Czarodzieje kupują pałace

Kiedy podczas spotkania zarządu pewnego koncernu Dariusz Chwiejczak pokazał napisaną przez siebie książkę dla dzieci, jeden z menedżerów podbiegł go uściskać. Okazało się, że ta powieść odmieniła jego życie.

Dariusz Chwiejczak to menedżer znany w branży IT. Przez lata zasiadał w zarządczych fotelach spółek Cisco Systems, Computerland (dziś Sygnity), EMC, ATM Systemy Informatyczne. W pewnej chwili zniknął z „korpoświata”, by zaangażować się w rozwój Simplivity, start-upu z Bostonu. Po dwóch latach spółkę przejął koncern HP Enterprise, a Chwiejczak wkrótce wróci do korpo.

Wyświetl galerię [1/4]

Kiedy podczas spotkania zarządu pewnego koncernu Dariusz Chwiejczak pokazał napisaną przez siebie książkędla dzieci, jeden z menedżerów podbiegł go uściskać.Okazało się, że ta powieść odmieniła jego życie. Marek Wiśniewski

Coś od siebie

Kilkanaście lat wcześniej przez kilka lat piastował w Cisco Systems stanowisko dyrektora generalnego. Pracował po 16 godzin na dobę. Równowaga między życiem zawodowym i prywatnym legła w gruzach. Jak twierdzi, jego wpływ na życie rodzinne stał się wirtualny z wyjątkiem wakacji i ferii zimowych.

— Któregoś dnia Małgosia, moja żona, zwróciła mi dosadnie uwagę, że nawet w weekendy jestem nieobecny. Obruszyłem się, przekonany, że to nieprawda. Ale gdy wziąłem do ręki kalendarz, zrozumiałem, że żona ma rację. Uznałem, że muszę dzieciom — a dziś mam ich troje — dać coś od siebie. Ponieważ próba ich wychowywania w weekendy skończyłaby się katastrofą, wpadłem na pomysł napisania książki, w której przekażę mój system wartości, całą wiedzę o życiu jako wskazówki dla moich dzieci do kierowania przez nie własnym losem — opowiada Dariusz Chwiejczak.

Przez pięćset dni codziennie wstawał o piątej rano, by przez dwie godziny pisać. Gdy skończył powieść, poprosił o opinię redaktorkę PWN i pasjonatkę literatury, a prywatnie — jego ciotkę. Po przeczytaniu stwierdziła: „Nie musisz się jej wstydzić, możesz wydawać”. Dodała jednak, że zakończenie jest niewiarygodne. Autor po dwóch tygodniach napisał lepsze. W 2004 r. książka „Czarodzieje mogą wszystko” była gotowa. To opowieść o przygodach małej dziewczynki Su, która musiała zmienić szkołę. Pierwowzorem bohaterki jest najstarsza córka państwa Chwiejczaków Zuzanna, która w czasie pisania książki zmieniała szkołę. Historie, jakie opowiadała rodzicom, zostały wplecione w powieść.

— Pisaliśmy w pewnym sensie wspólnie — Zuzanka miała wtedy 12 lat, a mój syn Mateusz — siedem. Dzieci bardzo się identyfikowały z „Czarodziejami”. Co ciekawe, dziś znakomita większość czytelników to osoby dorosłe, choć powieść pisana była z myślą o młodzieży — opowiada Dariusz Chwiejczak. Jaką życiową filozofię zawarł w książce menedżer IT? — Po pierwsze, musimy uwierzyć we własne siły i wiedzieć, czego chcemy. Bo gdy nie wiemy, do którego portu płyniemy, to jak mamy tam dotrzeć? Po drugie, angażujmy emocje — to one sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi, ale też mają kapitalne znaczenie dla skuteczności. Nie wolno też zapominać o systematyczności i przede wszystkim o działaniu — wykłada Dariusz Chwiejczak. Dodaje też, że uśmiech czyni cuda!

Na dmuchanym papierze

Rękopis książki wysłał do dużego wydawnictwa. W odpowiedzi dostał miażdżącą opinię. Był zaskoczony, bo historia wzbudziła pozytywne emocje znajomych, którzy otrzymali ją do pilotażowego zrecenzowania. Nie złożył jednak broni. Powierzył zilustrowanie książki Dariuszowi Twardochowi, który nadał jej dodatkowy wymiar artystyczny. Nie szukał kolejnego wydawnictwa skłonnego zainwestować w przygody Su, tylko założył własne „Wydawnictwo DC” (zamknął je po wydaniu tej jednej powieści). Korzystając z doświadczeń poligraficznych wyniesionych z pracy dla Apple Computer, sam przygotował wydanie. Wspólnie z żoną postanowili, że książka ma być pięknym prezentem. Wkrótce światło dzienne ujrzał pierwszy nakład: 3 tys. egzemplarzy. W twardej oprawie, na ciepłym kremowym papierze, „dmuchanym”, czyli specjalnie napowietrzonym, by kartki nie były zimne, gdy się je przewraca. Około pół tysiąca książek autor rozdał przyjaciołom i znajomym.

— Z czasem zaczęły przychodzić zamówienia z rynku. Większość na więcej niż jeden egzemplarz, rekordziści zamawiali nawet po 20, by rozdać przyjaciołom. Wkrótce rozszedł się cały nakład. Wtedy nawiązałem współpracę z Wydawnictwem Galaktyka, publikującym najlepsze tytuły z dziedziny rozwoju osobistego.

Podpisaliśmy umowę i nakład został wznowiony. Tuż przedtem postanowiłem się podzielić przygodami Su z dużą grupą czytelników i opublikowałem je w internecie do bezpłatnego pobierania. Okazało się, że — paradoksalnie — zwiększyło to sprzedaż. „Czarodzieje” doczekali się już piątego wydania — opowiada Dariusz Chwiejczak.

Przygoda z pisarstwem przyniosła mu wiele dobrych zdarzeń. Otrzymał setki wzruszających komentarzy — jego ulubiony to: „Pana książka jest na swój sposób poradnikiem, jak stawać się lepszym człowiekiem. Czytająca ją osoba przepełnia się dobrymi emocjami. […] Teraz jestem szczęśliwsza, słucham ludzi i cieszę się każdą chwilą!”. Wielu dziękowało za historię Su, która pomogła im nabrać wiatru w żagle, gdy znaleźli się na życiowym zakręcie.

— Dla każdego takiego komentarza warto było wstawać przez te pięćset dni o piątej — uśmiecha się Dariusz Chwiejczak.

Czy będzie ciąg dalszy? Autor ma pomysł na kolejną książkę, ale zupełnie inną. — Tym razem opowiem, jak żyć zdrowo i być na pełnych obrotach przez całe życie. Od lat pasjonuje mnie ten temat. Czytam mnóstwo książek, biorę udział w szkoleniach i seminariach. Właśnie założyłem stronę internetową jestem-zdrowy.pl, na której chcę się podzielić tą wiedzą — opowiada autor „Czarodziejów”. Prowadził już nawet zajęcia z tej dziedziny.

Od remontu do remontu

Dla dzieci Dariusza Chwiejczaka książka „Czarodzieje mogą wszystko” stała się integralną częścią życia. Ale w znaczniej mierze ukształtowała je inna pasja — tym razem obojga rodziców: polskie dwory i pałace. A właściwie jeden — w podwarszawskim Zdunowie, którego ruiny Chwiejczakowie kupili w 2005 r. Kosztował 2 mln zł. Jak twierdzą, pałac sam ich znalazł. Wcześniej przez wiele lat co weekend odwiedzali dawne siedziby polskiego ziemiaństwa. Zobaczyli ich setki. Większość opuszczona i w chwytającym za serce stanie — z zapadniętymi dachami i stropami, a nawet drzewami rosnącymi w środku. Pewnego dnia doszli do wniosku, że chcą jeden uratować. Dwa tygodnie później Małgorzata Chwiejczak znalazła w prasie ogłoszenie o sprzedaży pałacu w Zdunowie.

— Bez słowa odstawiliśmy niedopitą kawę i pojechaliśmy do Zdunowa. Obiektem interesował się również szwedzki fundusz inwestycyjny, więc pozornie nie mieliśmy szans. Ale przydało się moje doświadczenie w biznesie i prowadzeniu negocjacji. Wygraliśmy elastycznością, szybkością transakcji, nienarzekaniem na sąsiadujące ruiny PGR-owskich zabudowań. Szczęśliwi i pełni entuzjazmu kupiliśmy ten pałac — bez biznesplanu, ale z planem przywrócenia mu dawnej świetności. Koszt remontu znacznie przerósł nasze przypuszczenia — mówi Dariusz Chwiejczak. Dodaje, że gdyby wiedział, co go czeka, nie zdecydowałby się na takie szaleństwo. Ale jednocześnie nie żałuje ani chwili poświęconej pałacowi.

