
Tradycje przedsiębiorczości w rodzinie Ptaszków sięgają sześciu pokoleń. Nestor rodu, młynarz Jan Ptaszek, w latach 30. XX w. pracował u hrabiego Zamoyskiego w Podzamczu (Mazowsze), gdzie postawił nowoczesny młyn z silnikiem Diesla. Robił tak dobrą mąkę, że rolnicy w promieniu 30 km przyjeżdżali, żeby tam zmielić zboże.
– Komuna wszystko zmarnowała. Po wojnie pradziadek musiał zaczynać biznes od zera – mówi Jarosław Ptaszek, założyciel JMP Flowers.
Być orłem lub wróbelkiem

Jan Ptaszek kupił hektar nieużytków w pobliskiej Stężycy, postawił kilka inspektów i założył sad. W latach 50. z synem Józefem zbudowali dwa tunele. Uprawiali w nich pomidory i kwiaty – chryzantemy i modne wówczas goździki. W latach 60. powstała pierwsza szklarnia.

– Kiedy miałem 12 lat, dziadek Józef mówił do mnie: „wnuczku, nazywasz się Ptaszek i od ciebie zależy, czy w życiu będziesz orłem czy wróbelkiem”. Duch przedsiębiorczości jest w naszej rodzinie od pokoleń: wiedza, doświadczenie, szacunek dla pracowników, ciągła dbałość o rozwój. Moja żona Maria też jest przedsiębiorcza, jej rodzice to jedni z największych i najlepszych rolników w naszej gminie. Jest współautorką sukcesu firmy. Dzieci – Agnieszka, Michał i Jacek – to piąte pokolenie biznesowe. Każde jest inne, mają świetną wiedzę, uzupełniają się – opowiada Jarosław Ptaszek.

JMP Flowers działa od przeszło 40 lat. Na 5,65 ha uprawia się tu ponad 70 odmian róż, na 2,7 ha 70 odmian anturium i na 10 ha 200 odmian orchidei. Firma eksportuje kwiaty do 26 krajów i osiąga ponad 250 mln zł przychodów. Zatrudnia 450 osób dziewięciu narodowości. Historia JMP Flowers obrazuje udaną sukcesję, rozwój technologiczny i zaangażowanie w sprawy lokalnej społeczności.
Słyszeć, widzieć, czuć

Michał Ptaszek, członek zarządu JMP Flowers odpowiedzialny za strategię i rozwój, uważa, że we współczesnym, bardzo dynamicznym i niepewnym świecie szczególnie potrzeba ludzi odważnych, potrafiących podważać status quo i zadawać trudne pytania.
– Sposób myślenia jest jak rusztowanie. Im więcej elementów się na niego składa, tym szerszą mamy bazę i perspektywę patrzenia, również w poszukiwaniu analogii, które przekładają się na innowacje, np. biznesowe – dodaje Jacek Ptaszek, członek zarządu JMP Flowers, menedżer pionu operacyjnego.
Wskazuje, że im więcej rzeczy robimy, tym więcej umiemy.
– Architektura i sztuka uczą harmonii kształtów i barw, co jest przydatne w projektowaniu przedmiotów. Teologia, filozofia i prawo pomagają podejmować słuszne decyzje i uczą myślenia o skutkach naszych działań. Historia pozwala odnajdywać wzorce zachowań jednostek i społeczeństw, co ułatwia prognozowanie – wymienia Jacek Ptaszek.

Pasjonuje się muzyką klasyczną. Regularnie jeździ na festiwale operowe. Kiedy studiował w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, kilka razy w roku organizował studenckie wyjścia do opery – nawet na 140 osób. Obliczyli, że jeśli studenci kupowali bilet grupowy, płacili taniej niż za bilety do kina.
– Porusza mnie muzyka z „Eugeniusza Oniegina” Czajkowskiego, „Toski” Pucciniego, „Parsifala” Wagnera… To te same partytury od ponad 200 lat, jednak za każdym razem reżyserzy i scenografowie starają się odkryć te sztuki na nowo. Ekscytujące, że można zobaczyć coś znanego w całkowicie nowym ujęciu. To pozostawia pole do zaskoczeń – uważa menedżer.
Radość życia i integracja

