
Czechy to obok Wielkiej Brytanii najbardziej sceptyczny wobec strefy euro kraj w Unii Europejskiej. Prezydent Vaclav Klaus zażartował niedawno, że dobrą datą przyjęcia przez Czechy euro będzie 2074 r. Z podobnym dystansem do integracji walutowej podchodzi czeski bank centralny.
— Rok 2074? Hmm… to jeszcze 62 lata. Biorąc pod uwagę to, co zdarzyło się w Europie przez ostatnie 62 lata, nie możemy być nawet pewni, że za tyle lat strefa euro i Czechy będą dalej istnieć — mówi Miroslav Singer, prezes Czeskiego Banku Narodowego (CBN).
Kiedy zatem Czechy mogą przyjąć euro?
— W przewidywalnej przyszłości integracja walutowa nie jest poważnym tematem dla Czech — mówi Miroslav Singer.
Czechy już od połowy lat 90. są przez rynki finansowe wyceniane jako znacznie bardziej wiarygodne niż pozostałe kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Ostatnio są traktowane nawet lepiej niż większość krajów strefy euro. Oprocentowanie pięcioletnich obligacji Czech wynosi 1 proc. Polskie analogiczne papiery mają ponad 4 proc., a węgierskie ponad 6 proc. Nawet będąca w strefie euro Słowacja płaci niecałe 2 proc. odsetek. Skąd ten respekt rynków wobec Czech?
— Jesteśmy z Polakami kulturowo bliscy, ale w kwestiach fiskalnych jesteśmy bardzo różni. Jakby to powiedzieć… Jesteśmy w tym obszarze nieco mniej żądni przygód i mniej odważni niż wy. Tak było już w czasie komunizmu, tak jest też teraz — twierdzi Miroslav Singer.
Dzięki temu Czesi nie boją się kryzysu fiskalnego? — Właśnie o to chodzi, że się boimy. Zawsze się boimy wcześniej niż inni. Taka nasza natura. I całe szczęście, właśnie dlatego płacimy niskie odsetki od długu — mówi szef CBN.
Czytaj cały wywiad w "Pulsie Biznesu".