Ciężki powrót do normalności

opublikowano: 19-11-2014, 00:00

DIALOG SPOŁECZNY Kampanii wyborczej do samorządu...

... która w wielu przypadkach przedłużyła się o dwa tygodnie w związku z drugą turą rywalizacji o fotele wójtów, burmistrzów/prezydentów, towarzyszy eskalacja żądań związkowców. Tylko teoretycznie to wątek poboczny w stosunku do samorządu terytorialnego. Etatowi działacze rozumieją, że każde wybory są okresem idealnym do naciskania na decydentów w spółkach skarbu państwa.

Klasycznym przykładem jest konflikt nabrzmiewający w największej firmie naszej części Europy, czyli w PKN Orlen. Jego przedmiotem stał się czas pracy i zderzenie „czterobrygadówki” z „pięciobrygadówką”. To popularne nazwy systemów organizacji pracy w ruchu ciągłym, gdzie pracownicy muszą płynnie „podmieniać się” na stanowiskach. W czterobrygadówce trzy zespoły pracują tydzień na zmiany, a czwarty odpoczywa. Pięciobrygadówka oznacza pracę w cyklu sześciu dni, na kolejnych zmianach, a później aż cztery dni wolnego. Ten drugi system przyznaje pracownikom ekstra przywileje, mają oni po prostu więcej czasu wolnego. Dla utrzymania ciągłości technologicznej firma musi jednak zatrudniać więcej ludzi.

Obecnie w grupie Orlenu funkcjonują oba wspomniane systemy. Załogi rafinerii zagranicznych oraz dwóch krajowych, w Trzebini i Jedliczach, pracują czterobrygadowo. Produkcja kluczowej rafinerii w Płocku oraz włocławskiego Anwilu prowadzona jest pięciobrygadowo, co częściej niż raz w tygodniu powoduje… nakładanie się pracy dwóch zmian. Do 2007 r. również w Płocku obowiązywała czterobrygadówka, ale związkowcy wymusili na ówczesnych decydentach w trybie pozabiznesowym ekstra przywilej. Objęci nim szczęśliwcy mają rocznie aż… siedem dodatkowych dni wolnych w stosunku do pozostałych pracowników koncernu. Organizacja pracy nie podlega negocjacji ze związkowcami i nie daje podstawy prawnej do wchodzenia w spór zbiorowy. Ale związek zawodowy, który w Orlenie wyrósł właśnie na hasłach obniżenia czasu pracy, nie chce słyszeć o wycofaniu się z pięciobrygadówki. Związkowa mutacja słynnego z epoki PRL hasła obecnie brzmi: „Przywilejów raz zdobytych nie oddamy nigdy”.

Likwidacja nakładania się pracy dwóch zmian oczywiście spowodowałaby redukcję zatrudnienia. W całej grupie Orlenu odeszłoby około 7-10 proc. zatrudnionych w produkcji, co dałoby roczne oszczędności od 20 do 26 mln zł. Zwolnienia nastąpiłyby w programie dobrowolnych odejść, zostałyby rozłożone w czasie, a część pięciobrygadówki odeszłaby na emeryturę. Notabene średnie wynagrodzenie w PKN Orlen, liczone bez szefostwa grupy i kluczowej kadry kierowniczej, wynosiło w końcu 2013 r. aż… 9,5 tys. zł. To kwota nieosiągalna, ba, wręcz szokująca pracowników wielu branż, nie wspominając oczywiście o bezrobotnych. Sytuacja na rynku paliw w Europie wymusza obniżanie marż rafineryjnych, a spadkowi popytu na krajowe paliwa towarzyszy silna presja importowa. Dlatego Orlen z myślą o przyszłości po prostu musi restrukturyzować zatrudnienie we wszystkich obszarach firmy. Do tej pory nie objęły one wyłącznie części produkcyjnej, a każda próba spotyka się z ostrą kontrą związkową. No cóż, po siedmiu latach otłuszczonych powrót do normalności (bo przecież nie chodzi tu o odchudzenie!) faktycznie ma w Płocku problem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ciężki powrót do normalności