Agnieszka Ptaszek-Kwolek, członek zarządu JMP Flowers odpowiedzialna za sprzedaż i marketing, ładuje akumulatory, spędzając czas z rodziną.
– Jestem mamą trójki dzieci w wieku czterech lat, dwóch i pół roku i ośmiu miesięcy. Cieszą mnie najmniejsze rzeczy: wspólne śniadania, robienie naleśników, chodzenie na lody, czytanie bajek, weekendowe wypady, śpiewanie w samochodzie, bawienie się w Psi Patrol, codzienne rytuały łaskotania i przytulania. Fundamentem relacji z mężem jest dawanie sobie przestrzeni. Kamil jest aktywnym zawodowo lekarzem i startupowcem: rozwija spółkę Mskaid, która wykorzystuje sztuczną inteligencję w automatyzacji diagnostyki radiologicznej układu mięśniowo-szkieletowego. Jest doktorantem, sportowcem, ma wiele pasji – opowiada menedżerka.
Wspomina, że rodzice zabierali ją i braci wszędzie, gdzie się dało, dzięki czemu dzieci wiele się nauczyły, np. szybkiej adaptacji do nowych sytuacji. Agnieszka Ptaszek-Kwolek i jej mąż podobnie wychowują własne dzieci. Starają się im pokazać, że praca może być pasją i źródłem szczęścia. Dzieci towarzyszą im też, gdy angażują się społecznie. Cała rodzina Ptaszków ma na koncie wiele projektów, których beneficjentem jest lokalna społeczność, m.in. stworzenie English Club z Fundacją BNP Paribas dla dzieci ze Stężycy czy zaangażowanie w budowę kompleksu wypoczynkowo-rekreacyjnego Wyspa Wisła.
– Osiem lat temu stałam na mostku na Wyspie Wisła i patrzyłam, jak mój brat Michał przepływa kolejny kilometr. Zainspirowałam się tym widokiem i wpadłam na pomysł zorganizowania triathlonu. Zaprosiłam znajomych, przygotowaliśmy trzy dyscypliny i wystartowaliśmy. Odtąd regularnie, całą rodziną organizujemy Międzynarodowy Triathlon Stężycki im. Gustava Mahlera. To dla nas okazja, by wspólnie robić coś wartościowego i poznawać ludzi dzielących z nami pasje. Ważne są też całoroczne przygotowania, podczas których dyskutujemy bez końca – mówi Agnieszka Ptaszek-Kwolek.

W rodzinie Ptaszków czas poświęcony pasjom nigdy nie jest stracony.
– Steve Jobs swoją potęgę zbudował na miłości do liternictwa, kroju czcionek. To one wyróżniały jego produkty na rynku. Nas wyróżnia pasja uczenia się, tworzenia i doskonalenia: siebie, otoczenia, produktów. Kwiaty i rośliny są piękne i unikalne. Uczą troski, wrażliwości i cieszenia się chwilą. Beata Tyszkiewicz powiedziała kiedyś, że kwiaty są jak poranna kawa czy przedstawienie teatralne – może być ich wiele, lecz każde jest inne. Poza tym uczą nas doceniać to, co tu i teraz, ich ulotność jest darem. To szczególnie ważne w pandemii, kiedy kupowanie kwiatów jest często jedną z niewielu dostępnym nam radości. Możemy też sprawić ją bliskim, bo nie ma piękniejszego nośnika emocji niż wibrujące życiem i pozytywną energią rośliny. Kwiaty są wyjątkowe, bo żyją z ludźmi w symbiozie – tłumaczy Agnieszka Ptaszek-Kwolek.
Ciekawość świata i mnogość zainteresowań nie jest u Ptaszków przypadkowa – menedżerka uważa, że zostali ukształtowani przez rodziców i edukację.
– Wszyscy chodziliśmy do liceum Batorego w Warszawie. Byłam najstarsza, wcześniej uczęszczałam do wiejskiej podstawówki. Nagle przyjechałam do warszawskiego liceum, które było w pierwszej trójce w Polsce. Kiedy przyszłam na przystanek autobusowy, nie wiedziałam, jak się korzysta z rozkładu jazdy. Dla innych zmiana szkoły wiązała się ze zmianą tramwaju. Dla mnie to był duży skok adaptacyjny. Po maturze wybraliśmy SGH, każde z nas studiowało też za granicą. Mamy znajomych z całego świata – wspomina Agnieszka Ptaszek-Kwolek.
Poczucie sensu: wolność i odpowiedzialność

Michał Ptaszek przyznaje, że kręci go surfing na Oceanie Atlantyckim – od wielu lat żegluje. Woda uczy pokory, determinacji w działaniu i sprawnego podejmowania decyzji, co się przekłada na biznes.
– Lubię też grać na gitarze, w poprzednim roku ćwiczyłem tańce latynoamerykańskie. Ostatnio zabrałem się za gotowanie. Wybieram niekonwencjonalne podróże – z plecakiem, autostopem, w dalekich zakątkach globu, gdzie poznaję nowych ludzi. Jestem ciekawy ich podglądów, punktu widzenia. Od wielu lat interesuję się uczeniem maszynowym i szeroko pojętą data science. Fascynuje mnie, jak pięknie można zakląć rzeczywistość we wzory i modele matematyczne. Bardzo dużo czytam o biotechnologii, która jest informatyką XXI w. – wymienia zainteresowania Michał Ptaszek.
Podkreśla, że on i jego rodzeństwo od dzieciństwa lubią się uczyć nowych rzeczy, wymyślać, łączyć wiedzę z różnych dziedzin, dzięki czemu rodzą się pomysły. To, że interesuje ich tak wiele, zawdzięczają odważnym i ciekawym świata rodzicom.
– Kiedy miałem siedem lat, tata zabierał mnie dużym fiatem do Holandii. Jechaliśmy kupować sadzonki i nowe rozwiązania technologiczne. Wtedy nie było GPS-ów, więc czytałem mu mapę. Gdy miałem osiem lat, babcia, która prowadziła kwiaciarnię w Dęblinie, podarowała mi pierwszego storczyka. W szklarni rodziców miałem wydzieloną małą część, gdzie mogłem uprawiać własne rośliny. Moja kolekcja się rozrastała, a pasja do uprawy kwiatów z każdym dniem rosła – wspomina menedżer.

Dla Michała Ptaszka ważna jest też ewangelicka duchowość: z jednej strony wolność, z drugiej ogromna odpowiedzialność.
– Kościół Ewangelicko-Reformowany, do którego należę, jest bardzo wspierającą i rodzinną wspólnotą. Przypomina raczej klub dyskusyjny niż feudalną strukturę. Ewangelicy bardzo duży nacisk kładą na rzetelną, solidną i systematyczną pracę. Jej celem nie jest zysk, lecz budowanie lepszego jutra. Podkreślana jest kwestia etyki i moralnych podstaw biznesu. Umiejętność wczuwania się w punkt widzenia innego człowieka, przebaczania i nadstawiania drugiego policzka, lecz także czerpanie radości z dawania. Ewangelicy wierzą, że zaufanie jest podstawą budowania więzi nie tylko społecznych, lecz także ekonomicznych. Wierzymy, że Bóg powierzył nam świat, byśmy o niego dbali i czynili go lepszym – deklaruje menedżer.
Uważa, zgodnie z protestanckim etosem pracy, że gromadzenie fortuny nie jest złe, jeśli bogactwo nie jest przeznaczone na luksusową konsumpcję, prywatne przyjemności czy nieróbstwo.
Moja mała ojczyzna

Odpowiedzialność społeczna łączy wszystkie pokolenia rodziny Ptaszków.
– Ponad 20 lat temu wybudowaliśmy orlik w Stężycy, jeden z pierwszych w województwie. Potem boisko sportowe do tenisa, siatkówki i koszykówki. Wspólnymi siłami odbudowaliśmy stadion. Wraz z Towarzystwem Przyjaciół Stężycy, którego prezesem jestem już trzecią kadencję, stworzyliśmy ośrodek Wyspa Wisła – zainwestowaliśmy w niego ponad 20 mln zł. To kąpielisko, 3 km ścieżek rowerowych i 10 km spacerowych na kilku hektarach. Stężyca to nasza mała ojczyzna – podkreśla Jarosław Ptaszek.
Dla seniora rodu bardzo ważna jest także ekologia i ochrona środowiska.
– Aktualnie zwracam uwagę wiceministra ds. infrastruktury na prawo wodne, by w Polsce mogły powstać instalacje ATES do magazynowania energii cieplnej w warstwach wodonośnych latem, w celu wykorzystania jej do ogrzewania budynków zimą. W taki sposób – bez gazu, bez węgla – są ogrzewane i chłodzone budynki na całym świecie: uczelnie, akademiki, lotniska. Tylko w Holandii jest ponad 20 tys. takich instalacji. Jedna trzecia prądu jest wytwarzana na farmach wiatrowych, fotowoltaicznych. Gdybyśmy mieli w Polsce podobną liczbę instalacji, moglibyśmy zaoszczędzić tyle energii elektrycznej, ile będą produkowały dwie projektowane elektrownie atomowe. To miałoby ogromne znaczenie dla ochrony środowiska – przekonuje Jarosław Ptaszek.
Najbardziej jednak zajmują go rodzina, firma i kwiaty. Żyje w sposób pełny, bo – jak mówi – wtedy otwierają się umysły i serca.
