Czas na konkrety

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-10-10 00:00

Dzisiaj w Wilnie rozpoczyna się dwudniowy prezydencki szczyt energetyczny, będący kontynuacją spotkania w nieco węższym gronie 11-12 maja na Wawelu. Jak zwykle przy takich okazjach naturalne jest pytanie — czy wizje polityków dają się przełożyć na konkrety technologiczne i finansowe, zwłaszcza gdy nie są oparte na biznes- planie, a jedynie na chciejstwie.

Akademickim przykładem jest polsko-litewska rozbieżność interesów gospodarczych w kwestii nośnego politycznie tzw. mostu energetycznego. Traktowanie tej inwestycji jako integralnej całości z nową, bezpieczną elektrownią atomową w Ignalinie jest tzw. oczywistą oczywistością. Przynajmniej taki zdecydowany warunek stawiały Polskie Sieci Elektroenergetyczne i jakoś nie słychać, aby zrezygnowała z niego Polska Grupa Energetyczna. Żeby nam się w ogóle opłacało wchodzić w budowę Ignaliny 2, Polska musi uzyskać gwarancję otrzymywania co najmniej 1200 MW atomowej mocy. Tej gwarancji nie zastąpią uściski prezydentów Valdasa Adamkusa i Lecha Kaczyńskiego. A na razie zgoda panuje wyłącznie co do trasy — most spiąłby systemy obu państw między Ełkiem a litewskim Alitusem (polska nazwa — Olita).

Wileński szczyt ma bogaty program dyskusyjny, ale najważniejszym tematem ma być inne przedsięwzięcie, w warstwie słownej znacznie starsze od mostu energetycznego — legendarna rura z ukraińskich Brodów do Płocka. Od początku problemem tego ropociągu jest brak... ropy. Dzisiaj wiadomo tyle, że Azerbejdżan wchodzi, natomiast Kazachstan — na warunkach dyktowanych przez Polskę, czyli z ominięciem Rosji — nigdy w życiu. Notabene ropociąg w pewnym sensie jest zawansowany słabiej od mostu, bo nawet jego trasa pozostaje nieznana — przypuszczalnie największy odcinek przypadłby na Ukrainę, a do Polski rura weszłaby dopiero przy styku granic obu państw z Białorusią. Pierwszym z tytułowych konkretów byłoby zawiązanie konsorcjum Nowa Sarmatia do realizacji idei transportu kaspijskiej ropy. Miejmy nadzieję, że przynajmniej taki będzie dorobek wileńskiego szczytu.

Jacek Zalewski