Windykować czy sprzedać dług? Odpowiedź na to pytanie zależy przede wszystkim od strategii i sytuacji finansowej wierzyciela.
Polskie firmy przekazują do windykacji zewnętrznym specjalistom większość wierzytelności, których spłacenia nie są w stanie wyegzekwować samodzielnie. Zaledwie 20 proc. długów podlega sprzedaży. Prawdopodobnie jednak z czasem te proporcje ulegną zmianie i wzrośnie współczynnik sprzedaży długów. Już teraz przybywa transakcji sprzedaży dużych pakietów wierzytelności i rośnie wartość pojedynczej transakcji.
Mało popularna sprzedaż
— Pakiety, które są najczęściej zbywane przez wierzycieli, to przede wszystkim zobowiązania osób prywatnych. Stabilizuje się także obrót wierzytelnościami biznesowymi — mówi Jakub Giza, ekspert rynku wierzytelności z Biura Informacyjno-Prawnego Akcept.
Szacuje się więc, że w ciągu najbliższych kilku lat zewnętrzne wyspecjalizowane podmioty będą kupowały blisko połowę portfela wierzytelności w Polsce.
— Podobnie jak w wielu innych krajach Europy, znaczenie transakcji kupna czy sprzedaży wierzytelności z roku na rok będzie u nas rosło w szybkim tempie — twierdzi Grzegorz Dmowski, prezes spółki Intrum Iustitia.
Firmom windykacyjnym najczęściej przekazywane są „młode” wierzytelności.
— Prym wśród zleceniodawców wiodą firmy telekomunikacyjne, które najczęściej powierzają obsługę swoich wierzytelności średnio na 3 miesiące. Ponadto zewnętrznym windykatorom przekazywane są pakiety o dużej ilości długów, a jednocześnie małej wartości. Tymczasem „stare” długi zazwyczaj się sprzedaje — mówi Piotr Kwiatkowski, zastępca dyrektora działu usług prawnych Grupy Prawno-Finansowej Causa.
Transakcje sprzedaży są zwykle poprzedzone zarówno wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi działaniami windykacyjnymi. Natomiast podjęcie decyzji, czy windykować dalej, czy sprzedać dług, wiąże się z dokonaniem wyboru między wariantami, z których każdy ma zarówno zalety, jak i wady.
— Sprzedaż zapewnia szybkie upłynnienie własnych należności. Windykacja jest zaś procesem długotrwałym, ale i dużo mniej kosztownym. Kwota, którą wierzyciel uzyskuje ze sprzedaży należności, jest zawsze niższa od otrzymywanej w przypadku pomyślnej windykacji. Dodatkowym kosztem dla wierzyciela w przypadku sprzedaży wierzytelności warunkowej, np. z odroczonym terminem płatności, jest zabezpieczenie transakcji. Decyzja, czy sprzedać należność, czy zlecić jej windykację, zależy od tego, jaki cel chce osiągnąć wierzyciel. Jeżeli zależy mu na jak najszybszym uzyskaniu pieniędzy, powinien maksymalnie obniżyć cenę i szybko odzyskać środki zamrożone w postaci należności — tłumaczy Jakub Giza.
Prawo szkodzi
Przepisy obowiązujące w Polsce to główna bariera rozwoju rynku wierzytelności, zwłaszcza konsumenckich.
— Dotyczy to zarówno ustawy o ochronie danych osobowych, regulacji dotyczących praw konsumenta, jak i przepisów podatkowych. Utrudnieniem jest także interpretacja zapisów o podatku od czynności cywilnoprawnych, nie mówiąc już o kuriozalnej wręcz dyskusji na temat obłożenia obrotu wierzytelnościami podatkiem VAT. Ponadto obrót wierzytelnościami nie jest precyzyjnie sklasyfikowany i często myli się go z faktoringiem — mówi Grzegorz Dmowski.
Z drugiej strony polskie przepisy są sukcesywnie dostosowywane do uregulowań unijnych. W efekcie wiele problemów zostało już rozwiązanych, a sporo przepisów zyskało na przejrzystości.
— Warto tu wymienić choćby ustawę o funduszach inwestycyjnych, ułatwiającą sprzedaż wierzytelności bankom, czy pozytywne opinie Ministerstwa Finansów w sprawie podatku VAT od transakcji kupna i sprzedaży wierzytelności. To wszystko pozwala z optymizmem spoglądać na rozwój tego rynku — uważa Grzegorz Dmowski.
— Do przełamania barier w pewnym stopniu przyczyniło się również ostatnie orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) z 6 czerwca 2005 r., które uchyliło wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, oraz decyzje GIODO, nakazujące jednej z firm windykacyjnych usunięcie z bazy teledresowej danych osobowych dłużnika. NSA stwierdził, że przekazywanie danych osobowych dłużnika w związku ze sprzedażą wierzytelności jest dopuszczalne — wyjaśnia Piotr Kwiatkowski.