Vistula analizuje możliwość wprowadzenia na rynek nowych marek. Na pewno nie chodzi o garnitury...
Nawet do końca kwietnia inwestorzy giełdowi mogą poczekać na nową strategię Vistuli, giełdowego producenta odzieży.
— Rada nadzorcza jeszcze nie zaopiniowała planów zarządu. Są one w trakcie opracowywania. Chcemy zakończyć prace do kwietnia — mówi Bogdan Benczak, szef rady nadzorczej spółki.
Pierwsze informacje na temat planów, które mają dotyczyć lat 2005-07, już są. Nie jest wykluczone, że spółka rozszerzy ofertę i wprowadzi nową markę, pod którą będzie sprzedawała odzież mniej formalną niż sztandarowy produkt, czyli garnitury.
— Analizujemy w tej chwili kilka ofert. Porównujemy je i zastanawiamy się, którą wybrać — mówi Mateusz Żmijewski, członek zarządu Vistuli.
Nowe sklepy — najpierw jeden, dwa testowe — mogą zostać otworzone już w kwietniu, a przypadku opóźnień — po wakacjach.
— Jeśli produkt dobrze przyjmie się na rynku, to na szeroką skalę zaczniemy go rozkręcać w 2006 r. — dodaje Mateusz Żmijewski.
Odzieżowa spółka cały czas będzie też rozbudowywać własną sieć sprzedaży (do 2007 r. liczba placówek ma wzrosnąć z 38 obecnie do 70). To jeden z podstawowych elementów przygotowywanej strategii. Polski rynek może też okazać się nasycony, co będzie oznaczało konieczność szerszego wyjścia poza granice.
W ubiegłym roku Vistula zarobiła netto około 20 mln zł (4 zł na akcję) przy 120 mln zł przychodów. Będzie dywidenda?
— Do czasu opracowania strategii, trudno odpowiedzieć na pytanie, czy i w jakiej skali ubiegłoroczny zysk zostanie podzielony między akcjonariuszy. Te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane — mówi Bogdan Benczak.
Z tą opinią zgadza się Mateusz Żmijewski.
Kilka tygodni temu na łamach „PB” Michał Wójcik, prezes Vistuli, zapowiedział, że w tym roku spółka może powtórzyć ubiegłoroczny zysk. Oznacza to jego poprawę, bowiem część wyniku z 2004 r. firma zawdzięcza jednorazowym zdarzeniom finansowym.