— Tu moje dzieci ukształtowały charaktery. Doprowadzenie remontu do końca nauczyło nas pokory, cierpliwości, systematyczności, umiejętności komunikowania się z innymi, szacunku do pracy i przede wszystkim do ludzi. To bezcenne doświadczenia — opowiada biznesmen. Za rewitalizację pałacu w Zdunowie państwo Chwiejczakowie otrzymali w 2009 r. nagrodę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Duch miejsca

Remont stuletniej posiadłości ciągnął się przez pięć lat. Przydała się wiedza i doświadczenie Małgorzaty Chwiejczak, która jest architektem krajobrazu i wnętrz.

— Wcześniej wielokrotnie przeprowadzaliśmy się, kupując i remontując stare mieszkania i domy. To był dla nas tylko kolejny remont. Aczkolwiek skala przedsięwzięcia nas zaskoczyła — przyznaje Dariusz Chwiejczak. Ekipę remontową przejęli po poprzednim właścicielu. Szczęśliwie, bo jej szef okazał się współczesnym Leonardem da Vincim budownictwa.

— Wykonał dla nas praktycznie wszystko — wyburzanie ścian, kładzenie elewacji, instalacje i kotłownię, a nawet prace drogowe, sztukaterie i intarsje w podłogach z dbałością o najmniejszy detal — chwali Dariusz Chwiejczak.

Gdy pałac odzyskał blask, Chwiejczakowie zaczęli rozwijać w nim biznes: szkolenia i spotkania firmowe, wydarzenia rodzinne, pikniki, koncerty i wesela. Przez rok odbywały się w Zdunowie „Pałacowe Spotkania Artystyczne” z udziałem czołowych postaci polskiej sceny. Kręcono tu serial „Rezydencja” produkcji TVP. Rezultat? Pałac otrzymał wiele nagród za znakomitą kuchnię, prestiżowe wyróżnienie „Bridelle” za najpiękniejsze wesele 2015 r., a także rekomendację Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych.

— Wesela są dziś filarem naszego biznesu. Przez siedem lat zrobiliśmy ich ponad dwieście, mieliśmy wielu zagranicznych gości, a opinie nawet najbardziej wymagających są fantastyczne — twierdzi Dariusz Chwiejczak. Największe wyzwania w takim przedsięwzięciu?

— Przywrócenie ducha miejsca. Oprócz dbałości o szczegóły, zabytkowe oświetlenie, meble i dekoracje, konieczna była dbałość o kolorystykę, przyrodę, zapach, a nawet muzykę. Ale równie ważne są życzliwe relacje, szanowanie ludzi i uśmiech na co dzień — to kolejne puzzle, niezbędne do stworzenia przyjaznego ducha miejsca — przekonuje biznesmen. Rodzina nie mieszkała w pałacu zbyt długo, bo rozwijający się biznes nie pozwalał zachować prywatności. Mimo odwiedzających park sarenek i zajęcy po roku spędzonym w Zdunowie wrócili na warszawski Żoliborz Oficerski, gdzie wcześniej mieszkali przez 10 lat. Czy wciąż poświęcają weekendy na zwiedzanie dworów i pałaców?

— Nie! Ten etap mamy już za sobą. Weekendy poświęcamy dzieciom, a zwłaszcza ośmioletniemu Antosiowi — uśmiecha się Dariusz Chwiejczak. Pałacem kieruje już 25-letnia Zuzanna Chwiejczak, która w tym roku ukończyła zarządzanie na SGH. Rodzice wspierają ją radami. &

Młodsze pokolenie. Dariusz Chwiejczak z córką Zuzanną, która przejęła stery rodzinnego biznesu — dziś to ona kieruje pałacem w Zdunowie.

Życie z pasją. Pisarstwo to niejedyne hobby Dariusza Chwiejczaka — w 2009 r. menedżer i jego żona Małgorzata otrzymali nagrodę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rewitalizację pałacu w podwarszawskim Zdunowie. W stuletniej posiadłości rozwnięli biznes, głównie przyjęcia weselne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Czarodzieje kupują pałace