Co drugi ze skarbu dorabia w radzie

Grzegorz NawackiGrzegorz Nawacki
opublikowano: 2012-10-10 00:00

326 pracowników MSP zasiada w radach nadzorczych. To dodatek do niskiej pensji. Wkrótce mocno reglamentowany

Na korytarzach Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) coraz głośniej słychać szmer niezadowolenia. Z powodu warunków pracy. I nie chodzi o to, że przez rozkopane centrum miasta trudniej dotrzeć do gmachu, lecz o płace. Urzędnicy tracą posady w radach nadzorczych, które przez lata były znaczącym dodatkiem do pensji. Cztery lata temu w organach nadzoru zasiadało 469 pracowników resortu, teraz 326. Wszystko dzięki prywatyzacji, która dramatycznie zmniejsza liczbę posaddo obsadzenia. A będzie jeszcze gorzej — według naszych ustaleń minister Mikołaj Budzanowski szykuje zmianę, która w małych spółkach zamieni radę na jednoosobowego pełnomocnika. To może wywołać bunt, bo pensje w skarbie na tle innych resortów wyglądają skromnie. Przeciętne wynagrodzenie w 2011 r. to 4886 zł, przy ministerialnej średniej na poziomie 6363 zł, a w najlepiej opłacanym resorcie spraw zagranicznych — 7423 zł. Po doliczeniu dodatkowej premii rocznej średnie rosną do odpowiednio: 4886, 6803 zł i 7919 (patrz zestawienie).

— Co jakiś czas powraca temat podniesienia wynagrodzeń w resorcie, ale wtedy pada odpowiedź: „przecież mają rady nadzorcze”. Trudno znaleźć ludzi skłonnych pracować np. przy skomplikowanych prywatyzacjachprzy tak niekonkurencyjnym wynagrodzeniu. Teraz ta możliwość się zmniejsza i będzie problem, bo będzie rosła presja na ministra na podwyżki — mówi osoba znająca kulisy formowania ministerialnych budżetów.

Dwie rady dla kierownika

Na razie rady nadzorcze to dla urzędników skarbu skarb. Coś o tym wie sam minister — gdy był dyrektorem departamentu, zasiadał w radach nadzorczych Polskiego LNG i PGE. Na posadę, dodatek do pensji, mogą liczyć nawet szeregowi pracownicy, wystarczy zdany kurs i dwa lata stażu w resorcie. Obecnie 57 proc. jego pracowników zasiada w organach nadzoru.

— Skarb państwa jest zobowiązany do aktywnego nadzoru w spółkach z jego udziałem. Wykonywanie nadzoru wymaga desygnowania na członków rad nadzorczych osób posiadających szeroką wiedzę, zarówno w zakresie instrumentów nadzoru — kodeksu spółek handlowych, ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, jak i ekonomicznych podstaw funkcjonowania podmiotów gospodarczych — tłumaczy Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu skarbu.

Przywilej jest limitowany. Pracownicy na stanowiskach kierowniczych (lub równorzędnych pod względem płacowym) mogą zasiadać maksymalnie w dwóch radach nadzorczych. Pozostali co najwyżej w jednej. Ile mogą dorobić? To zależy od spółki — jeśli skarb ma większościowy udział lub jest to jednoosobowa spółka skarbu państwa, to maksymalne wynagrodzenie jest równe średniej krajowej z ostatniego kwartału minionego roku (w tym roku to 3770 zł). Jeśli skarb jest mniejszościowym akcjonariuszem, ograniczenia nie ma i pensje ustala walne.

Pracownik może więcej

Zdaniem ekspertów, zamiast urzędników ministerstwo mogłoby delegować niezależnych przedstawicieli, tak jak robią to instytucje finansowe, gdy stają się znaczącym akcjonariuszem.

— Osoby zatrudnione w ministerstwie mają możliwość szybkiej konsultacji z innymi pracownikami posiadającymi historyczną wiedzę o nadzorowanych spółkach. Mogą również niezwłocznie przekazywać informacje o bieżącej sytuacji spółki komórkomorganizacyjnym właściwym w zakresie nadzoru — argumentuje Magdalena Kobos. Co decyduje o tym, że jeden pracownik trafia do tej, a nie innej spółki? Resort zapewnia, że „kwalifikacje i doświadczenie”.

— Kryteria doboru i zasady wyznaczania członków rad nadzorczych zapewniają profesjonalne, rzetelne i neutralne politycznie wykonywanie zadań, zgodnie z interesem skarbu państwa — zapewnia Magdalena Kobos.

Rzeczniczka podkreśla, że za kadencji Aleksandra Grada resort zaczął organizować jawne konkursy do rad. Przeprowadzono ich już 500. Mikołaj Budzanowski zaostrzył kryteria naboru do rad 19 kluczowych spółek, bo zaangażował w proces firmę headhunterską.

40,94 mln zł Taki jest fundusz wynagrodzeń resortu skarbu w 2012 r.

OKIEM EKSPERTA

Idea jest szczytna, ale...

ANDRZEJ S. NARTOWSKI

szef Polskiego Instytutu Dyrektorów, orędownik wysokich standardów ładu korporacyjnego

Nie dziwi mnie, że tak wielu pracowni- ków resortu skarbu zasiada w radach nadzorczych, bo gdy zatrudniają pracownika, to z góry mówią: „pensja jest niska, ale dostaniesz dwie rady”. Ja miałem szczęście pracować w radach z urzędnikami światłymi i zdolnymi do podejmowania decyzji, ale często do rad trafiają ludzie przypadkowi, część idzie potem na rynek i nie jest w stanie sobie poradzić, bo nie ma wystarczających kompetencji. Słyszałem o przypadkach, gdy urzędnik przychodzi na posiedzenie i mówi: „resort chce, by decyzja była taka i taka”. Resort nie rozumie, że jeśli sprzeda choć jedną akcję, to nie jest to już jego spółka, ale wspólna. Często stara się rozciągnąć władztwo, mimo że nie wynika to z udziału kapitałowego. Idea powoływania niezależnych przedstawicieli zamiast urzędników jest szczytna, ale nie wierzę, że się spełni. Nawet jeśli resort godzi się na niezależnego, to musi być „swój”. Nie ma się co martwić, że posad dla urzędników zabraknie. Zawsze gdzieś się osadzą. W MSP powinni być fachowcy i np. w departamencie rynków kapitałowych są doświadczeni menedżerowie: Zganiacz czy Tamborski, ale im trzeba zapłacić. I tu pojawia się problem, bo pensje w resorcie są niższe niż w prywatnym biznesie.