W Zarządzie Mienia Skarbu Państwa nie ma już pomysłodawców wprowadzenia pionierskiego projektu antykorupcyjnego — polecieli... Co dalej?
2 kwietnia 2004 r. w reportażu „Zapyziały cień stolicy” opisaliśmy kulisy antykorupcyjnej porażki w warszawskim Zarządzie Mienia Skarbu Państwa. Po niespełna połowie roku pojawiły się fakty, rzucające nowe światło na sprawę...
Jawne kpiny
Przypomnijmy: inicjatorami pionierskiego pomysłu walki z korupcją w stołecznej instytucji byli Piotr Woliński, (ówczesny) dyrektor ZMSP i Andrzej Braciszewski, (ówczesny) pełnomocnik ds. ISO. Śmiałkowie zaprosili do współpracy Transparency International Polska, Fundację im. Stefana Batorego i redakcję „Pulsu Biznesu”. Spotkał ich zimny prysznic: chwalebna koncepcja wzbudziła wiele wątpliwości. Warszawscy urzędnicy prezentowali „dyskusyjny” styl zarządzania mieniem państwowym (m.in. domniemanie naruszenia przepisów ustawy o zamówieniach publicznych i konfliktu interesów). Kontrowersje wywołało też zlecenie wprowadzenia systemu antykorupcyjnego firmie konsultingowej Akademia Jakości (nie ogłoszono ani konkursu ofert, ani przetargu, choć istniały ku temu przesłanki). Na domiar złego spółka Kema Quality Polska (złożyła ZMSP ofertę sprzedaży antykorupcyjnej normy KEMA 8001-1) snuła domysły w stosunku do Akademii Jakości, związane z „rabunkiem know-how” przy tworzeniu zasad walki z korupcją w zarządzie stołecznego mienia.
Po wyraźnym apelu „Pulsu” zareagował Lech Kaczyński, prezydent Warszawy. Na jego zlecenie do siedziby ZMSP — 2 dni przed publikacją reportażu! — zawitali inspektorzy z Biura Kontroli Wewnętrznej i Audytu w Urzędzie m. st. Warszawy. Rozpoczęli kontrolę i zawiesili „wdrożenie” do wyjaśnienia sprawy. Kilka godzin później dotarło do nas oświadczenie panów Wolińskiego i Braciszewskiego — kategoryczny zakaz publikacji ich zdjęć i wypowiedzi.
Kwestia nadużyć w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa pozostała otwarta.
Nagonka!
Na wyniki kontroli czekaliśmy 3 miesiące. Na początku lipca w rozmowie telefonicznej Marek Trosiński, dyrektor Biura Kontroli Wewnętrznej i Audytu w Urzędzie m. st. Warszawy, chyba sam nie wierzył w swoje słowa.
— Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości! Firmę wdrożeniową wyłoniono zgodnie z prawem. No i tam jest jeszcze kwestia praw autorskich do tego systemu antykorupcyjnego... To nie nasz problem! Niech Akademia Jakości i Kema wyjaśnią to między sobą. Z naszego punktu widzenia w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa wszystko było w porządku — zaklinał się dyrektor Trosiński.
Wtedy ZMSP od kilkunastu dni znów znajdował się na tapecie. Pod koniec czerwca „Gazeta Wyborcza” nagłośniła „mieszkaniowy incydent” z udziałem Janusza Foty, wówczas dyrektora Zarządu Dróg Miejskich. Do zajścia miało dojść (uwaga!) przed rokiem, latem 2003 r. Urzędnik dokonał — z niebywałą łatwością — zamiany służbowej kawalerki przy ul. Brazylijskiej (przy Trasie Łazienkowskiej) na dwa pokoje (36 mkw.) przy ul. Traugutta (w pobliżu Traktu Królewskiego), potem błyskawicznie wykupił je — z 80-proc. upustem! — za 25 tys. zł! Realizację misternego planu nadzorował i umożliwił Piotr Woliński! Na początku lipca Fota podał się do dymisji. 15 lipca 2004 r. Lech Kaczyński odwołał Piotra Wolińskiego ze stanowiska dyrektora Zarządu Mienia Skarbu Państwa. Bezpośrednią przyczyną tej decyzji nie była jednak sprawa Foty...
Według pracowników ZMSP (z Andrzejem Braciszewskim na czele), ich były szef padł ofiarą dziennikarskiej nagonki. W liście protestacyjnym do Jana Marii Jackowskiego (o jego „problemach” mieszkaniowych też głośno — ma ogromne mieszkanie z zasobów komunalnych, podobno wynajmuje też lokatorom kilka swoich mieszkań w Warszawie, bez ujawnienia wpływów z tej operacji), szefa Rady Warszawy napisali, że Woliński „miał wrogów, bo chciał walczyć z korupcją” i dlatego został zwolniony. Robert Draba, wiceprezydent Warszawy stwierdził jednak („GW” z 21.08.2004 r.), że odwołanie Wolińskiego to wynik kontroli w stołecznym zarządzie mienia: ukazała ona dość nieciekawy obraz urzędu. Piotr Woliński oddawał w wieloletnią dzierżawę — w niejasnych okolicznościach — wybranym firmom atrakcyjne grunty w Warszawie. Czyżby Draba miał na uwadze zupełnie inną kontrolę niż omawiana przez Marka Rosińskiego? Chyba tak, bo ponoć osobiście nadzorował kontrolę, zleconą po rewelacjach „Gazety”.
