Czerwony guzik

Wojciech Surmacz
10-09-2004, 00:00

Krwawa łaźnia na Kaukazie i Bliskim Wschodzie — tam ludzie wciąż mieszani są z ropą. Ostatnio krwi do ognia dolano w Biesłanie. Kim są i do czego dążą sprawcy?

„Puls Biznesu”: Słychać spekulacje, że to rosyjskie służby specjalne stoją za zamachami na Dubrowce i w Biesłanie. Kompletna bzdura?

Doktor Krzysztof Karolczak, specjalista od terroryzmu politycznego: Spuśćmy zasłonę miłosierdzia nad tego typu kombinacjami... One wynikają z kompleksu Polaków: co złego — to Rosjanie! Większość naszych polityków i publicystów zawsze przedstawiała Czeczeńców jako bojowników o słuszną sprawę, bo walczyli z Rosją. I stąd ta teoria spiskowa. Bez przesady!

Ale jest inna teza, której można by próbować bronić (podobną stawiałem zaraz po 11 września): Federalna Służba Bezpieczeństwa —jak CIA w 2001 r. — wiedziała o planach terrorystów. Tylko ci „fachowcy” myśleli, że to pójdzie jak np. w Budionnowsku: Czeczeńcy weszli — i wyszli… Być może ułożono to tak: spodziewamy się ataku, wiemy kto i gdzie uderzy. Ale nie będziemy przeciwdziałać, bo to pomoże w represjach przeciw Czeczenii.

W jaki sposób?

Skoro doszło do takiego zamachu, jest powód do bardzo ostrych reakcji. Zauważmy: najpierw spotkanie w Soczi, gdzie Putin dostaje przyzwolenie od Chiraca i Schroedera na twardą walkę z Czeczenią. Potem następuje zajęcie szkoły w Biesłanie. Z terrorystami są niby prowadzone negocjacje i nagle…

Ale wszystko wskazuje na to, że to był jednak atak nieprzemyślany. Moim zdaniem, nie było planu w stylu: podjedziemy samochodami, zaczniemy zbierać zwłoki i zaatakujemy. Wciąż nie wiadomo, kto zaczął strzelać: wojsko, terroryści, cywile? Winę ponoszą niewątpliwie siły specjalne. Ludności cywilnej nie powinno tam być na odległość strzału. A oni byli ponoć tak blisko, że zaczęli strzelać. Na Kaukazie w każdym prawie domu nie tylko „kałach”, ale jeszcze jakiś „pepanc” by się znalazł... Rodzice uwięzionych dzieci mogli mieć taką broń — i rzeczywiście zacząć strzelać. Z desperacji.

Pan stawia znak równości pomiędzy Czeczenami i Al-Kaidą?

Absolutnie nie.

A czym jest Al-Kaida?

To nie jest struktura organizacyjna, w której istnieje hierarchia: szefowie, podwładni, program itd. „Baza” jest siecią. Od ponad 10 lat — a na Bliskim Wschodzie o wiele dłużej — mamy do czynienia z nasileniem się terroryzmu na tle religijnym. A on jest irracjonalny. Bardzo często nieprzewidywalny, jak każda religia. Zawsze znajdzie się jakiś fundamentalista... Obojętne: muzułmanin, chrześcijanin, sikh czy buddysta — w każdym wyznaniu można wskazać fanatyków, którzy — w imię swego boga — dokonają ataków terrorystycznych. W niemal 60 państwach istnieją rodzime organizacje, które utrzymują kontakt — teraz to zresztą nie problem, dzięki łączności satelitarnej, internetowi... Mogą prowadzić wspólną działalność przez ośrodki koordynujące. Ale te organizacje się nie znają! Nie ma jednej czapki, która „mówi“: to wy dzisiaj dokonacie zamachu w Iraku.

Kim jest Bin Laden?

Mitem.

Nie istnieje?

Chyba żyje, ale został potwornie zdemonizowany. Pod koniec lat 80. szkolił w Afganistanie — za pieniądze amerykańskie — mudżahedinów przeciwko Armii Czerwonej i miał tam jakąś kontrolę... Ale potem przecież wszyscy się rozeszli... I nagle się okazało, że to nie tylko członkowie szczepów afgańskich, ale i Jordańczycy, Saudyjczycy, Jemeńczycy, Bośniacy — czyli cały świat muzułmański. Nie ma jednego ośrodka dyspozycyjnego, który rządzi Al-Kaidą.

I Rosja dołącza do tego Czeczeńców…

Oni, realizując cele polityczne, sięgają po metody terrorystyczne. Podczas wojny niekonwencjonalnej odziały partyzanckie uciekają się zwykle do ich stosowania. I po takich wydarzeniach słowo terroryzm nabiera konotacji bardzo pejoratywnych. I to największe nieszczęście terroryzmu. Bo to metoda walki, jak każda inna. Oczywiście można się z nią nie zgadzać. Co nie oznacza, że nie można jej stosować!

Polacy też byli terrorystami?

Właśnie o to chodzi! Pewnie, że byli!

Podczas II wojny światowej?

I w XIX wieku! To po prostu forma walki. Clausewitz kiedyś powiedział: „wojna jest kontynuacją polityki, tylko innymi metodami”. Tak samo terroryzm: jest kontynuacją wojny, tylko innymi metodami. Partyzanckie oddziały czeczeńskie nie mogą przecież w otwartym polu wystąpić przeciw spadkobierczyni Armii Czerwonej.

Ale przecież nie tylko w Rosji tak jest…

Pewnie. W Iraku też.

I jak to wartościować?

Nie wolno! To trzeba przyjąć do wiadomości, że tak po prostu jest!

Tylko, że jak w Polsce dojdzie do zamachu, to zaczniemy…

Oczywiście z punktu widzenia moralnego, etycznego — to trzeba oceniać. Bo w naszym kręgu cywilizacyjnym, kulturowym i religijnym sięganie po podobne metody jest uznawane za niedozwolone, Chociaż te 50 czy 100 lat temu było inaczej. Jeszcze jedno: możemy odrzucać terroryzm polityczny, ale także nie powinniśmy akceptować terroryzmu państwowego. Świat żyje tragedią w Biesłanie? A wczoraj był komunikat, że — w wyniku nalotów izraelskich — w strefie Gazy zginęło 15 Palestyńczyków, a 40 zostało rannych. Często bywa, że to cywile... Albo: w Iraku zginęło kilkadziesiąt osób. Nie przez wysadzenie bomb przez szyitów czy sunnitów, lecz w wyniku amerykańskich działań wojennych. Przecież wesele rozstrzelano! Pamięta pan? No i co? Jak to ocenić?

Koalicja antyterrorystyczna walczy!

I iraccy weselnicy to terroryści?! Z drugiej strony: czemu są winne osetyjskie dzieci? To relatywizm polityczny, który zależy od punktu siedzenia i interesów państwowych. Dlatego staram się uciekać od ocen moralnych na rzecz oceny politologicznej... Bo można sobie zadać zasadnicze pytanie: kto zyskał na ataku w szkole w Biesłanie?

Niech Pan powie.

W przypadku Czeczenii ogromną rolę odgrywają interesy gospodarcze. Gdyby ta republika nie była tak ważna z punktu widzenia strategicznego, Rosjanie by odpuścili. Tylko raz: tam jest ropa. Dwa: przez Czeczenię przebiegają gazociągi i ropociągi z Azerbejdżanu... Dlatego, kiedy w 1991 roku Dudajew ogłaszał niepodległość Czeczenii, Moskwa powiedziała: nie! Inaczej było, gdy niepodległość ogłaszały: cała Pribałtyka, Ukraina, Mołdowa itd. I Zachód to akceptował! A gdy Czeczenia ogłosiła niepodległość — Zachód się wycofał! Zachowali się jak w 1938 r. wobec Czechosłowacji czy Polaków w 1939 r. Powiedzieli: to wewnętrzna sprawa Federacji Rosyjskiej!

Mocne słowa!

Czeczeni czują się zdradzeni, a w tej chwili w ogóle nie mogą już na nic liczyć. I stąd może spekulacje, że Biesłan to była prowokacja.

Po co?

Żeby Czeczenów skompromitować do końca, dać wolną rękę Putinowi do rozwiązania kwestii czeczeńskiej raz na zawsze...

Bo Czeczeńcy obnażają militarną słabość Rosji?

Tak. Ale terroryzm jest w stanie obnażyć słabość każdego państwa. Tylko nikt nie chce tego przyjąć do wiadomości. Ciągle pada zarzut: po Dubrowce Rosjanie się niczego nie nauczyli. Amerykanie też się niczego nie nauczyli po 11 września!

A czego się mieli nauczyć?

Najpierw trzeba chcieć się uczyć, a nie odpowiadać ciosem za cios. Zabicie jednego czy dziesięciu terrorystów nie rozwiązuje problemu. Na ich miejsce pojawi się stu, którzy chcą się jeszcze dodatkowo zemścić! Izrael też się niczego nie nauczył — mimo że z tym terroryzmem żyje bez przerwy…

Hiszpania, Włochy, Niemcy? Też nie wyciągnęły wniosków z lekcji terroryzmu?

Włosi i Niemcy nauczyli się, jak postępować z terroryzmem politycznym na tle ideologicznym. Wyciągnęli wnioski z wydarzeń z lat 70. — działalności włoskich Czerwonych Brygad i niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii. Tamci terroryści byli bardzo podobni do terrorystów XIX w. Dokonywali zamachów z pobudek ideologicznych. W związku z tym byli przewidywalni. Można było założyć: kto może być celem ataku i w jaki sposób może być on przeprowadzony. Wiadomo było kogo ochraniać i jak przeciwdziałać zamachom. Z terroryzmem ideologicznym mamy wciąż do czynienia, ale w bardzo znikomym stopniu...

W Wielkiej Brytanii?

