„Biuletyn Urzędu Patentowego” potrafi być fascynującą lekturą. Publikuje oficjalne informacje o zgłoszonych do ochrony wynalazkach, wzorach użytkowych oraz znakach towarowych. Ostatnie numery przyniosły wiadomości o zgłoszeniu do opatentowania m.in. indykatora rui u samic, genialnego w swej prostocie, bo składającego się z samoprzylepnej płytki pokrytej łatwo ścieralną warstwą. Pewna pani zgłosiła folię przeciwzabrudzeniową do kuchenek — prosta rzecz, a cieszy, bo zamiast szorować codziennie zachlapany piekarnik wystarczy wymienić folię. Ktoś, niewątpliwie artysta malarz, chce opatentować szelki do przenoszenia mokrych płócien, a inny wynalazca pragnie rozwiązać problem energetyczny świata za pomocą silnika spalinowego na tłuszcz zwierzęcy. Czyli na smalec.
Nie chcę wyśmiewać się z domorosłych wynalazców. Przeciwnie — w przeważającej większości są to wynalazki drobne, ale ułatwiające życie, i jako takie zasługują na pochwałę. Tyle że od zgłoszenia do patentu droga daleka. Każdy wynalazek musi przejść badanie — najpierw formalne, gdzie sprawdza się, czy dokumenty towarzyszące zgłoszeniu są kompletne i czytelne. Potem specjaliści badają, czy urządzenie zasługuje na patent — nie może go otrzymać coś, czego powstanie wynika wprost z aktualnego stanu nauki i techniki. Premiowana jest innowacyjność. Wszystko razem, od zgłoszenia do przyznania patentu, trwa w Polsce jakieś sześć lat.
Dla przyspieszenia terminów, usprawnienia obiegu dokumentów i usprawnienia procedury Europejski Urząd Patentowy stworzył tzw. system epoline — wszelkie zgłoszenia można składać drogą elektroniczną. Polska nie pozostaje w tyle i nasz urząd tuż przed sylwestrem wprowadził formularz elektronicznego zgłoszenia. Jest tylko jeden szkopuł — do wdrożenia zapowiadanego dalszego rozszerzania usług online wymagane są zmiany w prawie. A te zależą od parlamentu.
Parlament ma teraz, jak wiadomo, ważniejsze rzeczy na głowie. Ostatnio zajmuje się ustalaniem, który polityk z którym się kłóci i właściwie dlaczego. Rozwiązania techniczne, innowacyjność, konkurencyjność i gospodarka mogą przecież poczekać.