— Ostatnimi czasy większość kontroli biura nadzorowanego przez pana Trosińskiego nie wykazuje nieprawidłowości, choć audytorzy bardzo wyraźnie o nich piszą w swych raportach... — spieszy donieść jeden ze stołecznych urzędników.
Do końca
Tuż po kwietniowej publikacji w „PB”, Akademia Jakości przekazała spółce Kema Quality Polska pełną dokumentację swego systemu antykorupcyjnego. Ryszard Cedrowski, prezes Kemy, oświadcza, że dopiero po zapoznaniu się z dokumentami, był w stanie jednoznacznie stwierdzić, że to produkt, którego nie można w żaden sposób porównywać z antykorupcyjną normą KEMA 8001-1. I podkreśla, że idea jest ta sama — walka z korupcją, ale formy walki całkowicie się różnią. Zdaniem Cedrowskiego, kemowska norma opiera się głównie na zmianie mentalności urzędników, system Akademii Jakości to zaś zbiór ogólnie sformułowanych procedur w postaci nakładki na system ISO 9000. Ta — dość radykalna — zmiana stanowiska Kemy w sprawie domniemanego rabunku know-how, nie zadowala jednak w 100 proc. Roberta Wiśniewskiego, prezesa zarządu Akademii Jakości.
— Chcemy wyjaśnić sprawę do końca! — zaznacza.
Co ma na myśli? Raczej unika dokładnych deklaracji. Ale chciałby znać szczegóły korespondencji nadesłanej przez Kemę do redakcji „PB”. Jeśli zaś chodzi o wdrożenie w Zarządzie Mienia Skarbu Państwa — czeka na decyzję nowego szefostwa urzędu.
— Chcielibyśmy się wywiązać z podpisanej umowy. A o tym całym zamieszaniu w ZMSP nic nie wiedzieliśmy — odcina się Robert Wiśniewski.
— Przecież to absurd! Jak można wprowadzać system antykorupcyjny w instytucji, gdzie korupcja kwitnie — i nic o tym nie wiedzieć? System Akademii Jakości z założenia nie ma sensu, bo nie identyfikuje obszarów realnego zagrożenia korupcją — tak Maciej Wnuk z Transparency International krytykuje koncepcję Akademii Jakości.
Grażyna Kopińska, dyrektor programu „Przeciw korupcji” Fundacji im. Stefana Batorego jest bardziej wyrozumiała:
— System Akademii Jakości jest interesujący — na papierze. Co innego może pokazać praktyka. Nie można powiedzieć nic konkretnego, bo nigdzie go jeszcze w pełni nie wprowadzono. Panowie z Akademii Jakości proponowali współpracę, ale my nie możemy prowadzić działalności komercyjnej, więc nic z tego nie wyszło. Wspominali, że mają gdzieś w Polsce kilka urzędów, zainteresowanych swoim systemem. Na temat Kemy nic nie mówili — relacjonuje dyrektor Kopińska.
Zdarzył się kwas
Od 2 sierpnia 2004 r. nowym dyrektorem Zarządu Mienia Skarbu Państwa jest Grzegorz Czarnecki.
Zaczął energicznie — niedawno z ZMSP „odszedł” np. Andrzej Braciszewski, drugi z pomysłodawców pomysłu walki z korupcją...
22 września na briefingu prasowym w stołecznym ratuszu nowego szefa oficjalnie przedstawił prezydent Lech Kaczyński.
— To prawnik z mojej ekipy. Dobry fachowiec. Przyznaję, zmiana na tym stanowisku była spóźniona. ZMSP był bowiem od dawna zarządzany w sposób co najmniej kontrowersyjny — tłumaczył prezydent.
A co Pan sądzi o systemie antykorupcyjnym i osobie Piotra Wolińskiego? — zapytaliśmy.
— Sparafrazuję cytat z „Towarzysza Szmaciaka”: ścigając korupcję, wpadł w taki zapał, że się za własną rękę złapał! — rzucił Kaczyński.
Tematem środowego spotkania nie były jednak zmiany personalne w ZMSP. Lech Kaczyński poskarżył się na kilku warszawskich biznesmenów (nie ujawnił personaliów) od dawna stosujących różne formy nacisku na wysokich urzędników miejskich. Ostatnio stały się one brutalne: skradziono dwa samochody osobie bliskiej Michałowi Borowskiemu, naczelnemu architektowi miasta (w kuluarach mówiło się, że — w tym przypadku — może chodzić o wywieranie presji przez jednego z największych deweloperów w mieście). Druga sprawa to ostrzeżenia do świeżo upieczonego dyrektora Czarneckiego — przez telefon grożono mu poparzeniem kwasem solnym… Czy mają źródło w radykalnych posunięciach nowego szefa ZMSP? Trudno powiedzieć.
— Proszę pana… Kwestia systemu antykorupcyjnego jawi się sprawą wręcz marginalną w stosunku do bagna, które zastałem w tym urzędzie. Ale rozumiem, że „Puls” jest szczególnie zainteresowany dalszymi losami systemu. Do ostatecznego rozwiązania tego problemu wyznaczyłem swego zastępcę — Jarosława Janasa (pracuje w ZMSP od 1 września) — klaruje Grzegorz Czarnecki.
A Jarosław Janas nie zasypia gruszek w popiele:
— Właśnie jestem po spotkaniu z przedstawicielami Akademii Jakości. Myślę, że w przyszłym tygodniu zapadnie decyzja, co dalej z antykorupcyjnym systemem w zarządzie. Kiedy tylko będę znał szczegóły, na pewno was poinformuję — obiecał.
