Wielu ludzi, nie tylko związanych z rynkiem finansowym z coraz większym zainteresowaniem, a także niepokojem, obserwuje publikacje wskaźników inflacji. Tempo wzrostu cen w ostatnim czasie znacząco przyspieszyło. Wielokrotnie podkreślałem na łamach "Pulsu Biznesu", że działania, które podejmują największe banki centralne nie spowodują rozwiązania kryzysu w globalnej gospodarce, a raczej tylko jego przesunięcie w czasie. Utrzymywane od ponad dwóch lat rekordowo niskie stopy procentowe oraz prowadzony przez Fed skup obligacji za dodrukowane pieniądze, przyniosły efekt w postaci wzrostów cen, ale mam duże wątpliwości czy na trwałe pomogły uzdrowić światową gospodarkę.
Wzrost indeksu cen producentów (PPI) w Chinach wynosi już 7,2 proc, w strefie euro 6,1 proc, a w USA, które jeszcze nie dawno walczyły z deflacją — 5,6 proc. Ludowy Bank Chin już od wielu miesięcy próbuje walczyć z tym zjawiskiem, podwyższając poziom obowiązkowych rezerw w bankach komercyjnych, a także zwiększając główną stopę procentową. Ciekawe, jak długo Fed i ECB będą igrać z inflacją, utrzymując niskie stopy procentowe? Decydenci chyba zdają sobie sprawę, że dostęp do taniego finansowania wykorzystują podmioty, które niekoniecznie inwestują w rozwój realnej gospodarki.
Rynek surowcowy jest doskonałym przykładem, jak globalny rynek finansowy radzi sobie z nadmiarem pieniędzy, nie patrząc na długotrwałe skutki. Miedź na giełdzie w Londynie kosztuje już blisko 10 000 USD/t, za baryłkę ropy naftowej trzeba płacić ponad 100 USD, a ceny bawełny, cukru, kawy biją kolejne rekordy. Czy wzrost cen srebra o ponad 100 proc. w ciągu pół roku można uzasadnić tylko wzrostem zapotrzebowania ze strony przemysłu? Bez zaangażowania instytucji finansowych takie wyniki byłyby trudne do osiągnięcia. O ile spokojny, systematyczny wzrost cen surowców jest dla sektora jak najbardziej pożądany, to już ogromna zmienność — szybkie wzrosty i spadki, nie są czynnikami wspierającymi harmonijny rozwój. Rosnące ceny surowców, działają na inflację od strony podażowej, która jest trudniejsza do kontrolowania przez banki centralne.
Problem inflacji jest poważny, ponieważ wysokie ceny uderzają w pierwszej kolejności w najbiedniejszych. Inflacja żywnościowa przyczyniła się do wywołania zamieszek w Tunezji, które teraz rozprzestrzeniły się na Bliski Wschód, do Egiptu, Jordanii i Jemenu, a ostatnio także na Libię. Ten problem może z czasem narastać także w innych krajach. Chiny w celu uniknięcia niepokojów społecznych wprowadziły zakaz używania w reklamach słów takich jak: "luksusowy", "królewski" czy "wysokiej klasy". Ośrodki kreujące politykę gospodarczą na świecie, mają więc twardy orzech do zgryzienia. W sytuacji, kiedy ludziom zacznie zaczyna brakować pieniędzy na jedzenie, może się okazać, że nadmierny wzrost inflacji jest problemem dużo poważniejszym niż ostatni kryzys finansowy.