Coraz więcej podwyżek stóp procentowych na horyzoncie

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-05-18 16:50

Banki centralne jeszcze nie wiedzą, co zrobią z rosnącą inflacją. Ale rynek już gra jednoznacznie scenariusz podwyżek kosztu pieniądza — w Polsce, strefie euro, a nawet w USA.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Inflacja na świecie rośnie z powodu podwyżek cen paliw, ale żeby wywołało to konieczność podnoszenia stóp procentowych, to muszą wystąpić jeszcze efekty drugiej rundy — przełożenie cen paliw na wynagrodzenia. Banki centralne mają duży dylemat, bo tych efektów na razie nie widać. Inwestorzy jednak już wyceniają, że władze pieniężne wkrótce zaczną podnosić stopy.

W ostatnich dniach silnie rosły rentowności obligacji i swapów na stopę procentową, które są najbardziej wrażliwe na zmianę perspektyw polityki pieniężnej. Z notowań tych instrumentów można wyczytać, że rynek wycenia już cztery podwyżki stóp w Polsce w tym roku — po 0,25 pkt proc. każda. Tak samo w strefie euro. Ostatnio do tych oczekiwań dołączyły też Stany Zjednoczone, gdzie jeszcze tydzień temu wyceniano utrzymanie stóp bez zmian.

Powodem tych oczekiwań jest przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz. W weekend prezydent Donald Trump powiedział, że mniej interesuje go sytuacja finansowa Amerykanów niż pokonanie Iranu.

Ponadto widać coraz więcej efektów rozlewania się podwyżek cen na inne kategorie niż paliwa i transport. To, że rośnie ogólna inflacja, nikogo nie dziwi przy dużych skokach cen paliw, ale rosną też miary inflacji, które odcinają najbardziej drożejące/taniejące kategorie towarów i usług, służąc do sygnalizowania głębokich trendów inflacyjnych.

I tak na przykład w Polsce tzw. 15-procentowa średnia obcięta wzrosła z 2,4 proc. (rok do roku) w styczniu do 3 proc. w kwietniu. Analogiczna miara w Stanach Zjednoczonych podniosła się z 2,7 do 2,8 proc. To potencjalnie może sugerować, że głęboka presja inflacyjna narasta.

Jednak wciąż nie ma sygnałów przenoszenia się wyższych cen na wyższe płace i to powinien być czynnik wstrzymujący banki centralne przed pochopnymi działaniami. Jeżeli nie rozkręci się spirala płacowo-cenowa, to impuls inflacyjny ze strony cen paliw wygaśnie sam.

Możemy wziąć USA jako przykład, ponieważ tam są już dane za kwiecień. Z tzw. Atlanta Wage Tracker wynika, że średnie wynagrodzenie wzrosło w kwietniu o 3,6 proc. rok do roku, co jest najniższym wzrostem od niemal pięciu lat (wyrównując cykliczny dołek ze stycznia).

To oczywiście nie oznacza, że presja płacowa się nie pojawi. W 2021 r. minęło około pięciu miesięcy od pierwotnego impulsu inflacyjnego ze strony cen komponentów i surowców, który pojawił się w styczniu, a przyspieszeniem płac, które zaczęło się w lecie.

Jednak teraz sytuacja przetargowa pracowników jest słabsza. Popyt na pracę jest niższy, co widać m.in. po niższym stosunku liczby ofert pracy do liczby bezrobotnych.

Dlatego sądzę, że jeżeli podwyżki stóp w ogóle nastąpią, to nie w formie cyklu, lecz jednorazowych sygnalizacyjnych ruchów.