Cisza powyborcza

Adam Sofuł
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

Cztery dni po wyborach, a prezydent milczy. Część prasy zaczęła się niepokoić, bo miało być orędzie, a także gratulacji dla zwycięzcy wyborów nie było. Niepokój cokolwiek przedwczesny. Można wprawdzie oczekiwać, że prezydent nie będzie nowej koalicji ułatwiał życia, ale na razie nic takiego jeszcze nie nastąpiło, a ponadto dopóki gra polityczna Pałacu Prezydenckiego będzie prowadzona w granicach prawa i — co niemniej ważne — dobrego obyczaju, nie ma co z tego robić zarzutu. Powyborcze orędzie prezydenckie nie jest obowiązkowe. Gratulacje dla zwycięzcy zresztą też — jeżeli Lech Kaczyński nie chce Donaldowi Tuskowi pogratulować, to nie jest problem polityczny wagi państwowej. To najwyraźniej problem prezydenta, ściśle wewnętrzny i należy go z tym problemem pozostawić. To nie jest powód do kolejnej politycznej wojny, chociaż w ostatnich latach zdarzały się bardziej błahe przyczyny.

Obecne milczenie Lecha Kaczyńskiego można oczywiście potraktować jako afront wobec zwycięzcy wyborów. I taka była zapewne intencja prezydenta. Konstytucja nic nie mówi o tym, że prezydent nie może być złośliwy i nie może testować cierpliwości pochodzącego z innego obozu politycznego rządu. Część polityków może to razić, może to być powodem do krytyki, ale na pewno nie do jakichkolwiek sformalizowanych zarzutów. Można (a nawet trzeba) się od prezydenta domagać tego, by w kontaktach z rządem bezwzględnie przestrzegał zapisów konstytucji i nie próbował ich naginać. Taka deklaracja ze strony Pałacu Prezydenckiego padła i jak dotychczas nie została złamana.

Prezydent Lech Kaczyński zerwał z modelem prezydentury lansowanej (bo nie zawsze realizowanej) z czasów Aleksandra Kwaśniewskiego — głowy państwa jako ponadpartyjnego arbitra. Obecny prezydent zaangażował

się w kampanię wyborczą PiS. W ten sposób na własną prośbę znalazł się w przegranym obozie. Bardzo niekomfortowa sytuacja, ale pozwalająca zrozumieć powyborcze milczenie. Tym bardziej że owego obozu nie ma najwyraźniej zamiaru opuszczać i pewnie przez najbliższe trzy lata będzie go wspierał, nieraz mieszając rządowi szyki. Można prezydenta za to krytykować, ale dopóki głowa państwa nie będzie w tej grze faulowała, nie ma co rozdzierać szat. Jeśli chce po wyborach milczeć, niech milczy. Może po prostu nie ma w tej chwili nic do powiedzenia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu