Część kierowców utknęła za granicą

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2008-03-13 00:00

Niemiecka spółka transportowo-spedycyjna RiCo ogłosiła upadłość. Pracujący dla niej polscy kierowcy domagają się zwrotu ponad 13 mln zł.

Niemiecka spółka transportowo-spedycyjna RiCo ogłosiła upadłość. Pracujący dla niej polscy kierowcy domagają się zwrotu ponad 13 mln zł.

Po ogłoszeniu przez RiCo upadłości kilkuset pracowników polkowickiej firmy PRP (spółki córki niemieckiego RiCo) zebrało się przed siedzibą firmy. Żądali wyjaśnień oraz wypłaty zaległych pensji. Przedstawiciele zarządu PRP obiecali wypłacenie części zaległych wypłat.

— Ustaliliśmy, że kierowcy dostaną zaliczki na poczet zaległego wynagrodzenia wysokości 500 zł — relacjonował dla TVN24 wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec, który także uczestniczył w rozmowach.

Dumping?

Według niego, firma ma sześć kont, z których pięć zostało zablokowanych. Pieniądze z niezablokowanego konta zostaną przeznaczone na wypłaty. Według szacunków, spółka jest winna pracownikom ponad 13 mln zł, tymczasem na jej koncie znajduje się jedynie około 1 mln zł.

Niemiecka firma spedycyjna RiCo ogłosiła upadłość 5 marca. Jeden z największych w tej części Europy przewoźników przyznał, że ma wielomilionowe zobowiązania. Wyszło także na jaw, że spółka nie jest w stanie ściągnąć długów w terminie. Jeden z menedżerów firmy Bjoern Groeschner powiedział, że w ostatnich latach spółka zbyt szybko się rozrastała. Jednak na forach internetowych aż roi się od wypowiedzi, z których wynika, że źródłem kłopotów stały się stosowane przez RiCo ceny dumpingowe, niepokrywające kosztów własnych, a oferowane w celu zdobycia większej liczby klientów. Kierowcy są tym bardziej rozżaleni, że nikt nie powiedział im o problemach finansowych spółki.

— Najpierw nie mogliśmy tankować na stacjach benzynowych, potem okazało się, że limit kilometrów na niemieckich autostradach został wyczerpany, bo pieniądze nie wpłynęły — wyliczał na antenie TVN24 jeden z kierowców.

Skala długu

Z relacji transportowców wynika, że polski oddział zatrudnia 3,5 tys. kierowców. Według nich, spółka jest im winna średnio po 5-8 tys. zł. Pracownicy RiCo żalą się, że wciąż są odpowiedzialni za warte setki tysięcy złotych samochody, których nie mają gdzie zdać. Firma ma około 1,7 tys. ciężarówek, z tego blisko 90 utknęło za granicą. Czekają na dostarczenie im aktualnych kart paliwowych. Firma RiCo powstała w 1992 r. w niemieckim Osterode. Specjalizuje się w transporcie wschodnioeuropejskim. Ma oddziały w Polsce, na Ukrainie i w Rosji. Obec- nie grupa RiCo ma ponad 2,5 tys. własnych ciągników siodłowych i samochodów ciężarowych. Jej spółką córką w Polsce jest polkowicka firma transportowa PRP. RiCo jest jej winna około 30 mln zł.

Z pomocą poszkodowanym kierowcom ruszyły m.in. konkurencyjne firmy. Jedną z nich jest Pekaes, który rozesłał do swoich kierowców prośbę o udzielenie pomocy „uwięzionym” za granicą pracownikom RiCo.

W całej sytuacji pocieszające jest jedynie to, że kierowcy, którzy stracili pracę w wyniku bankructwa RiCo, bez problemu znajdą zatrudnienie w innych spółkach transportowych. Brak rąk do pracy jest bowiem jednym z największych problemów branży transportowej.