Co chroni Polskę i UE przed kryzysem energetycznym

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-03-03 16:44
zaktualizowano: 2026-03-04 06:45

Wstrząs na rynku energii narasta, ale eksperci wskazują, że istnieje wiele buforów chroniących Europę przed kryzysem energetycznym. One nie muszą wszystkie przetrwać, jednak na razie jest daleka droga do ich naruszenia.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Środa to kolejny dzień znaczącego wzrostu cen energii na rynkach. Ropa brent zdrożała od piątku o 14 proc., a gaz na europejskiej giełdzie prawie o 70. To ten drugi surowiec jest teraz w centrum uwagi, ponieważ Europa jest w istotnym stopniu zależna od importu, a logistyka dostaw gazu jest bardziej wymagająca niż ropy. Utrzymanie obecnych cen oznaczałoby inflację wyższą o 0,5-1 pkt proc. i dynamikę PKB niższą o 0,3-0,5 pkt. Na rynkach giełdowych narasta więc nerwowość.

Zagrożenie dla inflacji i koniunktury na pewno jest zauważalne, jednak z wielu analiz rynku gazu wyłania się obraz relatywnie dużych buforów chroniących europejską gospodarkę przed kryzysem energetycznym. Skupię się dziś tylko na gazie. Katar odpowiada za 5 proc. dostaw w relacji do zużycia gazu w UE, aczkolwiek istnieją bardzo duże różnice między krajami. Na przykład w Polsce dwie trzecie gazu jest wydobywane w kraju lub w złożach norweskich, a jedna trzecia pochodzi z importu przez gazoport w Świnoujściu, z czego jedna czwarta przypływa z Kataru.

Nie można więc porównywać znaczenia Kataru do znaczenia Rosji w 2022 r. Przyjmując w uproszczeniu, że zużycie gazu obniżyłoby się o 5 proc., wymagałoby to trwałego wzrostu cen o około 50 proc. A jest kilka buforów chroniących nawet przed takim scenariuszem.

Przede wszystkim dostawy w 2026 r. będą zwiększać Stany Zjednoczone, które już są głównym jego dostawcą do Europy. Przepustowość tamtejszych terminali eksportowych systematycznie rośnie, a sprzedaż surowca w tym roku ma być wyższa o 15 proc. Ponadto ryzyko, że gaz będzie zasysany przez Chiny, które też są jego dużym importerem z Kataru, jest ograniczane przez rosnące wydobycie w tym kraju oraz możliwość przestawienia się na produkcję energii elektrycznej z węgla i źródeł odnawialnych.

Pewnym zagrożeniem dla światowych cen jest fakt, że dużymi importerami z Bliskiego Wschodu są też Japonia i Korea. Te kraje będą zwiększać import gazu z innych kierunków, konkurując o surowiec trafiający do Polski i innych krajów europejskich. Jednak na przykład w przypadku Japonii rząd posiada plan systematycznego przywracania produkcji energii z elektrowni jądrowych. Premier Sanae Takaichi, dysponując superwiększością w parlamencie, przyspiesza restart reaktorów — w lutym uruchomiono największy reaktor w kraju o mocy 1,35 GW. Każde 100 TWh dodatkowej produkcji jądrowej zmniejsza zapotrzebowanie Japonii na LNG o około 9 mld m sześc. rocznie, co przy obecnych cenach oznacza mniejszą konkurencję o ładunki na rynku globalnym.

Na koniec trzeba dodać, że istnieje powszechne oczekiwanie, że Katar niedługo odblokuje dostawy gazu. Nawet jeżeli nie stanie się to w ciągu kilku dni czy tygodni, powinno się wydarzyć w ciągu kilku miesięcy. Jest to sytuacja zupełnie inna niż w 2022 r., kiedy zatrzymanie dostaw z Rosji miało trwały charakter.

Długotrwała wojna i zamknięcie dostaw z Bliskiego Wschodu mają w sobie oczywiście recesyjny potencjał. Nie można na ten fakt zamykać oczu i trudno się dziwić, że rynek reaguje przeceną ryzykownych aktywów. Warto jednak mieć na uwadze szeroki obraz, nie tylko bieżące emocje.

Możesz zainteresować się również: