Czas na naukę Polskiego Ładu

opublikowano: 17-11-2021, 20:00

Rządowe Centrum Legislacji najpóźniej w czwartek, 25 listopada, opublikuje w Dzienniku Ustaw ogromne zmiany podatkowe objęte tzw. Polskim Ładem (PŁ).

Ukończona 29 października największa w dziejach III RP nowelizacja ustaw o PIT (wersja pierwotna pochodzi z 1991 r.) oraz o CIT (z 1992 r.), a także 24 innych powiązanych obejmuje aż… 276 stron, zatem obróbka publikacyjna nawet w trybie elektronicznym zajmuje trochę czasu. Realnie można się jednak spodziewać ogłoszenia wcześniej, może nawet przed weekendem lub tuż po niedzieli. Większość przepisów wchodzi w życie 1 stycznia 2022 r., zatem publikacyjne vacatio legis wyniesie sześć tygodni.

Niezależnie od treści pakietu PŁ władcy czują się całkowicie rozgrzeszeni kalendarzowo. Powołują się na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (TK), i to z lat 2002-14, czyli z okresu sprzed jego przechwycenia przez tzw. dobrą zmianę i obsadzenia na czele Julii Przyłębskiej. Dawne składy TK wypracowały zasadę, że przy zmianach w podatkach dochodowych rozliczanych rocznie, a także gdy nowe przepisy są niekorzystne dla podatników – konieczne jest vacatio legis co najmniej miesięczne. Ogłoszenie lada dzień pakietu PŁ spełni ten warunek, dlatego PiS nie ma sobie nic do zarzucenia. Opinie zdecydowanie inne wyrażają podatkowi eksperci, a przede wszystkim przedsiębiorcy. Żeby praktycy realnie mogli wgryźć się w obszerne przepisy i rozpoznać wszystkie ukryte w nich zasadzki, vacatio legis powinno wynosić co najmniej kwartał, a najlepiej pół roku – taki standard obowiązuje np. w Zjednoczonym Królestwie. U nas niegdyś zgłaszano postulat, by sztywny okres ochronny znalazł się w podatkowym art. 217 Konstytucji RP, ale w 1997 r. przyjęto jego wersję ogólnikową, zaś później nowelizacja stała się już niewyobrażalna, ponieważ byłaby bardzo niewygodna dla każdego rządu.

Rada Przedsiębiorczości, skupiająca dziewiątkę głównych organizacji biznesowych, naiwnie apelowała do prezydenta o podatkowe weto. Był to naturalny obowiązek instytucjonalnej reprezentacji przedsiębiorców, ale przecież sami sygnatariusze nie wierzyli w jego skuteczność. Andrzej Duda niby „analizował” – cudzysłów jest bardzo zasadny – pakiet PŁ dwa tygodnie, ale jego podpis od początku był oczywistością. Notabene ostateczna wersja podatkowej rewolucji, po odrzuceniu przez Sejm większości poprawek Senatu, znana była od 30 października, zatem faktyczne vacatio legis pakietu jest dłuższe od publikacyjnego, bo dwumiesięczne. To również za krótko, ale zapobiegliwi menedżerowie i przedsiębiorcy nie czekali na podpis i Dziennik Ustaw, lecz rozpoczęli naukę.

Pakiet podatkowy sprzyja słabiej zarabiającym pracobiorcom oraz pobierającym świadczenia społeczne, natomiast uderza w menedżerów i przedsiębiorców. Fot. PŁ

Bez względu na zaklęcia i obietnice rządu od nowego roku pogorszą się warunki funkcjonowania większości polskich przedsiębiorstw. Wzrosną koszty prowadzenia działalności gospodarczej, dojdą całkiem nowe obowiązki związane z rozliczaniem podatków oraz opłacaniem składek na ubezpieczenie zdrowotne. Biznes czekają problemy oraz koszty związane z przystosowaniem się do nowych przepisów. Ogromna odpowiedzialność spoczywa w firmach na pionach czy osobach odpowiedzialnych za prawidłowe rozliczenia ze skarbówką oraz ZUS. Zwłaszcza że wiele przepisów budzi wątpliwości interpretacyjne, są one bardzo skomplikowane i nieprecyzyjne. Przedsiębiorcy są rozgoryczeni, że pakiet podatkowy PŁ przeforsowany został przez PiS bez szacunku i uwagi dla ich zastrzeżeń i konkretnych postulatów. Marna pociecha, że pilna nowelizacja nowelizacji podatkowych ustaw już teraz jest nieuchronna. Władcy skwitują ją jak zawsze lekceważąco: oj tam, oj tam, błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane