Coraz trudniej pokonać inwestorski tor przeszkód

Roman Nowicki
opublikowano: 1999-11-26 00:00

Roman Nowicki: Coraz trudniej pokonać inwestorski tor przeszkód

CZYSTE PIENIACTWO: Mnożą się zawodowe wręcz organizacje, protestujące przeciwko każdej inwestycji — ubolewa Roman Nowicki. fot. Grzegorz Kawecki

Truizmem jest stwierdzenie, że rozwój gospodarczy kraju nie jest możliwy bez wielkiego programu inwestycyjnego i bez stworzenia warunków prawno-ekonomicznych, sprzyjających lokowaniu polskich i zagranicznych kapitałów właśnie w inwestycjach.

ZACHĘCAJĄC do inwestowania mówimy zwykle o korzystnej i długofalowej polityce państwa, o preferencjach podatkowych, o taniej lecz fachowej sile roboczej. Wszystko to razem jednak nie wystarcza. Wyczerpały się już proste rezerwy, polegające na niezwykłym zupełnie harcie i uporze inwestorów — zwłaszcza zagranicznych — w walce z korupcją, złymi przepisami i zwykłym pieniactwem. 10 mld USD lokowanych rocznie w Polsce to wszystko, co można osiągnąć, jeśli nie usuniemy w najbliższym czasie barier na etapie przygotowania i realizacji inwestycji.

KŁOPOTY zaczynają się zwykle już na poziomie decyzji, dotyczących warunków zabudowy i założeń technicznych. Pozytywne decyzje urzędów wbrew pozorom nic jeszcze nie znaczą. Inwestor przystępujący na ich podstawie do kosztownych prac projektowych wcale nie ma gwarancji, że gmina w trakcie wydawania pozwolenia na budowę nie zmieni swoich poglądów lub interpretacji uzgodnień. Nawiasem mówiąc inwestorzy często chcą uściślić uzgodnienia już na etapie uzyskiwania warunków zabudowy, przedkładając koncepcję architektoniczną z prośbą o opinię. Urzędnicy w większości nie chcą się jednak w to angażować, pozostawiając sobie ogromne pole do nadużyć i korupcji. W tej fazie występują również straty finansowe na skutek niezwykle rozwlekłych procedur odwoławczych.

BARDZO GROŹNYM zjawiskiem, przybierającym masowy charakter, jest zajadłość protestacyjna i pieniactwo tak zwanych stron postępowania administracyjnego. W Polsce mnożą się zawodowe wręcz organizacje, protestujące przeciwko każdej inwestycji. Przy całkowitej bierności i oportunizmie urzędów oprotestowują one dosłownie każdą inicjatywę inwestycyjną, powołując się na przykład na interesy społeczne, ochronę środowiska, uszanowanie pamięci czy pod każdym innym dowolnym pretekstem.

ODWOŁANIA takie możliwe są na każdym etapie procesu inwestycyjnego i przedłużają sprawy w nieskończoność. W tym czasie inwestor traci ogromne pieniądze, a skarżący pozostaje bezkarny. Co najciekawsze — wystarcza odpowiednia kwota, aby większość tych organizacji natychmiastÉ zapomniała o szlachetnych ideałach i odstąpiła od protestów. Znane są coraz liczniejsze przykłady kancelarii prawniczych, które specjalizują się w organizowaniu protestów i odwołań. Znajdują potencjalnych przeciwników inwestycji i namawiają ich do złożenia odwołania, stawiając sprawę jasno: „Przecież pani/pana nic to nie kosztuje, a gdy wygramy — podzielimy się odszkodowaniem”.

PRZYKŁADÓW jest bez liku. Oto okazało się, że inwestycję w Warszawie zastopowała grupa ekologów zÉ Gdańska. Budowę nostu siekierkowskiego oprotestowało 700 różnych podmiotów, w tym osoba mieszkająca w odległym rejonie Pola Mokotowskiego. Zdarza się także, iż procesy odwołań uruchamiają osoby stale zamieszkałe za granicą. Kuriozalny jest przykład wydania pozytywnej decyzji w sprawie pewnej inwestycji przez wydział ochrony środowiska. W wyniku demonstracji prezydent miasta polecił anulować decyzję. Prawnie nie było to możliwe, zatem przerażony dyrektor zaskarżył do kolegium odwoławczegoÉ własną decyzję, wnosząc o jej uchylenie.

ZA TO WSZYSTKO oficjalnie i nieoficjalnie płaci inwestor. Pieniacze oraz sprzedajni urzędnicy nic nie płacą i są bezkarni.

Roman Nowicki jest wiceprezesem Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa