NIK sprawdziła certyfikaty wydawane przez Główny Instytut Górnictwa. Jedna osoba ma już prokuratorski zarzut.
Każdy producent maszyn, urządzeń, śrub itd., dostarczanych do kopalni, musi posiadać certyfikat, ponieważ od tego zależy bezpieczeństwo pracy górników.
— Kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli (NIK) w Lublinie trafili na trop producenta śrub stosowanych w obudowach górniczych, które nie spełniały norm jakościowych. Mimo to otrzymał on certyfikat. Sprawa trafiła do prokuratury — mówi Wojciech Matecki, dyrektor NIK w Katowicach.
Właściciel firmy produkującej śruby został tymczasowo aresztowany, a były pracownik Głównego Instytutu Górnictwa (GIG), państwowej instytucji, która wydaje certyfikaty, ma postawione przez prokuraturę zarzuty korupcji i poświadczania nieprawdy.
— Złożyliśmy doniesienie do prokuratury, a pracownik został natychmiast zwolniony — mówi Sylwia Jarosławska-Sobór, rzecznik GIG.
Delegatura NIK w Katowicach wzięła pod lupę działalność GIG, sprawdzając ostatnie dwa lata jego działalności. Kontrola wykazała, że generalnie wszystko jest w porządku, ale stwierdzono też nieprawidłowości. Polegały one na tym, że GIG wydawał certyfikaty bez koniecznych badań. Tak było m.in. w przypadku taśm przenośnikowych. W 2005 r. GIG wydał certyfikat dla przewodów wysokościowych. Po zbadaniu przewodów o trzech średnicach: 10, 20 i 30 mm wydał certyfikaty dla dziesięciu — od 6 do 50 mm. Ponadto stwierdził, że spełniają wymogi bezpieczeństwa, a przecież nie były sprawdzane.
Rzecznik GIG uważa, że kontrola NIK wypadła korzystnie.
— Żaden z wydanych przez nas certyfikatów nie został zakwestionowany. Pozostałe uwagi uwzględniliśmy — wyjaśnia rzecznik GIG.