Czarne złoto nie ozłoci inwestorów

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-07-01 00:00

Analitycy raczej odradzają kupno akcji spółek związanych z węglem. Część ma jednak swoich faworytów

Polska węglem stoi — mawiano kiedyś. Z ankiety, którą przeprowadziliśmy wśród 11 analityków, wynika jednak, że inwestując w spółki związane z czarnym złotem, nie ma raczej szans na dobry zarobek w perspektywie 12 miesięcy. Pytaliśmy zarówno o firmy wydobywcze, jak i dostawców maszyn i usług dla górnictwa. Żadnej nie wskazało choćby dwóch analityków, choć poszczególni mieli swoich faworytów.

None
None

— To, gdzie będą kursy spółek węglowych za 12 miesięcy, będzie wynikało z najświeższych dostępnych wówczas danych. Jeśli za kilka miesięcy zobaczymy poprawę wskaźników makroekonomicznych, to akcje spółek węglowych z pewnością dadzą zarobić podczas odradzającej się koniunktury na węgiel. Przy obecnych cenach węgla potencjału do wzrostu niestety nie widać — kwituje Paweł Puchalski z DM BZ WBK. Sam wydał na początku czerwca rekomendację „kupuj” dla Lubelskiego Węgla Bogdanka.

— Rekomenduję „kupuj” Bogdankę, ale ostatni trend na rynku węgla energetycznego jest silnie niekorzystny dla całego sektora. Spółka broni się najniższymi kosztami wydobycia i przyszłym znaczącym wzrostem wolumenu wydobycia. Poza tym, można się zastanawiać, czy rozbudowa elektrowni w Opolu ma sens, ale jeśli do niej dojdzie, to skorzystają na niej właśnie producenci węgla kamiennego. Nawet jeśli to Kompania Węglowa miałaby dostarczać węgiel, to jej produkcja nie trafi gdzie indziej, a możliwości sprzedaży przez Bogdankę się poprawią — tłumaczy Paweł Puchalski. Natomiast Michał Marczak z DI BRE Banku za dobry pomysł na roczną inwestycję uważa akcje JSW.

— W lecie cena węgla koksowego osiągnie dno. Pojawią się też akcje pracownicze, które dodatkowo obniżą kurs. Może więc być to właściwy moment, by zainwestować z perspektywą 12-miesięczną — mówi Michał Marczak. Inni analitycy nie wierzą w tak subtelne konstrukcje.

— Nic dobrego tej branży powiedzieć nie mogę — ucina rozmowę o kopalniach Tomasz Krukowski z Deutsche Banku.

Tanieje i będzie tanieć

Ukraińskie Sadovaya Group i Coal Energy mocno ograniczyły produkcję, bo nie mają zbytu, czeski New World Resources drastycznie tnie koszty, bo coraz mocniej ciąży mu wysokie zadłużenie. Ale rodzime Bogdanka i JSW także mogę mieć nie lada problem. Powód jest w zasadzie jeden: spadające ceny węgla.

— Na początku roku racjonalne było oczekiwanie, że ceny węgla koksującego przestaną spadać. Ale teraz widać dobitnie, że ten scenariusz jest już nieaktualny, ceny spot są obecnie niższe niż w 2012, co odbije się w cenach kontraktowych. Na węglu energetycznym też nie spodziewam się odbicia. Tym bardziej że dotychczas jego ceny w Polsce były wyższe od cen na rynkach światowych. Ceny energii mamy jednak rynkowe i na dłuższą metę jest to układ nie do utrzymania, co widzimy już w tym roku i będziemy widzieć w kolejnych — tłumaczy Leszek Iwaszko z Societe Generale.

— Mój model popytu i podaży na węgiel kamienny w Polsce zakłada, że trudna sytuacja utrzyma sie jeszcze przez wiele lat. Rozwiązaniami są zamykanie kopalń i eksport. Pierwsze może być trudne politycznie, drugie — kłopotliwe przez taniejący węgiel amerykański — dodaje Bartłomiej Kubicki z Raiffeisen Centrobank.

Sprzęt jest, a nabywcy?

Więcej nadziei budzą podmioty z otoczenia kopalń. Właściwie nie ma takiego, który nie znalazłby uznania któregoś z analityków. Andrzej Kubacki z ING Securities poleca Kopex, Jakub Szkopek z DI BRE Banku — Bumech i Fasing. A Zbigniew Porczyk z DM BZ WBK — Patentus i Famur. Na ten ostatni wskazuje też Wojciech Kozłowski z DM BESI. Przesłanka będąca dla jednego analityka kulą u nogi spółki, dla innego potrafi być jej mocną stroną.

— W czasie koniunktury tacy globalni gracze jak Joy Global i Caterpillar w pełni wykorzystują moce produkcyjne. Są w stanie dostarczyć kombajn ścianowy za 1,5 roku. To stwarza szanse dla takich firm jak Famur i Kopex, które zrealizują zamówienie w 0,5-1 roku. Na kurczącym się rynku bardziej uznane firmy mocniej się jednak rozpychają. Ze względu na mniejszą liczbę zamówień są w stanie realizować je szybciej i obniżać ceny. Nie przez przypadek Famur nie podpisuje już nowych umów eksportowych — przestrzega Jakub Szkopek.

— Trudno nie zgodzić się z tym, że Famur korzystał w ostatnich dwóch latach na tym, że najwięksi gracze rynkowi mieli dużo gorsze warunki dostaw do kopalń. Wraz ze spadającą liczbą zamówień możemy więc przyjąć, że liczba zamówień zagranicznych w Famurze spadnie, a wyniki się pogorszą. Takie otoczenie jest jednak idealne dla tych spółek, które planują dalszą ekspansję poprzez akwizycje. Niezbędny do tego jest jednak mocny bilans oraz potwierdzone doświadczenie zarządu. Oba te kryteria spełnia Famur. Spółka nie ma długu, a historia pokazuje, że ostatnie trzy przejęcia dokonane przez Famur dodały wartości akcjonariuszom — komentuje Wojciech Kozłowski.

O tym, że Famur ma dobry bilans i strukturę kosztów, jest przekonany również Artur Iwański z DM PKO BP. Jego zdaniem, firma przejdzie suchą nogą przez spowolnienie w branży węglowej, ale nie oznacza to jednak, że będzie dobrą inwestycją w perspektywie 12 miesięcy, lecz dopiero 2-3 lat. Pomysły inwestowania w spółki z otoczenia kopalń na najbliższy rok ocenia chłodno.

— To jest opóźnione postrzeganie rzeczywistości, związane z tym, że w górnictwie już widać spowolnienie, a firmy z otoczenia górnictwa jeszcze realizują podpisane wcześniej kontrakty. Ze względu na duże uzależnienie od pojedynczych kontraktów, małych firm z otoczenia kopalń w ogóle bym się wystrzegał — podsumowuje Artur Iwański.