagę na wystąpienie dwóch członków Rezerwy Federalnej. Lacker i Lockhart wygłoszą przemówienie na temat kondycji amerykańskiej gospodarki i o ile komentarze ze strony Lackera powinny być jastrzębie (z czego jest on znany), o tyle bardziej stonowany Lockhart może dać wskazówkę dotyczącą toku myślenia FOMC.
Relatywnie stabilny pozostaje dziś polski złoty, który opiera się lekkiemu pogorszeniu nastrojów na światowych rynkach. O poranku za euro płacono 4,2617 złotego, z kolei dolar lekko drożał i kosztował 3,7924zł.