Czarodziej z zadyszką w Czerwonej Torebce

opublikowano: 06-02-2013, 00:00

Merlin trafi pod skrzydła firmy Mariusza Świtalskiego. Sklep internetowy liczy na rozwój dzięki tysiącom punktów odbioru.

W zaczynającej się właśnie historii Merlina i Czerwonej Torebki jedno jest pewne: spotykają się dwie firmy, które ostatnio nie mają najlepszej passy. Od ponad dwóch lat Merlin.pl szuka inwestora, walcząc o zastrzyk finansowy pozwalający internetowej spółce na poważne zwiększenie zasięgu działalności. Jeszcze przed 2010 r. Merlin szedł w stronę przychodów na poziomie 150 mln zł. Jednak po anulowaniu fuzji z Empikiem spółka zaczęła jazdę w dół.

— Merlin kończy rok rozrachunkowy w kwietniu, ale już teraz wiadomo, że nie ma szans na przekroczenie 100 mln zł — mówi „PB” osoba związana z Merlinem. W ostatnim roku rozrachunkowym spółka zanotowała niecałe 3,8 mln zł straty netto i 102 mln zł przychodów.

Cena za magnes

Czerwona Torebka ma za sobą dość rozczarowujący okres po tym, jak zamiast planowanych 280 mln zł w ofercie publicznej udało jej się zebrać niecałe 19 mln zł. Jednak za 99,7 proc. akcji Merlina spółka nie wyłoży ani grosza. Plan jest prosty: Merlin zmieni właściciela w zamian za nieco ponad 1,5 mln akcji. Przy obecnym kursie daje to wycenę internetowego gracza na poziomie 21 mln zł. Jeszcze dwa lata temu Empik wyceniał Merlina na około 115 mln zł, jednak od tego czasu wskaźniki finansowe Merlina wyraźnie się pogorszyły. Spółka, która nazwę wzięła od imienia czarodzieja, straciła dawną moc.

— Wycena Merlina wydaje się realistyczna. Pytanie, po co Torebce taka spółka. Merlin to nie jest marka, która przyciągnie klientów i najemców do galerii, a ponadto spółka potrzebuje pieniędzy na rozwój. Sama Torebka ma obecnie przed sobą kapitałochłonny czas inwestycji w budowę galerii, więc istnieje ryzyko, że Merlin nie będzie dla niej priorytetem — uważa Kamil Szlaga, analityk KBC Securities.

Jednak Ireneusz Kazimierczak, prezes Czerwonej Torebki, jest dobrej myśli. Nic to, że Merlin zaczął wyraźnie tracić dystans do Empiku (jego dział e-commerce wygenerował w 2012 r. ponad 150 mln zł przychodów), nic to, że czar polskiego Amazona prysł. Ważne, że za kilka lat sieć punktów Merlina może przekroczyć 4 tys. Obecnie jest ich niecałe 30.

— Rosnąca sieć punktów odbioru produktów kupowanych w Merlin.pl zapewni skokowy wzrost obrotów tego e-sklepu. Jednocześnie będą one magnesem przyciągającym nowych klientów do pasaży handlowych — uważa Ireneusz Kazimierczak.

Integer czuwa

Anna Bogdańska, prezes Merlina, podkreśla, że kluczemdo sukcesu w e-handlu jest logistyka. Dlatego plany mariażu mają sens.

— Klienci nie lubią płacić za przesyłkę. Zniesienie opłat za dostawę automatycznie powoduje skokowy wzrost obrotów. Szybka rozbudowa sieci punktów odbioru, w których odbiór przesyłki jest bezpłatny, pozwoli dotrzeć do wielu nowych klientów. Tworzenie sieci będzie możliwe dzięki dofinansowaniu spółki przez inwestora — podkreśla Anna Bogdańska.

Jedną z osi pomysłu na Merlin w Torebce są zatem kompetencje spółek z portfela funduszu PineBridge, mającego udziały nie tylko w biznesie Mariusza Świtalskiego, ale także w ambitnym graczu na rynku logistyki e-handlu, czyli krakowskim Integerze.

— Już pojawiają się Paczkomaty w Czerwonej Torebce. Współpracujemy też z Merlinem. Jak najbardziej możemy ją zacieśniać i udoskonalać — deklaruje Rafał Brzoska, prezes Integera. Szef Czerwonej Torebki zaznacza, że due diligence Merlina potrwa do połowy marca. Wtedy będzie jasne, jakie pieniądze trzeba wpompować w Merlina, by znów obudzić jego sny o wielkości.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy