Co trzeci kredyt z PKO BP

opublikowano: 02-07-2013, 00:00

Sześć banków kontroluje rynek hipotek. W kwietniu wreszcie zawitała do niego wiosna. Są jaskółki ożywienia, które może pojawić się pod koniec roku

Rynek kredytów mieszkaniowych zachowuje się jak tegoroczna aura. Zima trzymała na nim długo, a wiosna przyszła później niż zazwyczaj, bo dopiero w kwietniu. Z miesięcznych danych o sprzedaży hipotek wynika, że banki udzieliły wtedy 3 mld zł kredytów. Powiedzieć, że to najlepszy wynik w tym roku, to za mało. To wynik porównywalny ze sprzedażą w 2012 r., kiedy sprzedaż hipotek szła w najlepsze. Kwiecień błyszczy na tle tegorocznych słabych miesięcy, kiedy produkcja w bankach spadła do poziomu nienotowanego od najgorszego czasu — wybuchu kryzysu 2009 r.

Lider ten sam

Kwietniowe wyniki pewne skojarzenia z tamtym kryzysowym rokiem jednak wywołują. W 2009 r. były takie miesiące, kiedy PKO BP mógł powiedzieć o sobie „rynek to ja”, bo z jego taśmy produkcyjnej schodziło ponad 40 proc. kredytów zaciąganych w Polsce. Inne banki szczelnie zamknęły się wtedy na wnioski kredytowe.

W tym roku aż takiej dominacji jednego banku nie ma, ale w kwietniu udziały PKO BP w nowej sprzedaży wyniosły 34,5 proc. W kwietniu bank sprzedał aż 1 mld zł kredytów. To tyle, co trzy kolejne banki razem wzięte. Łącznie na sześciunajwiększych kredytodawców w kwietniu przypadło aż 80 proc. nowej produkcji kredytowej. Dla porównania, w grudniu było to 73,9 proc.

— W kwietniu zamknęliśmy sprzedaż wniosków złożonych podczas dni otwartych z początku marca. Nasz produkt wciąż cieszy się sporym zainteresowaniem. W maju sprzedaż była na porównywalnym poziomie do kwietnia — mówi Wojciech Werochowski, dyrektor departamentu finansowania klientów indywidualnych PKO BP.

Sprzedaż podciągnął też drugi w stawce Pekao, który uplasował na rynku 461 mln zł kredytów (392 mln zł miesiąc wcześniej). Klęskę urodzaju przeżywają DB PBC i ING Bank Śląski. Pierwszy udzielił 314 mln zł kredytów (308 mln zł w marcu).

Śląski, który wskoczył na czwarte miejsce, miał tylko nieznacznie gorszy wynik niż przed miesiącem: 274 mln zł (281 mln zł w marcu), ale trzeba zaznaczyć, że jak na niego są to po stachanowsku wśrubowane normy, bo naturalny poziom sprzedaży banku wynosi około 200 mln zł miesięcznie.

Jego miejsce w rankingu zajął Getin Noble, systematycznie zwalniający obroty w hipotece, zgodnie zresztą z przyjętą strategią. Jeszcze kilka miesięcy temu zajmował trzecie, czwarte miejsce wśród największych kredytodawców. W kwietniu ze 164 mln zł zajął piątą lokatę. Szósty jest BZ WBK, który od miesięcy trzyma poziom plus-minus 160 mln zł.

Jaskółki ożywienia

— Kwiecień był rzeczywiście dobrym miesiącem, ale do danych o sprzedaży nie przywiązuję się jednak specjalnie, ponieważ mamy tu do czynienia z elementem sezonowości — wiosną sprzedaż rośnie. Za wcześnie jeszcze mówić o trendzie. To tyle pesymizmu, bo pojawiają się pierwsze zwiastuny poprawy na rynku kredytowym — mówi Łukasz Molenda, dyrektor departamentu ds. kredytów dla ludności BZ WBK.

Analitycy banku od pewnego czasu spodziewają się przełomu w hipotekach. Łukasz Molenda uważa, że przemawia za tym kilka czynników: historycznie niskie stopy procentowe i spadające ceny mieszkań mogą skłaniać ludzi do zaciągania kredytów. Do tego dochodzi spadek zysków z lokat.

— Przy niskim koszcie kredytu i niskim oprocentowaniu lokat wydaje się, że na rynku robi się miejsce dla osób zainteresowanych kupnem mieszkań pod wynajem, bo to coraz bardziej atrakcyjna alternatywa inwestycyjna. Decyzje inwestorów mogą wpłynąć na poziom cen, hamując ich spadek, a to natomiast może skłonić wyczekujących z decyzją o kupnie mieszkania na zamknięcie transakcji — uważa Łukasz Molenda. W jego ocenie ożywienie na rynku kredytów mieszkaniowych może pojawić się pod koniec tego roku.

MdM na wiosnę

Aleksandra Łukasiewicz, doradca zarządu Expandera, twierdzi, że dobre wyniki sprzedażoweto pierwsze efekty spadku stóp oraz cen. Dostępność kredytów i koszt nabycia mieszkania są takie jak w 2006 r.

— W kolejnych miesiącach mobilizująco na kredytobiorców może zadziałać rekomendacja S, która od przyszłego roku wprowadza obowiązek posiadania wkładu własnego. Część osób może natomiast wyczekiwać na program dopłat Mieszkanie dla Młodych (MdM), który ma zacząć działać w przyszłym roku — mówi Aleksandra Łukasiewicz.

Remigiusz Falkowski, szef kredytów detalicznych w Pekao, uważa, że na razie trudno prognozować, jaki wpływ na rynek będzie miało MdM, nie tylko dlatego, że ostateczny kształt programu nie jest znany. Nie wiemy też, kiedy realnie zacznie działać — początek roku wydaje się mocno ryzykowny i pierwsze kredyty w ramach MdM mogą pojawić się dopiero w marcu-kwietniu.

— Jeśli Sejm przyjmie ustawę jesienią, to BGK, który programem zarządza, będzie potrzebował wraz z bankami trochę czasu na przygotowanie umów o współpracy i na dostosowanie systemów informatycznych. Ponadto deweloperzy również będą potrzebować czasu na dostosowanie oferty do wymogów nowego programu. Zatem zapowiadana data 1 stycznia nie oznacza nagłego skoku w kredytach hipotecznych — uważa Remigiusz Falkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu