Co wygrana Macrona oznacza dla rynków, Francji i Europy?

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2017-05-07 20:43
zaktualizowano: 2017-05-07 20:47

Zdaniem Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty XTB Domu Maklerskiego, zwycięstwo Emmanuela Macrona przyniesie rynkom ulgę, ale niewielką, bo tę prawdziwą poczuły już dwa tygodnie temu po pierwszej turze.

"Rynki zawsze starają się możliwie najlepiej wycenić przyszłość i pomimo sceptycyzmu wobec sondaży po wpadkach z 2016 roku, przewaga Macrona rzędu 24 punktów procentowych w ostatnim badaniu sprawiła, że inwestorzy przygotowali swoje portfele inwestycyjne na wybór Macrona. Wielkiego świętowania zatem nie będzie i rynki szybko zajmą się kolejnymi tematami. Być może nastroje po kilku bardzo dobrych tygodniach nawet niedługo się pogorszą, gdyż czerwiec był statystycznie najgorszym miesiącem dla giełd w ciągu ostatnich 10 lat" - uważa Przemysław Kwiecień.

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB DM
Fot: Grzegorz Kawecki, Puls Biznesu

Jego zdaniem, zwycięstwo Macrona przyniesie Francji duże zmiany. 

- Dwie największe dotąd partie, które mają w obecnym parlamencie 90% miejsc, nie miały w drugiej turze swojego kandydata. Bliskość wyborów legislacyjnych (11 i 18 czerwca), oznacza, że wygrana Macrona będzie oznaczała krytyczne zmiany w kluczowym dla sprawowania faktycznej władzy parlamencie. Republikanie reprezentowani w wyborach przez Francoisa Fillona w najnowszym badaniu Opinion-Way zdają się jeszcze utrzymywać poparcie, które może dać im ponad 200 miejsc, ale to zbyt mało aby rządzić w 577-osobowym zgromadzeniu. Nowa partia prezydenta mogłaby zdobyć ponad 250 miejsc, ale czy wystarczy to do samodzielnego rządzenia? Czy Macronowi uda się podtrzymać przez miesiąc entuzjazm i odnieść sukces nie mając takich struktur jak stare partie? Pewny wydaje się upadek socjalistów, którzy przegrali z kretesem 23 kwietnia i ten sam los może ich czekać za miesiąc. Ich głosy w większości przejął Macron, który jednak poglądy gospodarcze ma bliżej prawej niż lewej strony. Czy jednak Republikanie nie będą obawiać się roli mniejszego koalicjanta w układzie, który mógłby zapewnić Francji wsparcie dla koniecznych reform gospodarczych, szczególnie w zakresie rynku pracy? Wreszcie trzeba pamiętać, że 40% poparcia w pierwszej turze wyborów prezydenckich dostali „kandydaci buntu”, czy nowa, potencjalnie pro-europejska i pro-gospodarcza władza będzie mogła zignorować tak dużą część społeczeństwa? - komentuje ekspert.

Jego zdaniem, triumf  39-latka da Europie nadzieję, że nie wszystko jest przegrane. 

- Nadzieję, że nie wszystko jest przegrane. Ostatnie lata nie były dla Unii łatwe. Upadek greckiej gospodarki, konieczność ratowania Hiszpanii, następnie kryzys migracyjny, zamachy terrorystyczne i Brexit. Długa lista zagrożeń egzystencjalnych dla całej koncepcji Unii Europejskiej i jednocześnie brak spektakularnych sukcesów od bardzo długiego czasu. Niedopuszczenie Le Pen do władzy to jedno, Macron jest jednak pierwszym kandydatem „spoza układu”, który zamiast nacjonalizmu i gospodarczego populizmu proponuje więcej Europy. Najbardziej prawdopodobnym jest zatem przyspieszenie inicjatyw integracji w ramach Unii z wyłączeniem krajów, które taki proces chciałyby blokować. Unijni liderzy, wsparci świeżym mandatem społecznym w Holandii, Francji, a wkrótce także w Niemczech, będą chcieli pokazać, że nie są w defensywie, a opuszczanie tego grona jest błędem. Oznacza to potencjalnie otwarcie konkurencji w kolejnych gałęziach gospodarki, być może większą współpracę militarną, ale także dalszą unifikację na poziomie podatków czy zasad na rynku pracy - dodaje ekonomista XTB.