Czas na otwarcie granic na rynku e-commerce

Karolina Dubiel, adwokat, kancelaria Axelo
opublikowano: 13-11-2018, 22:00

Niebawem, bo już 3 grudnia, w biznesie elektronicznym zacznie obowiązywać zakaz blokowania geograficznego, mający obecnie postać dyskryminacji, polegającej na ograniczaniu dostępu do towarów i usług ze względu na miejsce zamieszkania bądź na narzuceniu nabywcom i usługobiorcom odmiennych treści zawieranych umów.

Wszystko głównie za przyczyną Rozporządzenia Parlamentu i Rady (UE) 2018/302 z 28 lutego 2018 r., które weszło w życie w marcu.

Nowa regulacja będzie miała zastosowanie do transakcji transgranicznych. Akt prawny nie będzie stosowany do sytuacji czysto wewnątrzkrajowych, gdy wszystkie istotne elementy transakcji będą miały miejsce w obrębie jednego państwa członkowskiego. Warto wspomnieć, że geoblokowanie o którym mowa, dotyczy sytuacji, gdy sklep internetowy pozyskuje informacje o fizycznej lokalizacji klienta np. na podstawie adresu IP komputera, wyboru języka na stronie sklepu, adresu (kodu pocztowego) podanego przez klienta do celów dostawy, czy państwa, w którym wydano jego kartę kredytową lub w którym posiada rachunek płatniczy. Powyższemu podlegać będą zarówno transakcje zawierane na linii przedsiębiorca — konsument, jak i te między samymi przedsiębiorcami zamieszkałymi lub prowadzącymi działalność gospodarczą na terenie UE. W praktyce oznaczać ma to dostęp do tych samych towarów i te same ceny — zarówno w przypadku małych dostawców, jak i potężnych handlowców, prowadzących największe na świecie sklepy internetowe. Podmioty te będą miały bowiem obowiązek równego traktowania wszystkich klientów państw członkowskich.

Zakaz geoblokowania w handlu internetowym oznacza, że również Polacy będą mogli korzystać ze wszystkich sklepów i nie będą narażeni na niekorzystne różnice w cenach. Nierzadko polskim klientom zdarzały się sytuacje, że chcąc kupić produkt np. w niemieckim lub brytyjskim sklepie internetowym — bo jest taniej — byli oni przekierowywani np. do polskiego odpowiednika, w którym promocji już nie było. Wtedy albo tracili możliwość korzystania z usług, albo mogli to robić, ale na innych warunkach lub za inną (najpewniej wyższą) cenę. Zakaz ten nie dotyczy póki co zakupu z serwisów online: muzyki, filmów, gier, które są chronione prawem autorskim, a także usług finansowych czy transportowych. W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę także na zwolenników geoblokowania, którymi są właśnie autorzy i właściciele praw autorskich. Ich zdaniem bowiem geoblokowanie chroni przed piractwem i nadmiernym wzrostem cen. À propos cen: jak niektórzy prorokują w mediach, poprzez zniesienie geoblokowania ceny w Polsce też mogą podskoczyć do poziomu tych ze strefy euro, co de facto będzie oznaczało dwukrotny wzrost kosztów dla odbiorcy.

Nie ma wątpliwości, że omawiana zmiana będzie dużym wyzwanie dla sklepów internetowych w całej UE. Również dlatego, że — zgodnie z komunikatem Parlamentu Europejskiego — ponad 60 proc. z nich korzysta z geoblokowania. Problem ten wydaje się być istotnym i to nie tylko z punktu widzenia interesów internautów. W chwili, gdy jako Europejczycy tak znacząco oddalamy się od siebie, każda próba zjednoczenia — pod warunkiem, że przemyślana — wydaje się działać na nasza korzyść.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Dubiel, adwokat, kancelaria Axelo

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Czas na otwarcie granic na rynku e-commerce