Co piszczy w naszej gospodarce

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2007-08-30 00:00

Bureau for Investments and Economic Cycles (BIEC), prywatna instytucja zajmująca się analizami makroekonomicznymi, zauważa, że nasza gospodarka najlepsze czasy ma już za sobą. Według Marii Drozdowicz, autorki raportu, wiele przemawia za tym, że w końcu 2006 r. sięgnęła szczytu swych możliwości rozwojowych i jej dalszy wzrost został silnie ograniczony.

O tym, że w gospodarce dzieje się nie najlepiej świadczy też według BIEC wskaźnik wyprzedzający koniunktury, informujący o przyszłych tendencjach w gospodarce. Głównymi przyczynami jego spadku jest słabnące tempo napływu nowych zamówień do firm i pogarszająca się wydajność pracy.

Czyli czas się zacząć bać? Niekoniecznie. Badania koniunktury prowadzone przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) przynoszą takie wieści: koniunktura w przemyśle, budownictwie, handlu czy usługach jest korzystna, dużo lepsza niż w poprzednich latach, i — jeśli nie rośnie — utrzymuje się od miesięcy na wysokim poziomie. Badania GUS nie wskazują też na obawy przedsiębiorców o spadek napływu nowych zamówień czy sytuację finansową ich firm.

Oceny ogólnego klimatu koniunktury w przetwórstwie przemysłowym były w sierpniu optymistyczne i lepsze niż miesiąc czy rok wcześniej. Co według GUS wpłynęło na poprawę nastrojów przedsiębiorców? „[...] nieznacznie lepsze niż przed miesiącem oceny bieżącego i przewidywanego portfela zamówień oraz przyszłej produkcji, a w konsekwencji i sytuacji finansowej podmiotów”.

I komu wierzyć?