IRA to splot trzech przyczyn — walki narodowej, religijnej i ideologicznej. Podobnie ETA w kraju Basków — narodowa i ideologiczna. W obu przypadkach władze państwowe nawiązały dialog z terrorystami. Anglicy ustąpili — po tzw. porozumieniach wielkanocnych w Irlandii Północnej doszło do stabilizacji. Wydawało się, że do takiej samej sytuacji dojdzie w kraju Basków. Madryt po cichu układał się z ETA — doszło do porozumienia, zaprzestano zamachów. Ale Baskom marzy się niepodległość, a Madryt — w imię racji stanu — nie chce się zgodzić na niezawisłość Baskonii, z tego samego powodu co Moskwa w Czeczenii. Baskonia jest najbogatszą, obok Katalonii, prowincją Hiszpanii.

Czyli pierwszym krokiem do rozwiązania konfliktu terrorystycznego jest dialog?

Pewnie. A jak widać, Amerykanie wolą wydawać (ktoś policzył) na wojnę z terroryzmem — dziennie! — 1 miliard USD!

Bo mają w tym żywotny interes.

Właśnie! Taka jest racja stanu USA!

Walczą w imię demokratycznych wartości!

Ale to amerykańskie wartości! One muzułmanów naprawdę nie interesują! Inna kultura! Nie ma globalizacji! Jest amerykanizacja! Tylko nikt o tym głośno nie mówi, bo to niepoprawne politycznie! Narzucanie światu systemu, który się sprawdził w określonym miejscu, czasie i cywilizacji i głoszenie, że jest najlepszy — to bzdura! To zawsze prowadziło do konfliktów!

Na Bliskim Wschodzie nigdy nie było myślenia państwowego. Tam wszystkie państwa zostały wymyślone przez Europejczyków. Co to za naród Saudyjczycy? Niech mi pan powie? Przecież gdyby rządząca tam — zdaje się od 60. lat — dynastia nie nazywała się Saudami, to by byli jakimiś Husejnami. Przecież tam nie było wytyczonych granic! Churchill się chwalił w Kairze, że w jedną noc wziął linijkę i nakreślił im granice! A w Europie granice i państwa powstawały przez kilkaset lat — i to z jakim bólem! Dlatego opinia, że jacyś tam fundamentaliści islamscy myślą o jakimś państwie, kalifacie, stworzonym na miejsce kilku różnych państw, nie ma sensu. To nie myślenie propaństwowe, tylko po prostu chęć stworzenia społeczności muzułmańskiej. Tam nie ma narodów, lecz plemiona, szczepy, rody. Przecież to byli nomadzi, którzy się przenosili z miejsca na miejsce. Zabroniono im tego, jak Romom w Europie! Na siłę: macie dom i mieszkajcie! Tyle że oni nie chcą! Albo: napiszcie sobie konstytucję, wybierzcie parlament, załóżcie partie polityczne, zorganizujcie wybory. Nie! Tam władza zawsze się opierała na starszeństwie w rodzie i sile! Najstarszy miał za sobą doświadczenie i liczną grupę zbrojnych derwiszów. Oni nie są zainteresowani demokracją, to nie ma nic wspólnego z ich tradycją, kulturą!

Dlatego robią zamachy?

To wykorzystują ruchy ekstremistyczne. Myśmy mówili, że w 1945 roku władza ludowa wjechała do Polski na czołgach. Czy się na to godziliśmy? Oni tak samo się nie godzą, bo nie chcą liberalnej demokracji na amerykańskich czołgach.

I jak z tego wybrnąć?

Ktoś musi w końcu zrozumieć, że to, co się w tej chwili dzieje, prowadzi do samozagłady. Trzeba odłożyć cekaemy i usiąść do stołu.

A jeśli nie?

Spirala przemocy.

Jeszcze bardziej krwawa i przerażająca?

Tak. Do końca, a bardziej górnolotnie: do zagłady ludzkości. W pewnym momencie ktoś ten czerwony guzik naciśnie. I nie jest prawdą, że wszyscy terroryści to irracjonalne jednostki ze skrzywieniem psychicznym. Gdyby tak było, łatwo byłoby z nimi walczyć. Ale z drugiej strony: nie ma gwarancji, że politycy są mądrzy... Co więcej, są wśród nich myślący inaczej! I nikt nam nie zagwarantuje, że nagle do władzy nie dojdzie jakaś niezrównoważona jednostka patologiczna i naciśnie guzik, bo stwierdzi: a co my się będziemy bawić z tymi terrorystami? Ile można? Tyle lat z nimi walczymy i nie dajemy rady? A spuśćmy na nich tę jedną bombę, niech mają...

Nie sądzi Pan, że do podjęcia podobnej decyzji już doszło — w Biesłanie? Ktoś powiedział: dość! I padł rozkaz: rozwiązać problem natychmiast — bez względu na wszystko!

Mogę tylko mieć nadzieję, że nikt nie wydał takiego rozkazu. Chociaż mogło się zdarzyć, że któryś z generałów powiedział po prostu: rozwalić szkołę! Ale równie prawdopodobne jest twierdzenie, od którego zaczęliśmy rozmowę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Czerwony guzik