Ich lista wcale nie jest zgodna z numeracją punktów porządku dziennego. W miniony piątek nerwówka przed blokiem głosowań o godzinie 17:00 trwała do ostatniej chwili, pierwsza lista została opublikowana o 15:15, a później o 16:09 skorygowana. Dużą niespodzianką stało się niepoddanie głosowaniu gotowej, bardzo pilnej dla PiS nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (TK). Miałaby ona spowodować, że sparaliżowany organ prezeski/uzurpatorki (takie przeciwstawne wersje upowszechniają dwie skonfliktowane grupy sędziów) Julii Przyłębskiej wreszcie się zbierze i oceni nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym. Werdykt pozytywny dla rządu, czyli negatywny dla prezydenta, miałby odblokować unijne finansowanie Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Wciąż jednak nie wiadomo, jaki rozkaz ostatecznie wyda swojej Suwerennej Polsce (to 20 mandatów) Zbigniew Ziobro, a bez tych głosów ustawa oczywiście skończy w koszu – zatem Jarosław Kaczyński nakazał odczekanie do czerwca. Odłożone zostało także głosowanie nad zmianą Konstytucji RP, które oczywiście zostanie przez PiS przegrane (do uchwalenia potrzeba realnie około 300 głosów), ale ta planowa porażka zostanie odpowiednio sprzedana propagandowo w kampanii wyborczej.
Większość konstytucyjna to szklana góra, natomiast zwyczajną, a także bezwzględną PiS utrzymuje pewnie. Ta druga jest do osiągnięcia trudniejsza, ponieważ głosy wstrzymujące składane są na jednej kupce z przeciwnymi. Właśnie taką Sejm odrzuca uchwały Senatu, zaś w razie remisu utrzymywana jest wersja senacka. W piątek bez problemu odrzucona została niezgoda Senatu na utworzenie politycznego sądu ostatecznego, czyli nadzwyczajnej komisji ds. likwidacji w życiu publicznym Donalda Tuska. Wynik brzmiał 234:219, przy 1 pośle wstrzymującym się oraz 5 nieobecnych. Poprzeczka wisiała na wysokości bezwzględnej 228 głosów, a zatem pewna nadróbka wyniosła 6, dzięki przyklejonym do PiS wiernym wasalom.

Ustawa trafia w poniedziałek na podpisowe biurko Andrzeja Dudy, który ma na decyzję 21 dni. Według sygnałów z kancelarii podejmie ją znacznie wcześniej, zapewne przed 4 czerwca, gdy zapowiada się przesilenie polityczne związane z wielkim marszem Koalicji Obywatelskiej w 34. rocznicę ponownego odzyskania przez Polskę niepodległości. Ustawa o czerezwyczajnej – czyli nadzwyczajnej, rusycyzm pasuje do określenia idealnie – komisji zawiera tyle pogwałceń nie tylko Konstytucji RP, lecz kanonów prawa zapisanych w podręcznikach akademickich, że Andrzej Duda jako doktor z Jagiellonki nie powinien zastanawiać się ani minuty i posłać ją do kosza, bo nawet szkoda ponownie uruchamiać zamrażarkę TK. Do końca kadencji pozostają mu dwa lata i powinien zacząć myśleć o zapisaniu się w historii Polski z wizerunkiem lepszym niż jako pacynki na dłoni najwyższego prezesa. Taka jest nadzieja nie tylko opozycji, lecz profesjonalnie zszokowanego przepisami o czerezwyczajce środowiska prawniczego. Nadzieja może jednak okazać się naiwna, albowiem w dotychczasowej historii nielicznych wetowań lub skierowań ustaw do TK absolutnie najważniejsze dla prezydenta kryterium stanowiło naruszanie jakimiś przepisami jego instytucjonalnych uprawnień. Tego Andrzej Duda nie darowuje, takie były przyczyny zarówno pamiętnego zawetowania ustaw sądowych w 2017 r., jak też skierowania do TK ustawy wspomnianej wyżej. W przypadku czerezwyczajki alternatywa jest bardzo prosta – podpisanie specustawy tuż przed kampanią wyborczą wywoła w oczach instytucji UE skandal tak gruby, że pieniądze dla Polski na KPO będzie trzeba uznać za ostatecznie już skreślone.
